Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Yonder: The Cloud Catcher Chronicles

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 05 sierpień 2017 04:40
  • Czytano: 225 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Yonder: The Cloud Catcher Chronicles (PlayStation 4)

Okładka gry Yonder: The Cloud Catcher Chronicles
  • Producent: Prideful Sloth
  • Wydawca: Prideful Sloth
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: familijne, fantasy, przygodowe, rolnicze
  • Premiera: 18 lipiec 2017 r.
  • Premiera PL: 18 lipiec 2017 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 99.00 zł
  • Nasza ocena

    7.0

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 3

    PEGI 3
    Gra dla wszystkich

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Macie dość stresów, że znów nie idzie Wam walka z bossem? Kończy Wam się cierpliwość do nagłych spotkań z bandytami na szlaku? Co powiedzie na kompletne przeciwieństwo gier Soulslike? Bez ani śladu walki. Oto recenzja tego relaksacyjnego tytułu.

Większość stworzeń to wesoła twórczość deweloperów.



Powrót do domu
Protagonista (płeć jest oczywiście do wyboru, ale pozwolę sobie pisać bardziej z mojej perspektywy) za sprawą wskazówek Niebiańskiego Kompasu (Celestial Compass) płynie statkiem na magiczną wyspę Gemea, jednak w trakcie burzy statek się rozbija, a chłopiec budzi się w jaskini. W wizji widzi Aaerie, która mówi mu o jego przeznaczeniu i możliwości uratowania jej nadnaturalnej rodziny. Okazuje się, że chodzi o duszki (Sprites) przyłączające się do głównego bohatera pomocne w rozpraszaniu Mroku (Murk). Odszukiwanie przyjaznych magicznych stworzeń pozwala dotrzeć do niedostępnych przez Mrok lokacji, co pozwala zarówno popchnąć fabułę do przodu, jak i rozwiązać zadania poboczne, a nawet znaleźć nowe miejsca kluczowe.

Historia jest dość prostolinijna i krótka. Co prawda, nie oczekiwałem jakichś wielowątkowych scenariuszy, ale myślę, że na tak rozległej wyspie można było pokusić się o nieco więcej. Młodziak poszukuje swoich rodziców, którzy wkrótce po jego narodzinach byli zmuszeni z jakiegoś powodu się z nim rozstać, by móc później spotkać się ponownie dzięki Kompasowi. Niestety za bardzo tu niczego nie pociągnięto, a główny duszek w zasadzie nawet niczego nie komentuje, przez co jego rola za wyjątkiem animacji rozpraszania nieprzeniknionej mgły jest znikoma. Przynajmniej część postaci miała całkiem ciekawe charakterki, a i kilka zadań przywołało na moją twarz uśmiech. Główny wątek trwa raptem parę godzin, ale zapewne dacie się wciągnąć w wir zajęć, jakich można się podjąć na wyspie Gemea. Tu i ówdzie ekipa Prideful Sloth pozwoliła sobie na niemałą dawkę humoru. Rozbawiła mnie wioska trolli inspirowana negatywnymi komentarzami hejterów, wiadomość znudzonego mappera do gracza, a także wielka kula włóczki, w jakiej skrywały się kotki i wyściubiały swoje łebki.

Bo co?



Przybywam w pokoju
Niech będzie wszem i wobec wiadome – Yonder: The Cloud Catcher Chronicles to gra pokojowa, w której nie uświadczycie ani krzty walki. Największa waśń polegać może na zdenerwowanej sąsiadce, bo pies z domostwa obok przegonił jej ukochane koty (oczywiście to zadaniem gracza będzie je wszystkie odnaleźć). Jeśli ktoś szuka bitew, niech zwróci swoją uwagę na całe armie gier RPG wydawanych ostatnio czy też dawno temu. Tutaj nie trzeba się bać o śmierć z ręki potwora albo ludzkiego nieprzyjaciela. Jeśli wpadniemy do głębokiej wody, natychmiast cofniemy się na brzeg bez żadnych konsekwencji. Upadek z wysokości nie występuje, bo główny bohater zawsze na czas wyciąga swój niezawodny parasol i można wtedy dryfować nawet kilkanaście sekund w powietrzu. Rozgrywka w dużej mierze polega na nawiązywaniu kontaktów z lokalnymi mieszkańcami, odszukiwaniu zaginionych zwierząt, przynoszenia im rzeczy, o jakie proszą – czasem koniecznie wytworzonymi własnoręcznie. Ponadto zbudujemy kilka własnych farm, najmiemy pomoc za dostarczoną żywność, a także oswoimy faunę. Wszelkie skojarzenia ze Stardew Valley, Animal Crossing czy Story of Seasons (kiedyś Harvest Moon) w dużej mierze będą trafione.

