Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» The Last Guardian

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 04 styczeń 2017 19:57
  • Czytano: 2,430 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry The Last Guardian (PlayStation 4)

Okładka gry The Last Guardian
  • Producent: genDESIGN & SIE Japan Studio
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Dystrybutor PL: Sony Interactive Entertainment Polska
  • Gatunek: akcji, fantasy, przygodowe, TPP
  • Premiera: 6 grudzień 2016 r.
  • Premiera PL: 7 grudzień 2016 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: Polski / Angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 249.00 zł
  • Nasza ocena

    9.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 3

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Strach

    Strach
    Gra może przestraszyć młodsze dzieci.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4

Kiedyś zacząłem szukać czegoś innego w gamingu. Znalazłem ICO na PS2. Zakochałem się i na oślep wziąłem Shadow of the Colossus. Potem przeżyłem to jeszcze raz w HD na PS3 jako Team ICO Collection. Teraz po kilku latach wreszcie doczekałem The Last Guardian. Nie zawiodłem się. Po raz kolejny otrzymałem potężną porcję prawdziwych emocji poprzez wirtualne postaci.

Nie sposób się nie rozczulić na ten widok.



Piękna opowieść
Nie będę tutaj wchodzić w szczegóły co do historii czy dalszej części wydarzeń, jakie prezentuje The Last Guardian. To wszystko należy odkryć osobiście, w miarę przechodzenia kolejnych etapów rozgrywki. W skrócie jednak przytoczę to, co w dość oczywiste – chłopiec budzi się w jaskini, a obok niego znajduje się wielka krwiożercza bestia. Jakby tego było mało, całe ciało dzieciaka pokryte jest nieokreślonymi tatuażami, zaś stwór jest rozjuszony ze względu na to, iż jest ranny - z jego ciała wystaje kilka włóczni, a pióra pokryte są krwią. Do tego przeszkadza mu dziwna zbroja i przyczepiony do niej łańcuch. Z biegiem czasu chłopcu udaje się nieco oswoić rozwścieczone zwierzę, a później nakarmić je beczkami, wokół jakich latają motyle. Po tym wszystkim rozpoczyna się niezwykła podróż, w trakcie której chłopiec poznaje Trico, Trico poznaje chłopca, ta dwójka coraz lepiej się rozumie, zaś gracz zaczyna odczuwać to, co najprawdopodobniej odczuwa ów dzieciak.

Pamiętam do dziś, jak przywiązałem się do Yordy w pierwszej grze, jakiej autorem jest Fumito Ueda. W chwilach zagrożenia niemal wcisnąłem przycisk do środka obudowy joypada. Nie sądziłem, że ten utalentowany projektant będzie w stanie tego dokonać ponownie. Ale udało mu się, choć relacja gracz-Trico buduje się tutaj na nieco innej płaszczyźnie niż w przypadku poprzednich części. Właściciele zwierząt od razu poczują podobieństwo pomimo faktu, że Trico jest tylko postacią wirtualną. Jednak zachowanie, jakie zaprogramowała mu ekipa z genDESIGN, powoduje, iż wierzy się w jego istnienie do tego stopnia, że ten naprawdę zaczyna żyć w sercu gracza. The Last Guardian też obfituje w więcej scen zapierających dech w piersiach. Muszę przyznać, że niektóre przewidziałem, ale w paru miejscach serce przegapiło kilka uderzeń. Końcówka zaś smaga duszę biczem i sprawia, że chce się ryczeć. A po tym wszystkim chce się jeszcze raz, i jeszcze raz.

Czasem bez użycia mocy lustra nie zajdziemy dalej.



