Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» Xbox 360» Castlevania: Lords of Shadow 2

Informacje

  • Autor: LordTyrranoos
  • Dodano: 11 luty 2015 17:55
  • Czytano: 1,675 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Castlevania: Lords of Shadow 2 (Xbox 360)

Okładka gry Castlevania: Lords of Shadow 2
  • Producent: Mercury Steam Entertainment
  • Wydawca: Konami
  • Dystrybutor PL: CDP.pl
  • Gatunek: akcji, hack & slash, platformówki, TPP
  • Premiera: 25 luty 2014 r.
  • Premiera PL: 28 luty 2014 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: DVD8
  • Cena: 229.90 zł
  • Nasza ocena

    6.0

  • Twoja ocena

    7 / 10

    Średnia: 7 / Głosów: 3

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Microsoft Xbox 360

Pierwsze Lords of Shadow absolutnie mnie zachwyciło i niejako przebojem wdarło się na listę najlepszych gier, z jakimi kiedykolwiek obcował mój stary, poczciwy Xbox 360. Praktycznie wszystko się tam ze sobą zgadzało, począwszy od dość wysokiego poziomu trudności, przez niezwykle płynny system walki oraz wymagające zagadki logiczne, po genialną oprawę audiowizualną z bezbłędnym Patrickiem Stewartem w roli narratora. Nie wspominając już o fakcie, że epicka przygoda Gabriela Belmonta spokojnie wystarczała na około dwadzieścia godzin intensywnych wrażeń. Lords of Shadow z 2010 roku było grą iście magiczną, zupełnie niepodobną do niczego, co wcześniej widzieliśmy na tejże konsoli, przede wszystkim pod względem panującej atmosfery. Dzięki właśnie tej wyjątkowości, bez większego namysłu wystawiłbym produkcji hiszpańskiego studia MercurySteam „dziewiątkę” w dziesięciostopniowej skali.

Po tym krótkim wstępie, dotyczącym pierwowzoru, chciałbym przedstawić swoją opinię na temat bezpośredniego sequela, którego debiut przypadł na początek zeszłego roku. „Dwójka” kontynuuje tragiczną historię Gabriela Belmonta, będącego tu już w wyniku wydarzeń z poprzednika oraz dodatku Mirror of Fate Drakulą, Księciem Ciemności. Kilkusetletnia agonia dawnego wojownika Bractwa Światła wywołała u niego pragnienie zakończenia wiecznych cierpień, co zapewnić może mu wyłącznie współpraca ze starym wrogiem Zobekiem, przeciwko równie staremu wrogowi – znanemu skądinąd wszystkim Szatanowi. Trwająca około dwanaście godzin kampania koncentruje się bezpośrednio właśnie na konieczności powstrzymania powrotu Lucyfera, pośrednio zaś na odkupieniu haniebnych czynów samego Drakuli. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że historia opowiedziana jest dość zgrabnie, choć zabrakło tu ekranów ładowania pomiędzy kolejnymi rozdziałami, podczas których Patrick Stewart swoim legendarnym głosem opowiadał koleje losu Gabriela w pierwszej części. Bardzo tu tego brakuje, bowiem w miejsce tychże wprowadzono większą ilość przerywników filmowych wątpliwej jakości, gdyż generowanych na silniku gry.

Już wiadomo, kto z tej walki wyjdzie na tarczy...


Pomijając pewne fragmenty, występujące niejako w postaci wspomnień protagonisty, akcja Lords of Shadow 2 toczy się... w czasach współczesnych, można nawet stwierdzić, że w niedalekiej przyszłości. Jest to bez wątpienia największa i najbardziej kontrowersyjna zarazem zmiana w porównaniu z pierwowzorem. Niestety, na gorsze – w „dwójce” brakuje tego genialnie zaprojektowanego otoczenia z prequela, nie wspominając już, że drastycznie wpłynęło to na oprawę wizualną. Graficy i projektanci niezbyt się wysilili, bowiem otwarte przestrzenie pozbawione są charakteru, szczegółowości i po prostu jakości, zaś etapy wewnątrz zamku Drakuli występują na tyle sporadycznie, że nie wpływają znacząco na odbiór całości. Najgorzej zaś prezentują się bez wątpienia segmenty związane z korporacją farmakologiczną. Na tyle źle, że pominę je wymownym milczeniem.

