Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PSV» Lost Dimension

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 12 luty 2016 03:47
  • Czytano: 1,265 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Lost Dimension (PSV)

Okładka gry Lost Dimension
  • Producent: Lancarse
  • Wydawca: Furyu
  • Dystrybutor PL: NIS America
  • Gatunek: RPG, science-fiction, strzelanki, taktyczne, TPP, turowe, visual novel
  • Premiera: 7 sierpień 2014 r.
  • Premiera PL: 28 sierpień 2015 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: PSV Game Card
  • Cena: 159.00 zł
  • Nasza ocena

    8.0

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: konsola Sony PlayStation Vita lub PlayStation TV i joypad DualShock 3, PlayStation Network

Platforma PlayStation to prawdziwa skarbnica gier japońskich, chociaż wciąż jeszcze paru brakuje i najlepiej byłoby nauczyć się japońskiego, by zaznać wszystkich dobroci z Kraju Kwitnącej Wiśni. Ale na zachód zdążyło trafić parę ukrytych pereł, a ta doczekała się u nas recenzji.

Prosto i niezwyczajnie
Zaczyna się co najmniej sztampowo, a przy tym jakoś dziwnie. Ziemia jest atakowana nagle i bez ostrzeżenia, giną 2 miliardy ludzi... wszystko za sprawą jednej tajemniczej postaci, The End. Ale to tylko wstęp, bowiem ten ludobójca tworzy znikąd niezwykłą wieżę i ostrzega ludzi, że uzbroił głowice nuklearne wycelowane w najważniejsze miasta świata. Czas na powstrzymanie? I owszem, bo by nie było gry, prawda? 13 dni, tyle czasu mają władze Ziemi, by powstrzymać to globalne zagrożenie. Zapada decyzja, żeby wysłać oddział S.E.A.L.E.D., uzdolnioną tajną grupę nastolatków wyposażonych w nadludzkie moce.

To tylko jedno z możliwych wydarzeń.



Brzmi źle, ale dalej robi się co najmniej interesująco, a później tylko apetyt rośnie w miarę jedzenia. Co prawda, po pierwszym ukończeniu pojawi się raczej więcej pytań niż odpowiedzi, ale kolejne przejście gry po zebraniu pewnych artefaktów gwarantuje spory zastrzyk informacji i dodatkowych zwrotów akcji. Pierwsza interesująca rzecz to to, że The End z wielką nienawiścią w oczach patrzy na protagonistę, 18-letniego Sho Kasugai, i nienawiścią obdarza go również z każdym wypowiedzianym zdaniem. Tajemnica wyjaśnia się późno, a po drodze nasze emocje będą wystawione na niemałą huśtawkę. Otóż w grupie uzdolnionych będą co piętro wieży pojawiać się zdrajcy. A co ciekawe, za każdym podejściem zdrajcy się zmieniają, więc zagranie w New Game Plus nie będzie wcale takie powtarzalne. Mało tego, możemy popełnić błąd i skazać na śmierć niewinną osobę, co oczywiście wpłynie na wydarzenia pod koniec fabuły. Ale o tym, jak się to rozstrzyga, opowiem nieco później.

Same postaci może nie są jakieś bardzo wymyślne, ale ich specyficzny urok można odkryć dopiero po nawiązaniu pełnej więzi z nimi, co można robić między wybieraniem się na misje. Pierwsze dwie rozmowy zbliżają bohaterów do siebie, następne z kolei nie dają bonusów, ale czasem padają fajne teksty. W rozmowach odkryjemy historię postaci, ich marzenia, motywację, niejednokrotnie dość zaskakującą, ale również odblokujemy misję lojalnościową, czy umożliwimy sobie obejrzenie prawdziwego zakończenia. Pojedyncze przejście gry zajmie ponad 20 godzin, przy czym kolejne podejście pomimo ułatwień w darmowych punktach umiejętności wcale nie będzie krótsze ze względu na przemieszanie zdrajców, a także odkrywanie tajemnic możliwe tylko przy drugim podejściu. Tak więc przejście wszystkiego to zabawa na około 50 godzin.

Przebijanie gołą pięścią na wylot to przydatna moc.



