Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PSV» Root Letter

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 08 czerwiec 2017 04:52
  • Czytano: 1,579 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Root Letter (PSV)

Okładka gry Root Letter
  • Producent: Kadokawa Games
  • Wydawca: Kadokawa Games / PQube
  • Dystrybutor PL: PQube
  • Gatunek: przygodowe, visual novel
  • Premiera: 16 czerwiec 2016 r.
  • Premiera PL: 28 październik 2016 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: japoński z napisami
  • Nośnik: PSV Game Card
  • Cena: 159.00 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: konsola Sony PlayStation Vita lub PlayStation TV

Produkcje z gatunku visual novel wbrew pozorom potrafią wciągnąć i opowiedzieć niezwykle złożoną historię. Tak właśnie jest z Root Letter, pierwszym tytułem sygnowanym marką Kadokawa Game Mystery. Jeśli lubicie fabułę z tajemnicą w tle, to może być Wasza ulubiona gra. I mam nadzieję, ulubiona recenzja.

Będzie dość parę strasznych momentów.



Nieostemplowany list
Max to dorosła osoba mająca właśnie otworzyć własne biuro, a przy okazji porządkuje swoje rzeczy. Odnajduje przy tym listy z czasów szkolnych, jakie wymieniał z korespondencyjną przyjaciółką imieniem Aya Fumino. Wspominając dawne czasy zauważa jednak coś dziwnego – list, jakiego nie kojarzy, a do tego bez żadnego stempla pocztowego. A to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż dopiero treść zawiera przerażające wyzwanie. „Zabiłam kogoś. Muszę odpokutować za swoje czyny. To moje ostatnie słowa do Ciebie. Żegnaj”. Bohater mimo upływu lat postanawia odkryć, co stało się z Ayą, że wysłała mu taki list i jakim cudem przez tyle czasu go nie zauważył.

Wraz z Maksem przemieszczamy się do Matsue, największego miasta prefektury Shimane, pełnego malowniczych widoków i bogatego w historię. Tam bohater postanawia odnaleźć dawną przyjaciółkę, ale szybko okazuje się, że to nie takie proste, bo pod adresem nadawcy odnajduje jedynie pustą działkę. Sąsiedzi z kolei opowiadają o pożarze, który doszczętnie strawił dom. Max melduje się w zajeździe i przechodzi do działania – szuka opisywanych przez Ayę w listach kolegów i koleżanki z klasy. To również okazuje się być trudniejsze niż by się wydawało, gdyż osoby, jakie namierza Max oznajmiają zgodnie, że żadna Aya Fumino do klasy z nimi nie chodziła.

Jedna z fajniejszych opowieści o przyjaźni.



Historia rozwija się z początku dość wolno, ale wkrótce potem wciąga i ciężko się oderwać. Root Letter oferuje 5 zakończeń, z czego 2 są dostępne od początku, a kolejne 3 dopiero po jednokrotnym ukończeniu gry, przy czym jedno z tych dodatkowych stanowi prawdziwe zakończenie. Zamykające rozdziały różnią się od siebie znacząco - jeden to miłosny happy-end, a inny to prawdziwy horror. Tytuł ten po drodze oferuje wymianę listową, gdzie większość jest liniowa, ale na końcu możemy zadać dwa pytania, na jakie dostaniemy krótką odpowiedź. Nasze akcje determinują formę ostatnich dwóch rozdziałów i outro, więc warto zastanowić się przed wyborem. Żeby nie zanudzić się przy ponownych podejściach, twórcy udostępnili opcję przeskoczenia całego rozdziału, za co daję plusa. Historia jest przemyślana i bardzo mi się podobała. Postaci są zapamiętywalne, a niektóre wspomnienia chwytają za serce. Szczególnie urzeka to, że każde z zakończeń w całkowicie odmienny sposób wyjaśnia, dlaczego protagonista spotykał się z takimi reakcjami. Lekko zgrzytało, kiedy pojawiały się literówki, ale było ich dość mało.

Śledztwo
Jako że w grze mamy tajemnicę do rozwikłania, Max musi przeprowadzić prywatne śledztwo. W trakcie przygody będziemy przemierzać kolejne lokacje, jakie możemy nieco bliżej poznać dzięki pełnemu detali przewodnikowi turystycznemu. Skorzystamy z opcji przeszukiwania miejsc oraz przepytywania ludzi, a także gromadzenia przedmiotów. Gdy już zbierzemy wystarczającą ilość argumentów słownych i przedmiotowych, ruszamy na konfrontację z wybranym członkiem klasy opisywanym w aktualnie przerabianym liście. Wówczas włącza się minigra, gdzie możliwych do postawienia pytań jest znacznie więcej, a my mamy ograniczoną liczbę szans na udane przesłuchanie. Jeśli stracimy wszystkie, musimy rozpocząć konwersację od początku. Od czasu do czasu przyjdzie nam też podjąć się maksymalizacji – otóż nasz bohater zwany Maksem ma taką przypadłość, iż daje z siebie wszystko przy pewnych sytuacjach. Możemy wtedy skorzystać z jednego z 5 poziomów żywiołowej odpowiedzi, albo przeczekać milcząc.