Ciepłe odzienie na zimę nie jest konieczne, ale daje frajdę.



I absolutnie nie mam z tym problemu, że niemała część zadań w swojej konstrukcji była powtarzalna – wręcz tego pragnąłem. Spokojnej wędrówki, rozpraszania mgły, zjednywania sobie autochtonów, szkolenia się w kolejnych gildiach. Sęk w tym, że interfejs strasznie utrudnia radowanie się tą sielanką. Owszem, kiedy znajdziemy prawie wszystkie duszki, mgła przestaje być problemem, ale na początku mapa mogłaby jednocześnie podawać, ile magicznych stworzeń potrzeba do usunięcia Mroku. Pojawią się symbole, do których brakować będzie legendy. Kompas będzie wskazywać tylko aktywne zadania – nie można skierować promienia na wybrany punkt na mapie. Zadanie z tablicy ogłoszeń polegające na dostarczeniu wskazanych rzeczy to już parodia – kompas wskazuje na tablicę zamiast na adresata... Crafting wręcz denerwuje, bo w ekwipunku podawana jest liczba posiadanych przedmiotów, zaś przy ich wytwarzaniu twórcy widocznie uznali, że ta wiedza już nam nie będzie potrzebna. O szybkiej podróży można zapomnieć – znajdziemy tu i ówdzie portale, ale otwierają się tylko o konkretnych porach dnia i nocy i nie wiemy do końca, dokąd trafimy. Posągi mogą nas przenieść precyzyjnie w pożądane miejsce, ale ich lokalizacja jest idiotyczna – znajdują się czasem ponad minutę drogi od najbliższej osady bądź farmy. Niejednokrotnie wolałem sam przejść ćwierć długości wyspy niż tłuc się drugie tyle do posągu i od posągu. Tyle dobrze, że czas wczytywania to zaledwie sekunda lub dwie. Nie lubię sztucznego wydłużania czasu gry, a powyższe mi tym śmierdzi z daleka.

Mimo to zanim się do reszty zmęczyłem nieustannym bieganiem (jeszcze wiele miejsc było na wzniesieniach bez możliwości wspinaczki), z radością wykonywałem kolejne polecenia. Kiedy znajdowałem miejsca do wybudowania drewnaniego bądź kamiennego mostu, z uporem maniaka ścinałem drzewa, sadziłem nowe i rozłupywałem kamienie, by zebrać potrzebne surowce do konstrukcji ułatwiaczy podróży. Żal tylko ściska, że na wielu wyżej wspomnianych wzniesieniach nie szło postawić drabin, co skróciłoby maraton o kilkanaście sekund na każdy trucht. A uwierzcie mi, będzie takich wypraw całe multum. Jeśli nie najmiemy pomocników, osobiście będziemy musieli zadbać o zwierzęta na farmie, zebrać plony z ogródka, a także posprzątać. Najmowanie wygląda banalanie – wręcz zbyt prosto. Wystarczy dać się im nażreć i mamy darmową siłę roboczą do końca życia. Jeśli upichmy albo kupimy coś wysokiej jakości, możemy dowolną osobę zgarnąć do swoich ludzkich zasobów jednym posiłkiem. Mało tego, protagonista wcale jeść nie musi, a także może biegać nago na mrozie – niczym to nie grozi. Z jednej strony spokojna atmosfera dodaje wygody i nie dokłada zmartwień, ale zdaje się, że w paru aspektach uproszczenia poszły raczej za daleko.

Tutaj nawet zła pogoda wygląda dobrze.



