Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PSV» Punch Line

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 18 maj 2019 05:07
  • Czytano: 154 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Punch Line (PSV)

Okładka gry Punch Line
  • Producent: MAGES./5pb.
  • Wydawca: PQube Games
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: humorystyczne, przygodowe, science-fiction, visual novel
  • Premiera: 28 kwiecień 2016 r.
  • Premiera PL: 31 sierpień 2018 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: japoński z napisami
  • Nośnik: PSV Game Card
  • Cena: 159.00 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Seks

    Seks
    W grze pojawiają się nagość i/lub zachowania seksualne lub nawiązania do zachowań o charakterze seksualnym.

Wymagania: konsola Sony PlayStation Vita

Kiedy słyszy się o bohaterze, który jak zobaczy dwukrotnie pod rząd kobiece majtki, to asteroida spada na Ziemię, to nawet dla mnie poziom absurdu jest za wysoki. Ale kiedy zaraz potem widzę info, że scenariusz pisał autor serii Zero Escape, nie mogłem przejść obojętnie obok tego tytułu. Recenzja Punch Line.

Cóż to za tajemnicza moc zdolna do takich rzeczy?



Panchi Rain
Yuta Iridatsu to normalny, zdawałoby się, chłopak mieszkający w Korai House w pokoju zwolnionym przez jego perwersyjną siostrę (filozofia życia niemal nudystki, streamowanie swojego życia codziennego na żywo i tego typu). Wszystko zmienia się, kiedy jedzie autobusem, jaki porywają terroryści. Na ratunek przybywa superbohaterka Strange Juice, ale nie wszystko idzie po jej myśli. Kiedy przywódca terrorystów ma dokonać egzekucji, Yuta przypadkiem dostrzega majtki jednej ze współlokatorek Korai House, dostaje nadludzkiej mocy i atakuje dowódcę. Robi to z takim impetem, że wylatują razem z autobusu wprost do rzeki. Ratuje go z opresji Strange Juice, ale na brzegu wciąż będąc pod wpływem poprzedniego widoku, gdy wieje wiatr, widzi kolejną bieliznę. Pod wpływem ekscytacji jego duch zostaje wystrzelony z ciała, a jego ciało opętuje ktoś inny.

Jako że duch nie może oddalić się zbytnio od ciała, Yuta w formie duchowej budzi się piętro nad pokojem, który dotychczas zamieszkiwał. W tajniki bycia eteryczną postacią wprowadza go Chiranosuke, duch kota. Robi to w dość ekscentryczny sposób, a i chce też, by Yuta sam doszedł do niektórych rzeczy, ale stawia przed nim jeden cel – znaleźć księgę Nandara Gandara, która sprawi, iż odzyska swoje ciało. By tego dokonać, musi manipulować rzeczywistością w taki sposób, by mieszkańcy Korai House robili to, czego on pragnie. Naturalnie, mając mało siły duchowej może niewiele zdziałać, ale z biegiem czasu, poprzez straszenie, nabierze tzw. fragmentów duszy, co zwiększy znacznie możliwości, pozwoli manipulować urządzeniami elektrycznymi, przenosić niezbyt ciężkie obiekty, a nawet przejmować nad kimś kontrolę czy przenosić się w czasie.

Nie zawsze jednak jest do śmiechu.



Zapewne powyższe dwa akapity już i tak wywołały minę w stylu „że co?”, więc może w miarę bez spoilerów opiszę, co nas czeka. Pokładanie nadziei w scenarzyście Kotaro Uchikoshi ma sens, nawet jeśli kontekst nie jest tak poważny jak w serii Zero Escape. Rzecz jasna, jak to często bywa w japońskich produkcjach, wiele zaczyna się wyjaśniać gdzieś w połowie historii i nie inaczej jest też tutaj, przy czym na część odpowiedzi przyjdzie nam poczekać niemal do samego końca. I wszystkie elementy tej dzikiej układanki w końcu wskakują na miejsce – to, że nawet jako duch Yuta nie może zobaczyć dwukrotnie majtek, bo spadnie asteroida na ziemię, kto przejął jego ciało, kto jest kim w tym wszystkim, a także jak ten zwyczajny chłopak ma uratować kilka miliardów ludzi przed wyginięciem. Całość powinna zająć nam około 10 godzin, choć chcąc wszystko osiągnąć, pooglądać nieudane scenariusze manipulacji rzeczywistością jako duch, Punch Line spokojnie zajmie nam kilkanaście godzin.

Dużo fabuły, mało gry
Główny zarzut, jaki mogę mieć do Punch Line, to mała ilość rozgrywki. Zdecydowana większość to sekcja visual novel, gdzie z rzadka mamy jakąś opcję wyboru, część (w zasadzie dość spora) to cut-scenki anime, a trochę czasu zajmie nam straszenie ludzi za pomocą trików oraz ustawianie scenariusza poprzez manipulowanie rzeczywistością i następnie oglądanie efektów naszej pracy. Nie ma obaw, że się gdzieś zatkamy na dłużej czy przegramy, bo zawsze cofamy się w czasie do początku, a po kilku nieudanych próbach włączy się łatwy tryb, gdzie tylko poprawne opcje będą dostępne. Widok kamery zmienia się kliknięciem, ale dostępne są tylko wybrane kąty, z czego niektóre są niebezpieczne, gdyż ukazują nam dziewczęcą bieliznę. Naturalna ciekawość sprawi, że widok będzie nam się centrował na majtkach, więc będzie trzeba wychylać gałkę analoga w przeciwnym kierunku i w razie potrzeby możemy też zmniejszać pasek podniecenia, klikając wielokrotnie kółko. W późniejszych etapach scenariusze będą bardziej złożone, a i dojdą limity czasowe, zaś dla łowców trofeów znajdą się dodatkowe wyzwania przy każdym epizodzie (czyli rozdziale, ale cała gra jest stylizowana na odcinkowe anime).