Nieraz popełniłem błąd, by zobaczyć, co się stanie.



Generalnie wielu z Was może się to skojarzyć z Ace Attorney i słusznie, aczkolwiek w Root Letter jest to o wiele mniej złożone, a do tego w każdej chwili możemy skorzystać z opcji zastanowienia się, co w większości przypadków nakierowuje nas na właściwy tor śledztwa czy to w trakcie trwania minigry, czy też poza nią, kiedy dopiero przygotowujemy się do przyparcia do muru naszego interlokutora. To wszystko działa sprawnie i nie mam zarzutów pod tym adresem. Dość rzec, że po pierwszym takim śledztwie robi się ciekawie i coraz chętniej przystępujemy do kolejnych poszukiwań.

Tryb swobodny to w dużej mierze śledzenie poszlak i informacji, jakie docierają do Maksa na podstawie przeczytanych listów. Jeśli trafiliśmy w dobre miejsce, bohater skomentuje to jakoś, że „dotarłem do...”, dzięki czemu nie marnujemy czasu na bezcelowe sprawdzanie każdego zakątka lokacji. Mechanika ta sprawia, że spokojnie odnajdziemy się w historii bez pomocy żadnych poradników. Trochę większe wyzwanie stanowią zadania poboczne, jakie są udostępnione po pierwszym zakończeniu. Te już są znacznie trudniejsze, acz i tutaj nie brakuje jednoznacznych komentarzy. Wykonanie wszystkich zadań udostępni nam dodatkowo komentarz aktorek wcielających się w główne role kobiece w Root Letter.

Pojawia się dziki quest poboczny! Jest super efektywny!



Ja chcę tam na wakacje
W trakcie przygody zwiedzimy wiele realnie istniejących miejsc i poznamy ciekawe legendy i historie. Na ekranie PS Vity Root Letter wygląda obłędnie. Wszystkie lokacje są bardzo dokładne i pełne szczegółów, a postaci ładnie narysowane. Animacje portretów dodatkowo dodają dynamizmu rozmowom, a drobną niedoskonałość dało się wypatrzeć dopiero przy sporym zbliżeniu, kiedy widać było poszczególne piksele. W paru miejscach też twórcy pokusili się o wykorzystanie klonów, ale było to na tyle rzadko, że nie przeszkadza w rozgrywce.

Doskonałej atmosfery Matsue dopełnia świetna muzyka. Sprawia, że jeszcze łatwiej dajemy się wciągnąć w ten japoński świat, jak również podkreśla idealnie sytuację zarówno w trakcie śledztwa, jak i na różnych etapach przesłuchania. Perfekcyjny efekt psuje niestety powtarzalność jednego z motywów. Nie jest on zły, ale większości lokacji towarzyszy ten sam utwór, a do tego wciąż jest puszczany od początku, przez co może mniej cierpliwych zirytować.

Nie wszyscy ochoczo witają gościa, który grzebie w ich przeszłościach.



Przejdź do sedna
Root Letter to niezwykła gra pełna tajemnic, historii, a także opowieści o przyjaźni, miłości i marzeniach. Prawdopodobnie każdy fan gatunku visual novel pochłonie RL z radością, a jeśli ktoś jara się dodatkowo mechaniką Ace Attorney, to udany zakup gwarantowany. Do doskonałości nieco brakuje, ale PQube odwaliło kawał dobrej roboty przy lokalizacji. Gra została wydana też na PlayStation 4, choć ja polecam wersję na konsolę przenośną, bo idealnie tutaj pasuje.


Grę do recenzji udostępnił wydawca PQube:
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 9 / 10
  • Czas gry: 20h

Najważniejsze cechy: świetne historia i oprawa, zróżnicowane acz dopasowane zakończenia

Plusy

  • świetnie napisana historia
  • niezwykle dopasowane zakończenia
  • wyborna oprawa audiowizualna
  • niezwykły klimat Matsue

Minusy

  • restartująca się muzyka
  • trochę literówek
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Root Letter to obowiązkowa pozycja dla fanów gatunku visual novel.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?