Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Zapowiedzi» PlayStation 3» Lightning Returns: Final Fantasy XIII

Informacje

  • Autor: Rasgul
  • Dodano: 20 styczeń 2014 22:08
  • Czytano: 1,817 razy



Najnowsze zapowiedzi

Najczęściej czytane zapowiedzi

Zapowiedź gry Lightning Returns: Final Fantasy XIII (PlayStation 3)

Okładka gry Lightning Returns: Final Fantasy XIII
  • Producent: Square-Enix
  • Wydawca: Square-Enix / Eidos
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Gatunek: fantasy, RPG, TPP
  • Premiera: 11 luty 2014 r.
  • Premiera PL: 14 luty 2014 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 229.90 zł
  • Prognoza

    8.0

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 4

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 3

Final Fantasy to flagowa marka Square Enix, ich oczko w głowie czy inny drogocenny klejnot w naszyjniku. Finale są z nami od zarania dziejów, a ich pierwsze odsłony pamiętają jeszcze NES-a. Miały one spory wpływ na branżę gier wideo, a przede wszystkim wyznaczyły standardy dla gatunku jRPG. Dziś wszyscy słyszeli chociażby o Final Fantasy VII, które wychwalane jest pod niebiosa, albo przynajmniej rozpoznają samą nazwę serii jako taką. To jest sukces dla każdego dewelopera – zaszczepić swoje produkcje w umysłach graczy. Japończycy korzystają z tego atutu jak tylko mogą, wypuszczając praktycznie co roku kolejną część na różne platformy. Często bawią się też przy okazji konwencją albo zasadami rozgrywki, także ciężko narzekać fanom na stagnację.

Krajobrazy, choć pustynne, robią wrażenie



Final Fantasy XIII było faktycznym wejściem serii na nowe maszyny w postaci Xboksa 360 oraz PS3. Czy udanym? W tym przypadku opinie do dziś są podzielone, chociaż ciężko odmówić samej grze graficznego kunsztu. Co jak co, ale Japończykom chyba najlepiej wychodzą kreacje różnych światów fantasy. Jednak nie to graczom przeszkadzało najbardziej. Wytykali oni gardząco palcem fabułę, postacie oraz doskwierającą liniowość zabawy. Jej kontynuacja, czyli XIII-2 miała naprawić największe błędy, jakie popełniono przy tworzeniu pierwowzoru, ale i w tym przypadku nie wszyscy są zgodni co do oceny. Ostatnią szansą Square Enix na poprawienie wizerunku numerka XIII, pozostaje Lightning Returns, będące jednocześnie bezpośrednią kontynuacją wątków, ale i rozgrywkową odskocznią od samego minicyklu. Twórcy celują raczej w nową widownię, nie zapominając również o tych, którzy ukończyli poprzednie „trzynastki”.

Opowieść skupia się na postaci Lightning, jaka w XIII-2 stanowiła tło dla całej historii. Jak tytuł po przetłumaczeniu głosi – powraca, tylko po to, żeby uchronić świat przed jego końcem. Dosłownie, bowiem bohaterka ta trafia na archipelag wysp Navus Partus, którego mieszkańcy odliczają 13 dni (każdy z nich w naszym czasie rzeczywistym to 2 godziny)do apokalipsy. Ludność większości miast poświęca te ostatnie chwile na niekończącą się imprezę. Tak więc to na nasze barki spada obowiązek zatrzymania zagłady, a działać nam przyjdzie pod sporą presją czasu. O pośpiechu przypominać nam będzie zegar znajdujący się w narożniku ekranu. Zapomnieć będzie trzeba o jakimkolwiek bezcelowym trwonieniu czasu.

Nie, to nie slasher, a jednak pojedynki wyglądają szaleńczo efektownie



Twórcy wokół dobowej mechaniki zawarli bardzo dużo ciekawych pomysłów. Mamy zmienne pory dnia i nocy, a wszystko wokół Lightning dzieje się niezależnie od niej. Cały świat żyje własnym życiem. Pociągi odjeżdżają o konkretnej godzinie, sklepy zamykane są wieczorami. Nie spotkamy też znanej nam z RPG-ów sytuacji, że jakiś NPC dzień oraz noc czeka, zanim przyjdziemy do niego i weźmiemy jego zlecenie zabicia trzech zajączków. Niektóre zdarzenia będą miały miejsce bez nas, albo zmienią nieco swoją postać w przeciągu kilku godzin. Także każde nasze podejście będzie się różniło od poprzedniego, a ich jedyną wspólną częścią będzie zakończenie (ma się nawet zmieniać sposób dojścia do niego). Trzeba przyznać, że system ten zapowiada się dość obiecująco i przypomina nieco rozwiązanie zastosowane w Dead Rising, tylko podrasowane, bardziej przystępniejsze, a także praktyczniejsze. Miło będzie zobaczyć tak wielki świat tętniący życiem. Sam archipelag, jak zarzekają się twórcy, ma być ogromny i w miarę otwarty. Nie będzie to oczywiście drugi Skyrim, ale powinno wystarczyć dla maniaków eksploracji.

