Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» The Alliance Alive HD Remastered

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 26 styczeń 2020 17:46
  • Czytano: 927 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry The Alliance Alive HD Remastered (PlayStation 4)

Okładka gry The Alliance Alive HD Remastered
  • Producent: Cattle Call
  • Wydawca: FuRyu / NIS America
  • Dystrybutor PL: Reef Entertainment
  • Gatunek: fantasy, RPG, turowe
  • Premiera: 8 październik 2019 r.
  • Premiera PL: 11 październik 2019 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 209.00 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4

Tęskno Wam do klasycznych JRPG-ów z przyjemną i niezbyt skomplikowaną fabułą, ale z pewną dozą innowacji w kwestii rozgrywki? The Alliance Alive może być tym, do czego tak wzdychacie, a teraz mamy odrestaurowaną wersję. Recenzja The Alliance Alive HD Remastered.

Takich wyborów w grze jest sporo. I mają znaczenie.



Wewnętrznego ognia tysiąc lat nie wyziębi
Deamony postrzegały ludzką energię zwaną Chaosem jako zagrożenie, więc zdecydowali się je wyeliminować. Po wygranej wojnie wznieśli Wielką Barierę, która miała zatrzymać rozwój cywilizacji ludzkiej, zachowując jednocześnie jej zróżnicowanie kulturowe. Podział ten spowodował jednak magnetyczne i klimatyczne katastrofy, a także wytworzył Mroczny Prąd, który przeciął morza, zatapiając wyspy i niszcząc miasta ludzi, w zasadzie dziesiątkując ich. Od tych wydarzeń mija tysiąc lat, a ludzkość wciąż zmaga się z tymi samymi problemami – nie ma kontaktu z innymi nacjami, a nawet wiedzy na temat innych wysp (czy kontynentów), a o bezchmurnym niebieskim niebie krążą tylko legendy i cały czas bestioludzie (podwładni Deamonów) sprawują bezpośrednią kontrolę twardą ręką nad ludźmi.

Jak nietrudno się domyślić, naszym zadaniem jako członka gildii Nocnych Kruków będzie odzyskanie niepodległości, ale że to łatwe nie jest, będzie trzeba wpierw stworzyć sojusz gildii i zrekrutować jak najwięcej członków, żeby mieć jakiekolwiek szanse w starciu z bestioludźmi i Deamonami. Tak się jednak składa, że osoby z aż trzech krain jednocześnie będą pracować nad swoimi celami czy poszukiwać w jakiś sposób prawdy i ostatecznie wśród protagonistów znajdzie się nawet dwójka Deamonów, co czasem daje pole do popisu dla relacji między członkami naszej wesołej kompanii. Wśród ekipy znajdą się Azura, energiczna córka mistrza gildii; Galil, jej przyjaciel, który ciągany jest przez nią na wyprawy; Barbarosa, bestioczłek, któremu niegdyś Wyatt, ojciec Azury, uratował życie; Renzo, zwiadowca gildii oblatany w zdobywaniu informacji; Gene, magik na usługach bestioludzi; Rachel, jego towarzyszka szukająca, jak się ustawić finansowo; Tiggy, młoda geniuszka inżynierii; Vivian, córka Deamona wysokiego rodu, którą interesuje teoria młodej inżynier na temat Mrocznego Prądu; Ignace, jej kamerdyner i obrońca. Znalazło się miejsce również na kilka opcjonalnych postaci, ale nie będę tu wchodzić w spoilery.

Niektórzy nawet w poważnych sytuacjach zachowują pogodę ducha.