Nie ma pewniaków
Lost Dimension to w dużej mierze turowy taktyczny RPG, gdzie kierujemy kolejnymi członkami naszej drużyny i w większości misji mamy wyeliminować wszystkich przeciwników bądź jakiegoś bossa zwykle otoczonego przez mnóstwo pomniejszych nieprzyjaciół. Do wyboru mamy atak podstawową bronią, przy czym możemy albo skupić ogień na pojedynczej ofierze, bądź skorzystać z ataku obszarowego w przypadku broni automatycznej. Następnie mamy możliwość wykorzystania umiejętności specjalnej danej postaci, ale możemy też oddać ruch komuś innemu. Te dwie ostatnie opcje będą jednak kosztować punkty zdolności oraz negatywnie wpłyną na zdrowie psychiczne bohatera. Te ostatnie również zmniejszy się, kiedy postać zostanie zaatakowana i otrzyma obrażenia – naturalnie im większy uszczerbek na zdrowiu, tym bardziej odbije się to na psychice członka S.E.A.L.E.D. Naszą ekipę można rozwijać pod kątem trzech różnych gałęzi umiejętności specjalnych, które to gałęzie zwane są materią. Większość umiejętności można jeszcze bardziej wytrenować, co zwiększy ich efektywność, ale również koszt w punktach zdolności i psychice. Jeśli z kolei dany bohater opanuje chociażby podstawowo wszystkie umiejętności danej materii, odblokuje dodatkową zdolność aktywną bądź pasywną. Co ważne, dana materia aktywuje się po opanowaniu przynajmniej jednej umiejętności z jej rodzaju, inaczej możemy zablokować sobie dostęp do wielu zdolności innych postaci, jako że materia wyeliminowanej osoby nie może być dalej rozwijana.

Otóż w Lost Dimension walka zespołowa ma bardzo duże znaczenie, jako że bardziej wymagające zdolności potrzebują symbiozy z inną materią, a na to są dwa sposoby. Albo oddanie materii wyeliminowanej osoby wybranej postaci, albo wspomniane wcześniej oddanie tury. Agenci wyposażeni w czyjąś materię oddając ruch przekazują zarówno swoją wrodzoną materię, jak i tę przyjętą. Jeśli wróg znajduje się w zasięgu ataku podstawowego niekierowanej aktualnie postaci, ta wykona asystę. W zależności od odległości, umiejętności postaci, broni i tym podobnych, możemy zaliczyć trafienie bądź spudłować. Należy liczyć się również z kontratakiem, jeśli zasięg przeciwnika jest wystarczający. Nadto dochodzi jeszcze bonus za ataki w plecy, który też może sprawić, że pozbędziemy się przeciwnika bądź nie. Jeśli ktoś zastanawia się, co się stanie, kiedy siądzie psychika danego agenta, to powiem krótko: wpada w szał. Naturalnie wiąże się to z korzyściami i ryzykiem. Przede wszystkim odnawia się życie postaci, a jej ataki podstawowe zadają wielokrotność obrażeń. Minusem jest brak kontroli nad takim bohaterem, więc może również zaatakować swojego sprzymierzeńca, a ponadto po berserku jest wymęczona.

Nowsze moce vs. starsze misje.



Warto jeszcze wspomnieć o rodzajach umiejętności postaci, bowiem każda posiada swój unikatowy repertuar. A w sumie to trzy repertuary zdolności plus specjalne akcje łączone z innymi materiami. Wśród tych znajdziemy dość tradycyjne jak teleportację, pirokinezę, lewitację, leczenie czy telepatię, ale znalazło się miejsce również na parę mniej typowych, jak władanie metalami, fazowe przenikanie, wizję albo synchronizację (pożyczanie zdolności od innych). Oczywiście to tylko wierzchołek góry lodowej, a jeśli weźmiemy pod uwagę łączone ataki, robi się bardzo ciekawie. Wyższe poziomy rozwoju pozwalają przewidzieć atak przeciwnika i skontrować zanim ten wykona ruch, zaatakować w zwarciu z kilku różnych stron jednocześnie, a nawet zsynchronizować się z całą drużyną naraz. Daje to spore możliwości i nieprędko nudzi się szafowanie materiami.

Pośród wrogów akurat nie ma większych zaskoczeń. Walczący w zwarciu, na odległość, lewitujący, strzelające obszarowo, pojedynczo, podwójnie, ogniem, lodem, negujący możliwość używania zdolności bądź osłabiający jakieś statystyki... Znalazło się miejsce również na wieżyczki, generatory wrogów i oczywiście bossów – zwykle wielkie roboty zadające spore obrażenia zwłaszcza po naładowaniu amunicji. W paru miejscach będzie trzeba rozbroić pułapki zanim pokusimy się o otworzenie jakiejś skrzynki z itemkami wspomagającymi w walce. Jeśli to zignorujemy, zawsze możemy je zdobyć poprzez dobre prowadzenie bitwy bądź wykupienie w generatorze pomiędzy misjami.

Niektóre więzi warto zacieśniać, bo...