Aczkolwiek chociaż przyglądając się detalom, można też dostrzec sporo dbałości o szczegóły. W Yonder: The Cloud Catcher Chronicles zmienia się nie tylko pora dnia i nocy, ale również pory roku. Rzecz jasna, wpływa to na ogólną kolorystykę krajobrazu i pogodę, ale też odkrywa przed nami kolejne tajemnice wyspy Gemea. Kiedy jest przypływ, nie dotrzemy do obelisku z konstelacją, w czasie roztopów możemy nie dotrzeć do skrzyni, zaś niektórych zwierząt się nie dopatrzymy. Ale kiedy poziom morza się obniży, woda w stawie zamarznie, albo nastanie noc – wówczas możemy ruszać na eksploracyjne łowy. Skoro już przy łowieniu jesteśmy, pragnę pochwalić udaną minigrę z wędkowaniem.

Bajkowe pejzaże
Nie da się ukryć, że Yonder: The Cloud Catcher Chronicles wygląda cudownie, zwłaszcza w ruchu. Stylistyka nieco przywodzi na myśl tę z The Legend of Zelda: Breath of the Wild, ale ma swój unikatowy urok. Jeśli będziemy mieć szczęście znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, możemy pooglądać naprawdę śliczne widoki. Nieco tylko bolało, kiedy płynność chrupała, i to nawet niekoniecznie na otwartych przestrzeniach. Być może coś się doczytywało w tle, ale trochę to wadziło w odbiorze piękna wyspy Gemea. Wadziły mi jednak pragnienie upchnięcia na siłę wszystkich klimatów na małej powierzchni, przez co dziwnie się łączyły (ale niech to będzie spowodowane magią), a także ptaki przelatujące przez skały (tu już nie ma wymówek).

Przy odrobinie szczęścia napotkacie takie widoki jak ten z meduzami.



Udźwiękowienie to prawdziwy majstersztyk podkreślania ogólnej atmosfery. Delikatne melodie subtelnie wskazywały wschody i zachody słońca, wejście do osady ludzkiej bądź dotarcie do farmy. Żałowałem nieco, że podczas nocy kompozycje przygrywały dla mnie za rzadko. Oczywiście potęgowało to klimat ciszy nocnej, ale też po prostu brakowało mi towarzystwa soundtracku, jako że główny duszek i tak się nie raczył odzywać. Dubbingu tutaj nie ma, ale te chrząknięcia i inne dźwięki wystarczą przy tego typu dialogach – wyobraźnia załatwia w zupełności resztę.

Święty spokój
Yonder: The Cloud Catcher Chronicles to idealny tytuł, jeśli pragniecie bezstresowo spędzić kilka, a nawet kilkanaście godzin w magicznym świecie z pięknymi widokami i cudowną muzyką. Względnie prosta mechanika potrafiąca tu i ówdzie zaskoczyć, ale i tu i tam zawieść, powinna skutecznie skusić Was do dalszej eksploracji i pomagania napotkanym osobom. Brak walki rekompensuje spokojna atmosfera i aż żal, że nie ma jeszcze polskiej wersji językowej, by młodsi przedstawiciele zobaczyli, że można świetnie się bawić bez przemocy i budować coś ładnego. Jak pojawią się aktualizacje, chętnie wrócę, bo zostawiłem sobie na potem kilka rzeczy – wolę platynę wbić bez kilku dodatkowych maratońskich odległości. Na ocenę do czasu aktualizacji zostawiam solidną siódemkę (tak z ćwiartką nawet).

To tyle na dziś. I'm out.




Grę do recenzji udostępnił partner Stride PR:
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 6 / 10
  • Nowatorstwo: 6 / 10
  • Fabuła: 5 / 10
  • Czas gry: 6h

Najważniejsze cechy: urzekająca oprawa, spokojna atmosfera; interfejs do poprawy, za dużo biegania

Plusy

  • spokojna swojska atmosfera
  • urzekająca grafika
  • przyjemne udźwiękowienie
  • humor
  • dbałość o detale...

Minusy

  • ... ale i potknięcia w detalach
  • niedopracowany interfejs
  • dużo żmudnego biegania
  • można było bardziej pociągnąć fabułę
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Ograłem setki produkcji z walką w tle lub na pierwszym planie. Yonder: The Cloud Catcher Chronicles stanowi miłą odmianę.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?