Muszę przyznać, że o ile zawiązanie akcji nawet fajnie wyszło, tak ogólny koncept ratowania świata nieszczególnie przypadł mi do gustu jako taki za prosty. Pamiętać jednak trzeba, że The Alliance Alive HD Remastered to taki list miłosny do klasycznych JRPG-ów, gdzie nie zawsze chodziło o nie wiadomo jaką eksplorację ludzkiej filozofii życia, przyjaźni, miłości w obliczu czasów niepokoju. Poza tym z biegiem poznawania kolejnych rozdziałów przyjdzie nam odkryć, że nad ogólną koncepcją świata i ras go zamieszkujących ktoś porządnie pomyślał i lore stanowi solidną podstawę do tego, by The Alliance Alive HD Remastered doczekał się ambitnego fabularnie prequela bądź sequela. Historia jest nieźle napisana i przyjemnie się ją śledzi, choć nie będę ukrywał – sporo rzeczy idzie zawczasu przewidzieć. Na odkrycie czekają trzy zakończenia, a chcąc ogarnąć wszystko spokojnie, spędzimy nad grą jakieś 50 godzin, a do tego są tryby z dodatkowymi rekrutami, możliwość podjęcia innych decyzji tam, gdzie historia na to pozwalała, więc lubiąc platynować gry liczcie spokojnie setkę lub nawet więcej.

Neoklasyczny JRPG
Eksplorujemy miasta, domy, lochy oraz świat w czasie rzeczywistym, podczas gdy walki toczone są w trybie turowym. Przemierzając lokacje możemy rozmawiać z NPC-ami, szukać nowych członków gildii, robić zakupy, zaczynać walki, a nawet rozwiązywać zagadki środowiskowe (acz bywa, że możemy zapłacić pewnym postaciom, by nie musieć się z tym męczyć). W paru momentach gry eksploracja jest odpowiednio zmodyfikowana tak, żeby dopasować do aktualnych wydarzeń w grze i zrobiono to z pomysłem i łatwo się dostosować. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo zdradziłbym ciekawe wydarzenia z historii. Na ogół łatwo jest cisnąć fabułę do przodu, gdyż postaci zawsze wspomną, jaki mają pomysł i dokąd należy się udać, jednak czasem docelowa lokalizacja nie jest zbyt jasna. Padnie kierunek, kamera na moment obróci się do destynacji, lecz potem jeśli zapomnimy, o co chodziło, może być niełatwo odnaleźć cel. Owszem, jest spis wydarzeń w podręcznym menu, ale przydałby się choćby jakiś wskaźnik na mapie, co ułatwiłoby prowadzenie głównego zadania.

Remaster wyostrza grafikę, lecz przy okazji łatwiej dostrzec niedoskonałości. Ale styl jest ładny.



Oczywiście nie mogło zabraknąć licznych side-questów, których jest niemało i choć część to po prostu trwające kilka minut przymiarki do jakiejś walki z minibossem, tak niektóre potrafią trwać i zanim na własną rękę uda nam się znaleźć wszystko, co potrzebne do ukończenia zadania pobocznego, zechcemy zapewne zerknąć do solucji. Eksploracja jest premiowana i bywa, że coś może mieć miejsce w określonym miejscu, kiedy zbliżymy się do jakiejś grupki ludzi. Czasem bywa, że widzimy tylko jakieś ciała wyrzucone na brzeg, ale okazuje się, że tryb New Game + skrywa tam dla nas dodatkową robotę i więcej rekrutów. Część może mieć miejsce lub nie w zależności od wyborów, jakie podjęliśmy przy okazji wcześniejszych questów, więc żeby zobaczyć wszystko, potrzebne będą przynajmniej dwa podejścia.

