Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» Xbox 360» Warriors: Legends of Troy

Informacje

  • Autor: JackReno
  • Dodano: 04 kwiecień 2011 00:12
  • Czytano: 3,109 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Warriors: Legends of Troy (Xbox 360)

Okładka gry Warriors: Legends of Troy
  • Producent: Koei
  • Wydawca: Koei
  • Dystrybutor PL: Galapagos
  • Gatunek: akcji, TPP
  • Premiera: 8 marzec 2011 r.
  • Premiera PL: 11 marzec 2011 r.
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: angielski
  • Nośnik: DVD8
  • Cena: 199.90 zł
  • Nasza ocena

    3.0

  • Twoja ocena

    3 / 10

    Średnia: 3 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Microsoft Xbox 360

Ile to już razy twórcy obierali w swoich dziełach wydarzenia z mitologii greckiej jako miejsce akcji swojej produkcji? Ciężko to zliczyć, przykładów jest multum, a Warriors: Legends of Troy dorzuca do puli kolejną pozycję. Nie rozwlekając wstępu mogę dosadnie stwierdzić, że Homer się w grobie przewraca...

ACHILLES MAY CRY

Dlaczego? Bo gra kompletnie spłyca mitologiczne wydarzenia. Niemal każdy aspekt fabularny jest miałki i przedstawiony w sposób skrótowy, bez polotu i najzwyczajniej w świecie dennie. Bohaterowie, którymi przyjdzie nam pokierować są skandalicznie okrojeni z jakiejkolwiek sugestywności i charyzmy. Gra wieje nudą na kilometr, może i dwa – całość jest do bólu powtarzalna, a co za tym idzie - męcząca. Fabuła oczywiście jest, lecz jej nijakość i sposób przedstawienia (głos konającego narratora i fatalne przerywniki filmowe) sprawia, że jej obecność wypada produkcji na minus.

Podczas gry będziemy mogli wcielić się w aż ośmiu znanych z greckich mitów herosów. Dobrze czytacie – ośmiu. Tu rodzi się pytanie: po kiego grzyba wrzucać tylu bohaterów, skoro nawet jeden nie jest należycie dopracowany i nie budzi absolutnej sympatii? Niezależnie kim pokierujemy, czy to Hektorem, Parysem, czy też Achillesem, gameplay prezentuje się identycznie, zero innowacji, zero nowinek, ciekawostek, schematyzm wprost bije po oczach. Podczas gry bardzo często przyjdzie nam się przełączać pomiędzy herosami , co i tak nie robi różnicy, bo wszystkimi kieruje się tak samo. Nie wiem, czy wynika to z lenistwa twórców, czy też ze znikomej znajomości mitologii, jednak nie ma w tym absolutnie nic pasjonującego. Warriors: Legends of Troy to ciągła sieczka przerwana od czasu do czasu dreptaniem po ścieżkach.

Czy teraz moje argumenty są wystarczające?


KOMBINOWANE COMBO

Każda z postaci jest w stanie używać trzech rodzajów ciosów – lekkie, ciężkie/mocne oraz ogłuszenie (np. tarczą). Efektywność ataku zależy od tego, którego ciosu zdecydujemy się użyć, wiadomo, że lekki będzie szybszy, lecz zada mniej obrażeń. Ogłuszenie z kolei pozwala nam kupić sobie nieco czasu, by wyprowadzić bardziej „skomplikowane kombosy”. Skąd ten cudzysłów? Ano stąd, że owe combo to nic innego jak wciskanie jednego przycisku – trzy razy wciśnięty guzik zaowocuje trzema ciosami itp. Na tym przygoda z atakami się kończy. W tej materii nie tylko nie ma nic odkrywczego, ale też atrakcyjność walk leci na łeb, na szyję. Sprawę lekko poprawiają finishery, choć też nie do końca. Żeby takowe wykonać trzeba mieć do tego sposobność, np. zajść wroga od tyłu. Widząc przed sobą multum wrogów gracz nawet nie myśli o tym, by się angażować w tego typu zabawy, tylko z uporem siecze kolejnych oponentów.