Jako że przyjdzie nam kierować tylko jedną postacią, to Square Enix musiało zmienić system walki. Mniej tu taktyki, czasu do zastanowienia, bo i pula bohaterów, jaką prowadzimy do bitwy zmniejszyła się. Potyczki wyglądają bardziej dynamiczne, a nasze poruszanie się nie jest już tak ograniczone jak poprzednio. Po polu walki przemieszczać możemy się biegiem, skakać albo wykonywać efektowne uniki, wszystko w czasie rzeczywistym. Nasze akcje takie jak atak albo przyzywanie zaklęć bazuje na puli punktów akcji, jakie posiadamy. Jeśli je wyczerpiemy, możemy czekać na ich regenerację, albo prędko zmienić strój przy pomocy jednego przycisku i kontynuować nasz taniec śmierci. W dodatku jeśli pozbawimy kreaturę jakiejś części ciała, to uniemożliwimy jej wykonywanie niektórych ataków. System walki przypomina zatem troszkę ten z Kingdom Hearts, ale ciężko wydać mi taki werdykt, kiedy faktycznie nie położyłem łapek na grze. Trudno jednak nie powiedzieć, że Lightning Returns wygląda bardziej jak action RPG z lekko taktycznym podejściem. Co nie zmienia faktu, że sama mechanika toczenia potyczek wygląda obiecująco. Mam nadzieję, że oponenci będą dla Lightning stanowili jakiekolwiek wyzwanie, żeby zabawa nie skończyła się na ciągłym, ślepym uderzaniu w jeden, góra dwa przyciski.

Japoński design świata to klasa sama w sobie. Trochę abstrakcyjna klasa, ale nadal



Twórcy zamiast bawić się w klasy, zbroje czy inne bzdety, postanowili oddać graczowi paletę ubiorów dla protagonistki, które różnią się od siebie zastosowaniem oraz umiejętnościami, jakie możemy do nich przypisać. Nic nie stoi nam na przeszkodzie, żeby na początku walki porzucać kilka zaklęć, szybko przełączyć ubiór, doskoczyć do przeciwnika i zadać mi mnóstwo fizycznych obrażeń od naszego ostrza. Jedynymi wymienialnymi elementami jest nasza broń, tarcza oraz kolor kostiumu. Zastępuje to w pewnym stopniu posiadanie drużyny i skupia uwagę gracza na efektywnym kontrolowaniu poczynań głównej bohaterki.

Poza wymienionymi elementami Lightning Returns ma być mieszanką mechanik znanych nam z XIII i XIII-2. Zresztą ciężko oczekiwać czegoś więcej. Kochający obie produkcje już pewnie zaklepali sobie urlop na premierę. Square Enix przy okazji celuje w nową garść odbiorców, nie zapominając jednocześnie o tych, którym poprzedniczki się nie spodobały. Czy uda im się zadowolić obie grupy? Przekonamy się o tym już 14 lutego, kiedy to miejsce ma europejska premiera nowego Finala. Ja już zacieram rączki, bo sam tytuł zapowiada się naprawdę smakowicie. Dawno nie miałem okazji pograć w jRPG-a stawiającego nacisk na akcję, więc z tym większą chęcią sięgnę po ostatni epizod trylogii Nova Crystallis.

Komentarze (4)

  • Avatar użytkownika Rasgul
    #1 | Rasgul mówi:28 styczeń 2014

    Bo faktycznie, klimat jest specyficzny. To w końcu produkcja japońska. Mamy tu do czynienia z japońską fantastyką, a twórcy jakoś specjalnie nie kryją się z pokręconym designem. Ale jednego nie można odmówić. Marka ma uznanie i rzeszę fanów na całym globie. Gdyby nie to, pewnie nie widzielibyśmy odsłony z numerkiem 15 przy nazwie. Wink

  • Avatar użytkownika Amstrong
    #2 | Amstrong mówi:23 styczeń 2014

    Mi osobiście wydaje się, że fanów FF jest bardzo nie liczba grupa graczy, mnie również nigdy seria nie pociągała, grałem bo grałem, ale bez żadnej rewelki Pfft

  • Avatar użytkownika Nakata
    #3 | Nakata mówi:23 styczeń 2014

    To samo miałam napisać, Final Fantasy jakoś nigdy mnie nie kręcił Wink

  • Avatar użytkownika martin
    #4 | martin mówi:22 styczeń 2014

    niestety całkowicie nie moje klimaty Smile