Mały książę i Trico
Nieraz spotkałem się z opinią, że Trico ciężko skłonić do określonych akcji, bo to tylko zwierzę, a nie pełnoprawny humanoidalny NPC. Pragnę się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, jako że wystarczy trochę przestudiować to, jak funkcjonuje Trico. Jeśli nie znamy rozwiązania pewnej zagadki, bądź dokąd należy dotrzeć, wystarczy obserwować stwora. Co jakiś czas będzie spoglądać w stronę tunelu, w jaki musimy wejść, bawić się łańcuchem, po którym trzeba się wspiąć, albo przyczepi się do obiektu, z jakiego efektów należy skorzystać, bądź się go pozbyć, jeśli Trico wykaże uzależnienie i nie będzie reagować na komendy. W drugiej połowie gry będziemy mogli też właśnie wydawać polecenia naszemu towarzyszowi, przy czym wystarczy odpowiednio skierować widok kamery i wydać komendę, a ten po krótkim przystosowaniu się (podobnie jak kot do skoku, nie od razu zobaczycie zwierzę w locie) spróbuje zrobić to, czego od niego oczekujemy. I choć trochę to wszystko trwa miejscami, nie dopatrzyłem się tutaj sztucznego wydłużania rozgrywki. Świadczy o tym chociażby fakt, że można zdobyć trofeum za ukończenie historii w mniej niż 5 godzin. Zwykle jednak wystarczy około tuzin. Chyba że celujecie w platynę, wtedy będziecie musieli spędzić kilkadziesiąt godzin na łowieniu wszystkich tajemnic The Last Guardian.

Czego się nie robi dla przyjaciół.



I mógłbym dalej wynosić tę produkcję na piedestał, ale niestety widać, iż tworzenie jej trwało te 9 lat i miało po drodze problemy techniczne. Nie da się ukryć, że po przeniesieniu TLG z PS3 na PS4 deweloper dostał spore dodatkowe pokłady mocy i raczej nie napotka więcej komplikacji. Okazuje się, że jest inaczej. Raz, że kamera wciąż potrafi dziwnie się przenieść i nagle z zupełnie innego kąta pokazywać zdarzenia, a dwa, że płynność miejscami to mit. Pojawiła się aktualizacja, która redukuje znacznie problemy z kamerą i jej pokazywanie piór gdzieś z kilku centymetrów, a w części pomieszczeń framerate już nie jest tak żałosny, ale to wciąż woła o pomstę do nieba. Jedyny sposób na w pełni płynną rozgrywkę, to PS4 Pro i opcja Full HD przy stałych… 30 klatkach. Jeśli komfort wyświetlania obrazu jest dla Was bardzo ważny, odejmijcie jeszcze pół oczka od oceny końcowej.

Miejsce, do którego trafimy nie jest bezpieczne. Łatwo można niefortunnie spaść, a jeśli nie będzie Trico w pobliżu, możemy nie wyjść z tego cało. Oczywiście szybki powrót do punktu kontrolnego załatwia sprawę, ale oddala wizję zdobycia cennego pucharka. Poza zagadkami polegającymi na wspinaczce i wykorzystaniu elementów otoczenia bądź oswajania Trico, są jeszcze walki bądź walki połączone z zagadkami logicznymi. Tu i ówdzie natrafimy na kamienne posągi, jakie strzegą tajemnic doliny. O ile Trico radzi sobie z nimi prawie bez problemów, tak chłopiec ma z nimi istotne problemy. Owo prawie dotyczyć będzie w sumie jedynie sytuacji, gdzie posągi straszą stwora witrażami z okiem, których nasz towarzysz się panicznie boi i stoi jak wryty. Nasza przegrana zachodzi wówczas, gdy posągi porwą chłopca i doprowadzą go do niebieskich wrót. Możemy próbować się uwolnić z kamiennego potrzasku naciskając szybko wszelkie przyciski. Kolorowe zwierciadło można wytrącić strażnikom z rąk rzucając się na nich. Możemy też próbować odrywać głowy leżącym bezwładnie golemom, a i rzucać się im na plecy, by zmniejszyć ilość ataków na towarzysza. Pamiętać należy, że chłopiec jest szybszy od posągów i w przypadku połączenia bitwy z zagadką, trzeba wpierw oddalić się od celu, a potem starać się do niego wrócić. Od czasu do czasu będziemy też dysponować lustrem, za pomocą którego będziemy mogli wywoływać niszczycielskie błyskawice z ogona Trico - przydadzą się one zarówno do rozwiązywania zagadek, jak i w trakcie walk. Po potyczkach z kolei zawsze trzeba uspokoić Trico, inaczej nie wyjdzie z amoku.

Jedna z fajniejszych scen w grze.