Poza tym finiszerów jest niewiele, czasem uda nam się przebić wroga na wskroś, czy też poderżnąć mu gardło, ale ich wykonanie nie zachwyca i wrażenia estetyczne po krótkim czasie maleją do zera. Z całej walki najciekawszym elementem jest furia, której stan określa specjalny pasek. Gdy wypełni się do końca, nasz heros natychmiastowo zyskuje na sprawności i jest w stanie szybciej rozkładać przeciwników na łopatki. Furii towarzyszy efekt rozmycia ekranu, co wygląda nawet przyzwoicie. Ten aspekt daje radę, choć bardziej do gustu przypadł mi inny element rozgrywki. Bohater może podnosić bronie pozostawione przez ubitych wrogów i zrobić z nich własny użytek. Nic nie stoi na przeszkodzie, by chwycić włócznię i z impetem przedziurawić nią bardziej oddalonego oponenta poprzez mocarny rzut dobytym orężem.

TARCZĄ I MIECZEM

Dobrze zrealizowanym elementem gry jest ekwipunek. Przyznam się, że porównując inne aspekty produkcji, ten zasługuje na bezwzględną pochwałę – przedmiotów jest sporo, a ich właściwości zwiększają parametry postaci. Liczba itemów pozwala na kombinowanie z wyposażeniem, nie ma przeszkód, by skompletować zestaw dwóch pierścieni, by znacznie podnieść nasz poziom żywotności, czy też innych świecidełek, które powiększą pasek furii lub sprawią, że staniemy się bardziej odporni na ciosy i podniosą efektywność naszych ataków.

Chcesz mnie zabić, bo nie dałam ci cukierka?!


Ważnym aspektem jest także prosty (w końcu to slasher) rozwój postaci. Podczas eksterminacji przeciwników otrzymujemy określoną ilość specjalnych punktów zwanych Kleos. Cały system jednak ogranicza się tylko do zwiększenia naszych parametrów – to za mało, by uznać go atrakcyjnym, nawet, jeśli mamy do czynienia z czystą siekaniną. Kleos można pozyskiwać także poprzez wykonywanie zadań głównych i pobocznych (które notabene wieją totalną nudą) lub w czasie eksploracji terenu. Tu ponownie twórcy się nie popisali. Wchodząc na boczną ścieżkę możemy być pewni, że napotkamy ślepą uliczkę, często zwieńczoną niewidzialną ścianą, czego absolutnie nie cierpię. Mimo wszystko warto penetrować teren, gdyż istnieje spora szansa na znalezienie przydatnego żelastwa. Albo zwykłych śmieci.

ATRAKCJE? NIESTETY, TO NIE TUTAJ

Strona wizualna gry prezentuje się miernie. Lokacje są schematyczne, niska rozdzielczość tekstur momentami razi, natomiast kolorystyka utrzymana głównie w barwach brązu i zieleni szybko nuży. Przykre jest też to, że według Tecmo KOEI w mitologicznym świecie nie istniał deszcz, nie wspominając o innych warunkach pogodowych. Jeśli chodzi o dźwięk to nie uświadczyłem niczego specjalnego, muzyka nie zapada w pamięć. Autorzy chyba nie chcieli zaśmiecać cennych gigabajtów w mózgach graczy.

Warriors: Legends of Troy to produkcja nudna, schematyczna I do bólu powtarzalna. Poszczególne elementy gry są niedopracowane i nieatrakcyjne. Spłycenie bohaterów i świata mitologii greckiej mocno rozczarowuje, ciężko znaleźć tutaj jakikolwiek aspekt, który sprawiłby, że pieniądze wydane na tę pozycję byłyby dobrze zainwestowane. Również dodatkowe tryby gry odblokowane po ukończeniu linii fabularnej niekoniecznie wpływają na atrakcyjność tworu studia Tecmo KOEI. Nie polecam.
  • Grafika: 5 / 10
  • Dźwięk: 5 / 10
  • Grywalność: 3 / 10
  • Żywotność: 2 / 10
  • Nowatorstwo: 3 / 10
  • Fabuła: 3 / 10
  • Czas gry: 7h

Najważniejsze cechy: brak

Plusy

  • od biedy ekwipunek
  • posiekać można...

Minusy

  • ...ale jest masa innych lepszych produkcji
  • płytka fabuła i bohaterowie
  • szybko nuży
  • saba grafika
Avatar użytkownika JackReno
JackReno mówi:

Warriors: Legends of Troy nie jest grą, z którą spędziłem przyjemnie czas. To produkcja nudna i monotonna, w której nie doszukałem się żadnego atrakcyjnego elementu, dzięki któremu chciałbym wracać do tego tytułu. Na rynku dostępnych jest wiele pozycji, które są doskonałą alternatywą dla Wojowników.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?