Trudno podać sensowny powód, dla którego MercurySteam tak mocno zjechało w dół w temacie zaprojektowanych lokacji. Prawdopodobnie błędem było umiejscowienie akcji w okolicach roku 2060, zamiast tak absurdalnie wyskoczyć w przyszłość o tysiąc lat od wydarzeń z pierwszego Lords of Shadow, trzeba było pomyśleć o bardziej neutralnym gruncie, gwarantującym zarazem dużo inspirującego materiału do pracy – renesans czy wojny światowe. Jedno trzeba jednak twórcom przyznać: dzięki takiej, a nie innej jakości, zmieścili całą grę na jednej płycie, podczas gdy „jedynka” wymagała dwóch krążków.

Jedni mordują zastępy piekielnych demonów, inni się bawią


Także kwestia bossów pozostaje sporna. Oryginał przywitał nas epickim, kilkunastominutowym pojedynkiem z ogromnym, przywodzącym na myśl kultowe Shadow of the Colossus tytanem. Takowych momentów, wywołujących autentyczny efekt „wow” w Lords of Shadow 2 niestety brakuje. Mimo że twórcy przygotowali kilkanaście starć z mniej lub bardziej przerośniętymi demonami, żadne tak naprawdę nie zapada w pamięć i nie wymaga od gracza wykorzystywania diametralnie różniących się między sobą strategii i taktyk. Z kolei finalna walka może zaskoczyć co najwyżej przeciwnikiem, jednak kilka minut jednostajnego naparzania i unikania tych samych ataków to trochę za mało na prawdopodobne zwieńczenie całej serii.

Ogólnie rzecz biorąc, różnica pomiędzy pierwszym oraz drugim poziomem trudności (na cztery możliwe, z których od początku mamy dostęp do trzech) jest bardzo zauważalna. Ten najniższy nie stanowi praktycznie żadnego wyzwania dla doświadczonych graczy, co więcej, nawet pojedynki z bossami kończą się najczęściej po jakichś trzech minutach. Z kolei na tym uznawanym za normalny musimy być przygotowani na powtarzanie trudniejszych czy bardziej złożonych walk, bowiem demony są dużo agresywniejsze, zaś sam Drakula dużo szybciej traci punkty witalności. Wzorem pierwowzoru, regenerować je możemy za pomocą wykorzystywania w walce Void Sword, lub w dużo bardziej satysfakcjonujący sposób – jak prawdziwy wampir, zanurzając zęby w karku przeciwnika. Fajna mechanika, która jednak żywcem przeniesiona została z pierwowzoru (tam Gabriel regenerował się dzięki finiszerom).

Ciemno, ponuro, brzydko - całe Lords of Shadow 2


Wzorem Lords of Shadow, nasz wampiryczny protagonista jest w stanie rozwijać swoje trzy śmiercionośne bronie, w praktyce polega to na wykupywaniu kolejnych ciosów i kombosów za zdobywane punkty doświadczenia. Przyznać jednak trzeba, że faktycznie efektowne i efektywne zarazem, a co za tym idzie najczęściej wykorzystywane ataki można zliczyć niestety na palcach jednej ręki. Pozostałe zaś skupujemy raczej w celu uzyskania kolejnych osiągnięć, bowiem łamanie sobie kości na wyprowadzaniu wymyślnych ruchów często zwyczajnie nie popłaca. Muszę jednak pochwalić ogólny system walki – wszystko jest płynne i wyświetlane bezbłędnie, zaś wykańczanie większych demonów stoi na zaskakująco satysfakcjonującym poziomie. Kluczem do sukcesu w całej podserii Lords of Shadow jest odpowiednio zsynchronizowane blokowanie ataków przeciwników oraz wyczuwanie idealnego momentu do wykonywania uników. Stąd wynika fakt, że o ile pojedynek jeden-na-jeden nie stanowi większego wyzwania, o tyle batalia z wieloma demonami naraz przysporzyć może niemałych trudności.