Kosztem optymalizacji?
Świat przedstawiony w The Last Guardian wyraźnie świadczy o umiejscowieniu akcji w tym samym uniwersum, gdzie rozgrywała się akcja ICO i Shadow of the Colossus – zwany przez fanów ICOverse. Zresztą już sama grafika poprzez animacje, postaci, tekstury i wszelakie obiekty są łudząco podobne do tego, co już widzieliśmy w poprzednich tytułach Fumito Uedy. Tekstury są w wysokiej rozdzielczości, pastelowa paleta barw idealnie podkreśla nastrój produkcji, a projekty lokacji są cudownie oderwane od tego, do czego się przyzwyczailiśmy, aczkolwiek znający gry Team ICO poczują znajome wibracje. Wiszące klatki, wiatrak, jasnozielona flora - wspomnienia odżyją w zupełności. A Trico to już istny majstersztyk – w trakcie rozgrywki da się dostrzec, jak zachodzą w nim zmiany w kwestii dochodzenia do siebie po ciężkich przejściach, które zobaczycie później we wspomnieniach. O jego zachowaniu już pisałem wyżej, ale muszę podkreślić, że nie tylko programiści dali w tej kwestii czadu, ale graficy także pokazali kunszt. Wygląd, ruchy (drapanie się, skoki, wspinanie przy nie do końca udanym skoku i masa innych sytuacji), wszelkie detale wyglądają w pełni przekonująco. I prawdopodobnie nie pomoże Wam świadomość, że to tylko wirtualna kreatura – jak ten słodki głupol wsadzi łeb w wąską szczelinę i się zaklinuje, skutecznie skradnie Wam serce.

Mimo ogólnie powolnego tempa, epickich akcji nie zabraknie.



To, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, mawiają. Sęk w tym, że udźwiękowienie stoi tutaj na najwyższym poziomie i jeśli czegoś akurat nie widzimy, najpewniej o tym usłyszymy. Trico szybko tęskni za chłopcem i w przeciwieństwie do Yordy da o tym znać. Jego smutne zawodzenie sprawia, że mamy ochotę wrócić się i go pogłaskać, by się uspokoił. Muzyka zaś stanowi perfekcyjne dopełnienie klimatu, który tworzy całość The Last Guardian. Efektom dźwiękowym niczego nie brakuje, a dubbing nagrany ponownie w fikcyjnym języku stworzonym na potrzeby tej gry dodaje uroku prowadzonej opowieści.

Przygarnij Trico
Podróż z tym niezwykłym zwierzęcym towarzyszem stanowi doświadczenie, o jakie niezwykle trudno w grach wideo. Fumito Ueda ponownie wyciągnął ze mnie emocje na wierzch, a łzy na policzki. I niewykluczone, że zrobi to także w Waszym przypadku. Jeśli bardzo cenicie sobie wygodę – odejmijcie całe oczko od oceny zamiast połówki za problemy techniczne i niepłynną rozgrywkę. Jeśli zaś Wasze dziecko poprosi o kotka lub pieska, myślę, że wstępnie Trico w zupełności mu wystarczy. The Last Guardian to wspaniała podróż i historia o przyjaźni, jaką trzeba poznać. I pozostaje podziękować Sony, że nie porzuciło tego projektu mimo tylu lat bez premiery. Mam kolejnego asa w rękawie przeciw tym, co mówią, iż wszystkie gry są głupie. A jeśli genDESIGN naprawi wszystkie problemy techniczne, ta recenzja będzie świecić oceną równą 10/10.

Nie, Trico, to nie zabawka.




Grę do recenzji udostępnił wydawca Sony Interactive Entertainment Polska:
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 10 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 10 / 10
  • Nowatorstwo: 10 / 10
  • Fabuła: 10 / 10
  • Czas gry: 12h

Najważniejsze cechy: emocje i cała reszta; wciąż framerate i trochę kamera

Plusy

  • świetnie prowadzona opowieść
  • Trico żyje nie tylko na ekranie, ale i w sercu
  • projekt przemierzanych lokacji
  • wyborne udźwiękowienie
  • satysfakcjonująca długość i wyzwania

Minusy

  • framerate lepszy po patchach, ale wciąż haczy
  • podobnie wciąż trochę praca kamery
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Jeszcze jeden argument za tym, bym pozostał fanbojem PlayStation. Xbox 360 też jest w domu, ale tam przeważają tytuły lżejsze emocjonalnie. Dla spragnionych unikatowych doświadczeń The Last Guardian jest tytułem obowiązkowym, żeby nie rzec lekturą.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?