Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» The Surge

Informacje

  • Autor: Louis
  • Dodano: 31 lipiec 2017 23:36
  • Czytano: 252 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry The Surge (PlayStation 4)

Okładka gry The Surge
  • Producent: Deck13 Interactive
  • Wydawca: Focus Home Interactive
  • Dystrybutor PL: CDP
  • Gatunek: akcji, RPG, science-fiction, TPP
  • Premiera: 16 maj 2017 r.
  • Premiera PL: 16 maj 2017 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: BD
  • Cena: 249.90 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    0 / 10

    Średnia: 0 / Głosów: 0

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4

Przynajmniej kilkanaście głośnych gier przedstawia naprawdę zły dzień głównego bohatera i doskonale znamy szereg postaci, którym musieliśmy pomóc go przetrwać. Do ich grona dołącza Warren – protagonista gry The Surge, czyli zrealizowanego przez studio Deck 13 Interactive naśladowcy serii Souls. Tym razem jednak zamiast walki z zastępami wymyślnych potworów zamieszkujących utrzymany w konwencji mrocznego fantasy świat przedstawiony twórcy zaoferowali graczom wycieczkę do pesymistycznej wizji przyszłości. Wyniszczona planeta nie cieszy już ludzkości swoim naturalnym pięknem, a raczej przypomina wyjałowione pustkowie niezdatne do zamieszkania. Stan ten próbuje zmienić CREO – potężny koncern specjalizujący się w tworzeniu wysoce zaawansowanych maszyn oraz egzoszkieletów potęgujących fizyczny potencjał człowieka. Ponadto w ramach projektu RESOLVE zatrudnieni w nim naukowcy wysyłają do atmosfery specjalistyczne pociski wypełnione substancjami „łatającymi” dziurę ozonową firma próbuje odwrócić zmiany klimatyczne wywołane przez naszą cywilizację. A przynajmniej tyle dowiadujemy się ze szczątkowej narracji zawartej w sekwencji otwierającej grę.

No to zaczynamy przygodę!



Wróćmy jednak do Warrena, który ma właśnie rozpocząć pracę w fabryce wspomnianego przedsiębiorstwa aby stać się członkiem organizacji stojącej na straży planety. Po dotarciu do kompleksu mężczyzna zostaje poddany, bez jakiegokolwiek znieczulenia, operacji zamontowania szkieletu pancerza wspomaganego, podczas której traci przytomność. Odzyskuje ją gdzieś na wysypisku z dala od niedoszłego miejsca zatrudnienia i właściwie natychmiast rozpoczyna walkę o przetrwanie ze zbuntowanymi maszynami oraz zombie-podobnymi istotami będącymi jeszcze niedawno robotnikami zakładów CREO. Zadaniem gracza jest zatem przemierzanie kolejnych pomieszczeń wypełnionych śmiertelnym niebezpieczeństwem, zablokowanymi drzwiami lub windami, a także licznymi wskazówkami pozwalającymi odkryć prawdę o przyczynach incydentu, który doprowadził do obecnej sytuacji.

Zagrożenie tuż za rogiem.



Dzięki posiadanemu egzoszkieletowi Warren ma możliwość rozwijania uzbrojenia, opancerzenia oraz wprowadzania do własnego organizmu szeregu implantów wpływających na różnorodne parametry czy umiejętności postaci. Wraz z postępem w rozgrywce uczymy się coraz lepiej wykorzystywać rozmaite ulepszenia i zwiększać poziom zdrowia czy energii niezbędnych do efektywnego prowadzenia walki. The Surge daje nam dwie ścieżki rozwoju – lekkiego pancerza, większej swobody ruchów, a co za tym idzie szybkich lecz słabszych ataków albo ciężkiego zabudowanego kostiumu spowalniającego wyprowadzanie potężnych ciosów olbrzymimi ostrzami. Wybór taktyki zależy więc od indywidualnych preferencji, mnie najbardziej pasował drugi wariant pozwalający dzięki sukcesywnemu wzmacnianiu ekwipunku dwoma lub trzema ciosami eliminować kolejnych wrogów. Odniosłem wrażenie, że gra Deck 13 Interactive niejako wymusza na graczu trzymanie się jednej konfiguracji, której opanowanie i udoskonalanie pozwala względnie bezstresowo radzić sobie z zastępami przeciwników.

Przeciążenia w The Surge są wskazane dla postępu w grze.



Za ich pokonanie zdobywamy złom stanowiący zarazem walutę jak i punkty doświadczenia pozwalające na wytwarzanie nowych przedmiotów oraz zwiększanie poziomu rdzenia zasilającego wszelkie elementy naszego rynsztunku. Jego gromadzenie jest niezbędne nie tylko dla rozwijania pancerza czy oręża, ale także uruchamiania mechanizmów umożliwiających przemierzanie kompleksu i odkrywanie jego tajemnic. Każda śmierć powoduje jednak utratę naszych zapasów i konieczność ich odzyskania po dotarciu do miejsca, w którym przed chwilą zginęliśmy. Niestety twórcy zdecydowali się na wprowadzenie ograniczenia czasowego – po upływie trzech minut nasz drogocenny surowiec bezpowrotnie przepada niezależnie od tego czy zgubiliśmy się na mapie lub musieliśmy jeszcze raz prowadzić przedłużającą się walkę z odrodzonymi oponentami. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zmarnować dużą ilość złomu, co potrafi naprawdę wywołać frustrację i zniechęcenia. Dlatego warto co jakiś czas wrócić się do stacji medycznej (funkcjonującej również jako warsztat) i zostawić tam większe porcje resztek oponentów aby nie przemierzać kolejnych pomieszczeń z obawą zmarnowania dotychczasowego wysiłku.

W CREO unoszą się nie tylko opary absurdu.