Najbardziej bolesnym doświadczeniem jest wykrywanie zdrajcy, bowiem często nic nie wskazuje na to, by nasz ulubiony sprzymierzeniec nagle miał stanąć po stronie The End. Co misję usłyszymy do 3 czerwonych głosów, co wskazuje na obecność zdrajcy w wybranej na dane zadanie drużynie. Następnie po zidentyfikowaniu, kto najpewniej te głosy wydaje, trzeba użyć głębokiej wizji, by upewnić się, że dany agent jest zdrajcą. Oczywiście w przypadku niepewności można robić to na oślep, co jednak nie jest bezpieczne. Tym bardziej, że po każdej misji do dwóch osób podejdzie do nas i zapyta wprost, kto może być zdrajcą, bądź też poda konkretne nazwisko i spyta nas o opinię. Osoby, które wykazały się na misjach najbardziej, mają ponadto do oddania dwa głosy, tak więc należy mieć się na baczności, jeśli to nasz ulubiony bohater jest tym, który zwodzi innych i może nam znacznie utrudnić życie w późniejszym etapie rozgrywki. Polowanie na nieprzyjaciela we własnych szeregach jest bardzo emocjonujące, a i nawet tutaj znajdzie się miejsce na zwrot akcji. Powód zdrady? Wybaczcie, to nie miejsce na spoilery... tym bardziej, że wszystko wyjaśnia się w pełni dopiero po dwukrotnym ukończeniu Lost Dimension.

Co tak tnie?
PlayStation Vita to potężny sprzęt, jak się zdążyłem przekonać po kilku grach, ale też łatwo sprawić, że nawet słabe graficznie tytuły nie chodzą płynnie na tej konsoli. Niestety ta produkcja nie należy do tych, które pokazują, na co stać Vitę. Ba, ona nie tylko nie realizuje jej potencjału, ale także łapie dziwne spadki płynności nawet w miejscach, gdzie nie ma co ich powodować (lobby przed misją). To wciąż nie wszystko, bo i mapki choć zaprojektowane z pomysłem, to są dość proste pod względem oprawy wizualnej (dużo prostych ścian, podłóg, mało rozmaitości). Dziwnym zjawiskiem jest też nader częsty acz krótki ekran ładowania zwłaszcza przed atakami specjalnymi. Na szczęście to jest gra turowa, więc na rozgrywkę nie wpływa w żaden sposób, ale może to zirytować bardziej wybrednych graczy (ratunkiem jest tu wersja na wersja na PS3 pozbawiona tych uchybień). Jest to niestety najsłabsza strona tej produkcji pomimo ładnie oddanych elementów visual novel.

Łączone umiejętności to często miłe dla oka cut-scenki.



Na pocieszenie dodam, że oprawa audio w Lost Dimension stoi na wysokim poziomie. Atlus dokonał pełnego dubbingu bez możliwości przełączenia się na głosy japońskie, ale aktorzy nie pokpili sprawy i nie ma się w sumie, do czego przyczepić, chociaż ciężko mi wskazać jakieś wybitne osiągnięcia na tym polu. Bardzo pasuje za to do klimatu gry ścieżka dźwiękowa, jaka zapada na dłużej w pamięć. Nie tylko jest w niej dużo melodii, ale też udało się kompozytorowi fajnie dopasować do dość osobliwej atmosfery wnętrza wieży The Enda.

Ukryta perełka
Może to nie jest brylant gier wideo, ale zdecydowanie jedna z ukrytych perełek, jakimi warto się zainteresować. Jeśli szukacie czegoś innego na kilkadziesiąt godzin z porządnym zacięciem taktycznym, to warto wyłożyć na Lost Dimension pełną cenę. Jeśli macie obawy, bierzcie w ciemno na wyprzedaży, albo liczcie na łut szczęścia w Plusie i wtedy ograjcie ten tytuł po całości. Z góry ostrzegam jednak – nie warto grać po łebkach, albo zrażać się po samym początku, gdzie jest dużo nowych postaci naraz i sztampowy wstęp fabularny. Później jest już tylko lepiej i nie zwalnia tempa do samego końca. A nawet dwóch końców.

Po wykryciu zdrajcy trzeba jeszcze nastawić przeciw niemu ekipę.




Grę do recenzji udostępnił europejski wydawca NIS America:
  • Grafika: 4 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 9 / 10
  • Nowatorstwo: 9 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 25h

Najważniejsze cechy: bardzo dobra rozgrywka, dużo taktyki, dobra muzyka, spadki płynności pomimo słabej grafiki

Plusy

  • taktyka i rozwój postaci
  • polowanie na zdrajcę
  • intrygująca historia i postaci
  • łączenie umiejętności
  • muzyka

Minusy

  • spadki płynności
  • grafika nie powala
  • ekran ładowania przed atakami
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Lost Dimension to jedna z ciekawszych niespodzianek roku 2015, choć przeszła bez echa. Zainteresowanym radzę nadrobić zaległości od razu.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?