Niełatwo jest coś zrobić, gdy kamera sama ściąga do majtek.



Warto nadmienić, że istnieje też po prostu anime Punch Line, na którym oparta jest gra. Część scen jest jednak zmieniona, gra otrzymała kilka własnych dedykowanych scen anime, a także ma zmodyfikowane zakończenie. Moja rada jest jednak taka, by najpierw przejść grę, a dopiero potem obejrzeć anime ze względu na ilość informacji do przyswojenia, która w przypadku oglądania kilkunastu krótkich odcinków anime wali po głowie zagęszczeniem zwrotów akcji na odcinek. Gość od Zero Escape ma łeb nie od parady i żeby nadążyć ze wszystkim, polecam grę, gdzie na spokojnie sobie przeklikamy ugłosowione dialogi.

Czy na dłuższą metę mała ilość rozgrywki przeszkadza? Cóż, nie da się ukryć, że w serii Zero Escape było to o niebo lepiej wyważone, aczkolwiek na ogół będąc przyzwyczajonym do japońskiej stylistyki raczej nie będzie Wam obce to, że przerywniki filmowe są długie lub nawet bardzo długie. Jeśli czujecie się niepewni, poczekajcie na promocję, ale jeśli szukacie interesującej historii, nawet jeśli okraszonej dziwnym kontekstem wydarzeń, to bierzcie od razu bez zastanawiania się – Kotaro Uchikoshi to nazwisko, w które możecie inwestować w ciemno, jeśli chodzi o scenariusz.

Ten motyw wraca parę razy w grze.



Na poły gra, na poły anime
Twórcy dość chętnie korzystali ze scen anime, kiedy scenariusz gry i serialu się pokrywał. Zapomnieli jednak w paru przypadkach o drobnych szczegółach – w pierwszej scenie wyjazdu Strange Juice widać, jak się rozwija włóczka swetra jednej postaci, podczas gdy w grze to nie ma miejsca. Drobnostka, ale potrafi uważnych zakłuć w oczy. Część scen anime stworzonych na potrzeby gry ma też wyraźnie niższą jakość – postaci są statyczne, a ruchy ust mało zsynchronizowane. Na szczęście dedykowane grze outro jest wykonane z najwyższą dbałością o jakość, więc da się wybaczyć tamte scenki, tym bardziej, iż są to głównie jakieś dialogi i słabsza animacja nie przeszkadza w odbiorze fabuły.

Część growa prezentuje się przeciętnie. Nie uświadczymy sporej ilości wielokątów, ale to jeszcze tak nie boli, jak niska rozdzielczość niektórych obiektów, co wręcz sprawia, iż trudno się domyślić, czy to stos magazynów, a może jakaś grubsza książka, a może stos złożonych w kostkę kolorowych obrusów. Nie ma to też większego znaczenia, ale wiem po niektórych produkcjach, że konsola PS Vita potrafi wziąć na barki więcej i trzymać stałe 30 klatek. Na samym początku również zapewne odrzuci Was animacja twarzy, ale do obranego stylu ruchu ust i oczu da się szybko przyzwyczaić.

Mam ochotę zrobić tak sąsiadowi, gdy przyjdzie pożyczyć sól.



Nie ma jednak co się czepiać oprawy dźwiękowej, bo tutaj wszystko jest w sam raz. Soundtrack dobrano wprost idealnie, serwuje zapadające w pamięć melodie, a samych utworów jest kilkadziesiąt. Również bardzo dobrze spisali się aktorzy podkładający głosy pod wszystkie postaci. Akcja Punch Line rozgrywa się w Japonii, ale usłyszymy nie tylko japoński – ze względu na kilka postaci będziemy mieli też styczność z angielskim. Zdarzyło mi się jednak wysłyszeć, że padło inne imię w oryginale niż podano w tłumaczeniu – znalazło się też parę literówek.

Puenta
Punch Line stanowi doskonały przykład na to, jak pozory mogą mylić. Oczywiście żarty z podtekstem są tu obecne, a galeria majtek po przejściu gry służyć może tylko do jednego, ale należy pamiętać, że Kotaro Uchikoshi bynajmniej nie próżnował i ponownie zaserwował tytuł z porządną fabułą, ciekawymi postaciami, zwrotami akcji, grami słownymi, a także solidną dawką humoru. Dla fanów przemyślanego scenariusza pozycja obowiązkowa. Jeśli zaś bardzo lubicie mieć dużo gry w grze, sprawcie sobie ten tytuł, gdy będzie na promocji ze względu na mały nacisk położony na gameplay. Ewentualnie można wpierw wziąć w obroty anime, ale polecam najpierw zagrać, potem oglądać.

To trzeba zobaczyć i usłyszeć w kontekście - padniecie ze śmiechu.




Grę do recenzji udostępnił wydawca PQube:
  • Grafika: 6 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 5 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 9 / 10
  • Czas gry: 11h

Najważniejsze cechy: świetna fabuła i postaci, wyborne audio; mało gry w grze

Plusy

  • świetna fabuła
  • zapadające w pamięć postaci
  • wyborne udźwiękowienie
  • humor i fan-service

Minusy

  • mało rozgrywki
  • jakość niektórych cut-scenek anime
  • małe wpadki tłumaczeniowe i literówki
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Przytulę wszystko, co nosi scenariusz pióra tego gościa. Z redaktorskiego obowiązku musiałem za to i owo pojechać, ale osobiście to Punch Line u mnie stoi bliżej dziewiątki. A wkrótce kolejna gra od niego – AI: The Somnium Files.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?