Ciekawym elementem walki jest natomiast wybieranie poszczególnych części naszych przeciwników w celu pozyskania konkretnych materiałów potrzebnych do ulepszania naszego wyposażenia. Odcięcie osłoniętej kończyny oponenta pozwala nie tylko zdobyć więcej części ale także możliwe do wykorzystania schematy jego opancerzenia. Natomiast celowanie w odsłonięte części ciała, choć nie gwarantuje tego typu nagrody, zdecydowanie skraca prowadzenie walki, a tym samym czas jaki musimy poświęcić na pojedyncze starcia. Choć ten element mechaniki początkowo dawał mi dużo frajdy ze względu na swoją widowiskowość – zwłaszcza w przypadku ukazywanych w zwolnionym tempie ciosów kończących – pod koniec gry sprawiał już wrażenie monotonnego i przewidywalnego niezależnie od napotkanego wroga. Częściowo mechaniczne zombie potrafią niespodziewanie zaatakować z ukrycia lub powolnie kroczyć w naszą stronę by po chwili wziąć zamach uderzyć sterowalną postać potężnym ciosem. Warren na swojej drodze spotyka także patrolujących fabryki strażników oraz maszyny (niektóre silnie inspirowane tymi z Half-Life 2) gotowe zaatakować gdy tylko zbytnio się do nich zbliży. Niestety pozorna różnorodność taktyk (chociażby blokowanie stanowi wielką rzadkość) i uzbrojenia przeciwników nie rekompensuje dążącej do jednego sprawdzonego rozwiązania ich eliminacji, dlatego przed uruchomieniem „nowej gry +” może okazać się, że od połowy scenariusza robimy dokładnie to samo aby odeprzeć zastępy próbujących uśmiercić nas rywali.

W przerwie od walki można kontemplować sztukę.



Innym minusem jest natomiast liczba bossów, w The Surge jest ich zaledwie pięciu, jeśli nie policzymy dosłownie kilku opcjonalnych większych przeciwników, a ostatni z nich bez zasadnego powodu wydaje się być najprostszym i jego pokonanie zabrało mi zaledwie kilka podejść, co na soulsowego laika można uznać za niezły rezultat. Znacznie bardziej wymagający są jego poprzednicy przyjmujący postać olbrzymich robotów, którym musimy niszczyć kolejne części aż uda się je na stałe odłączyć od zasilania. Warto jednak zaznaczyć, iż ukończenie tych irytujących, szalenie niesprawiedliwych pojedynków daje dużo satysfakcji, a świadomość konieczności poprawienia kilku błędów dzielących nas od zwycięstwa stanowi wystarczającą motywację aby próbować jeszcze raz i jeszcze raz. Szkoda zatem, że twórcy nie pokusili się o zwiększenie puli bardziej wymagających oponentów, ale zaważyły nad tym pewnie względy finansowe. A widać to nie tylko w okrojonym angażu bossów czy ograniczeniu przerywników fabularnych do niezbędnego minimum (intro i outro, serio…), ale również w zmuszaniu gracza do biegania w kółko i powracania do już odwiedzonych map pod pozorem odkrywania nowych przedmiotów czy następnych fragmentów audiodzienników osób opisujących przebieg masakry w CREO. Na deser dodam, że sekwencja zamykająca rozgrywkę stanowi króciutką animację, która w żadnym stopniu nie wynagradza trudu podjętego podczas przechodzenia gry – gdzie nagroda, gdzie należyte uznanie ze strony autorów?

Ciosy kończące - efektywne i efektowne.



The Surge na szczęście broni się, przynajmniej do pewnego etapu, dość wciągającą rozgrywką oraz interesującą wizją świata przedstawionego stanowiącą miłą odskocznię od mrocznego fantasy, nawet pomimo dość ciężkiego nastroju utrzymującego się przez większość scenariusza. Deck 13 Interactive udało się zrealizować niepozorny, ale ciekawy projekt z jednej strony korzystający z wciąż trwającej mody na „soulsowość”, z drugiej zaś próbujący dodać coś odświeżającego do powoli pożerającej własny ogon formuły. Według mnie historia Warrena może być dobrym punktem wyjścia do poznawania tego podgatunku action RPG jeżeli podobnie jak ja nie miało się jeszcze styczności z Dark Souls, Bloodborne, Lords of the Fallen czy NiOh, ponieważ roznieca apetyt na coś większego, może bardziej dopracowanego i wymagającego, a jest tak właśnie w moim przypadku. The Surge potrafi zawieść w końcowych poziomach schematycznością walki, widocznymi co jakiś czas budżetowymi rozwiązaniami czy nawet rozczarowującym zakończeniem, ale jednocześnie udowadnia, że ciekawemu pomysłowi można wybaczyć pewne niedociągnięcia i trzymać kciuki za jego rozwijanie, być może już w kontynuacji.



Grę do recenzji udostępnił wyłączny polski dystrybutor CDP:
  • Grafika: 8 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 8 / 10
  • Fabuła: 6 / 10
  • Czas gry: 20h

Najważniejsze cechy: soulslike, trudna, sci-fi, action RPG

Plusy

  • grafika
  • dźwięk
  • świeżość
  • świat
  • mechanika
  • walka

Minusy

  • monotonia
  • złom na czas
  • zakończenie
Avatar użytkownika Louis
Louis mówi:

The Surge to gra ze sporym potencjałem, który niestety ograniczyło samo wykonanie, dlatego uczciwie polecić ją można zapalonym fanom serii Souls oraz graczom, którym nie przeszkadzają pewne niedoróbki mechaniczne i graficzne, jeśli gra oferuje ciekawą koncepcję świata przedstawionego oraz wprowadza interesujące rozwiązania do sprawdzonej, lecz nieco zakurzonej formuły.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?