W poprzedniej odsłonie co najmniej niemałe trudności napotykaliśmy podczas prób rozwiązywania kolejnych, pomysłowych zagadek logicznych. Wielkie mechanizmy, często utrzymane w steampunkowym klimacie, całe pomieszczenia wypełnione po brzegi pułapkami i tego typu atrakcje niestety nie zostały zawarte ani we współczesnym otoczeniu, ani w surrealistycznych marzeniach Drakuli. Stanowi to ogromną stratę, bo pomimo częstych trudności w rozgryzieniu odpowiedniego rozwiązania, to właśnie zagwozdki logiczne stanowiły mocny punkt Lords of Shadow. Zamiast tego twórcy podjęli całkowicie chybioną decyzję o zaimplementowaniu wielu segmentów skradankowych, podczas których za wszelką cenę unikać musimy bezpośredniej konfrontacji. Moim zdaniem zupełnie nie pasuje to do konwencji Castlevanii, a tym bardziej do postaci Drakuli, załatwiającego wszelkie niedopowiedzenia za pomocą niczym nieograniczonej przemocy, siły i agresji. Gdyby jednak mechanizm stealth był poprawie zaprojektowany, prawdopodobnie nie narzekałbym tak mocno – sekwencja w ogrodzie, podczas której nie możemy stąpać po leżących na powierzchni uschniętych liściach (bo w innym przypadku bohater zostaje praktycznie natychmiastowo upolowany...) utwierdziła mnie w przekonaniu, że skradanie i Drakula nie idą ze sobą w parze.

"Wybitne" sekwencje stealth


Mimo że do tej pory dużo narzekałem na Lords of Shadow 2, to zdecydowane oklaski należą się MercurySteam za przygotowany soundtrack oraz voice-acting. Iście epickie kompozycje muzyczne towarzyszą Drakuli przez większość czasu, co bez wątpienia zadowoli wszystkich miłośników podniosłych linii melodycznych w grach. Z kolei Patrick Stewart w roli Zobeka oraz Robert Carlyle jako Drakula, a także towarzyszący im znani z seriali telewizyjnych Richard Madden i Natascha McElhone spisują się w poszczególnych rolach znakomicie. Twórcy bez wątpienia wydali sporo pieniędzy na gwiazdorską obsadę, choć, jak już wspomniałem wcześniej, bardzo brakuje narracji Stewarta, którego udział w podkładzie został mocno ograniczony w porównaniu z „jedynką”.

Koniec końców, Lords of Shadow 2 to wyraźnie słabsza pozycja od swojego poprzednika. Brakuje tu zapierających dech w piersiach lokacji, zapadających w pamięć pojedynków z bossami czy wymagających wytężenia szarych komórek zagadek logicznych. W zamian otrzymaliśmy kompletnie nietrafione sekwencje stealth, współczesne umiejscowienie akcji oraz mniejszy udział Patricka Stewarta w voice-actingu. Kampania, trwająca około dwunastu godzin, to dobrych kilkaset minut rozgrywki mniej, porównując z oryginalnym Lords of Shadow. Grą jednak powinni zainteresować się ci, którzy ukończyli przygodę Gabriela Belmonta, choćby wyłącznie ze względów fabularnych. Jest to bowiem ostatnia produkcja z podserii Lords of Shadow w wykonaniu MercurySteam, więc póki nie znajdzie się inne, chętne do podjęcia się wyzwania studio, Drakula przechodzi na długowieczny, wampirzy odpoczynek.
  • Grafika: 6 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 4 / 10
  • Nowatorstwo: 4 / 10
  • Fabuła: 6 / 10
  • Czas gry: 12h

Najważniejsze cechy: Niezbyt epickie zakończenie całkiem epickiej serii

Plusy

  • nadal dobry gameplay
  • świetny soundtrack, znakomity voice-acting
  • niezła fabuła

Minusy

  • sekwencje skradankowe
  • współczesne umiejscowienie akcji
  • sporo krótsza od "jedynki"
  • zauważalnie brzydsza od oryginału
  • brak efektu "wow"
Avatar użytkownika LordTyrranoos
LordTyrranoos mówi:

Nowy egzemplarz Lords of Shadow 2 kupiłem za 35 polskich złotych. Cena niezbyt wygórowana, choć jakość zauważalnie poleciała w dół, zestawiając sequel z pierwowzorem z 2010 roku. Ci z Was, którzy ukończyli przygodę Gabriela Belmonta, powinni się raczej zainteresować kontynuacją, choćby ze względów fabularnych.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?