Walka odbywa się w systemie turowym, gdzie na kolejność ma wpływ ciężar ekwipunku oraz zręczność, a także to, czy ktoś kogoś zaskoczył podczas eksploracji (podejście od tyłu). Z wyjątkiem pewnych ograniczeń (np. ludzie nie mogą używać magii jako takiej, jaką władają tylko Deamony i bestioludzie, ale tylko magii znaku – signimancy – za pomocą artefaktów zwanych etheract) każda postać może właściwie zostać wytrenowana w jakiejkolwiek dziedzinie. Jeśli niezbyt widzi nam się Ignace z włócznią, możemy spokojnie dać mu tarczę i topór, aczkolwiek warto zwrócić uwagę na bazowe statystyki, by maksymalnie wykorzystać czyiś potencjał. Magiczne zbroje i bronie mogą podnieść oczywiście cechy takie jak siła czy skupienie, ale skoro komuś jest pisane być magiem, warto z tego faktu skorzystać. Rozwój postaci przywołuje na myśl Final Fantasy II, gdzie korzystanie z danego oręża podnosiło zdolność we władaniu danym typem broni. Co więcej, podobnie jak w Death end re;Quest, tak i tutaj postacie poznają nowe ataki czy zdolności obronne w trakcie bitwy. Dalsze korzystanie co jakiś czas zaowocuje podniesieniem poziomu wprawy, a także analizą, o czym zaraz. Dodam tylko, iż jak to bywa w JRPG, mamy dostęp do ataków ostatecznych (final strike), kiedy postać otrzyma lub zada dostatecznie dużo obrażeń, co wprowadza ją w tryb ignition. Wykonanie ataku ostatecznego może mieć przeróżne efekty, ale jeden zawsze zostaje – broń zostaje zniszczona (przywołany oręż odwołany) i do czasu odpoczynku niezdatna do użytku (gildia kowali naprawia wszystko).

Przyda się czasem poćwiczyć mózg przy zagadce. Nie są trudne - lepiej zaoszczędzić kasę na zaklęcia i takie tam.



Kiedy umiejętności zrobi się za wiele, niektóre będą już za słabe, albo nie będą pasować do naszej strategii, możemy je zapieczętować, co podniesie moc pozostałych zdolności w obrębie konkretnej dziedziny. Warto dodać, że każdą zdolność czy zaklęcie można poziomować w trzech kwestiach: ataku, obrony, wsparcia. To, jak rozwijamy umiejętności postaci, zależy od tego, na jakiej pozycji znajduje się w formacji, a i sama pozycja może mieć dodatkowe opcje – tym sposobem mag wsparcia może skupić się na leczeniu potężnych obrażeń, albo przehandlować moc czaru na rzecz szybkości, aby mieć pewność, że wyleczymy postać, zanim ta straci przytomność po zbyt mocnym ciosie przeciwnika. Co więcej, po każdym starciu wszystkie postaci (także rezerwowe) otrzymują punkty talentu, za jakie możemy wykupić dodatkowe cechy przydatne w eksploracji (przekradanie się za wrogami, lepsze ceny przy kupnie czy sprzedaży, większe szanse na wykucie lepszego ekwipunku przez gildię) czy walce (mniejszy koszt użycia zdolności, zwiększona szansa na poziomowanie czy wzrost zdrowia bądź punktów umiejętności, lepsze wykorzystanie pozycji z formacji czy kwestia zarządzania tzw. aggro). Twórcy zadbali też o to, byśmy nie skupiali się tylko na kilku postaciach, ale rozwijali każdą, gdyż przyjdzie nam w pewnym momencie podzielić drużynę na 2 lub 3 ekipy i zaniedbanie levelowania tanków czy healerów może się okrutnie zemścić, albo poskutkuje zwiększoną ilością grindu, choć i tak przy dobrym planowaniu warto czasem powalczyć na boku, by potem nie było problemów.

W kupie siła
Jeszcze wspomnę o wpływie gildii, do których przez całą grę od pewnego rozdziału będziemy zbierać rekrutów. Każdy NPC posiada 3 talenty z 5, co pozwala na zapisanie do wybranej gildii: zwiad, biblioteka, taktyka, kowalstwo, signimancy. Ilość członków wpływa na poziomowanie gildii, a im wyższy poziom, tym więcej dostępnych opcji. Rozwój zwiadu daje więcej punktów talentu, a także udostępnia pomoc w lochach (skrzynia odnawiająca HP i SP, dziewczyny z gildii sprzedające towar i mapy na miejscu, albo pilnujące drużyny, kiedy odpoczywa), biblioteka analizuje wydarzenia z bitwy, przez co analiza umiejętności na 100% pozwala lepiej wykorzystać jej potencjał, taktyka udostępnia dodatkowe formacje i opcje pozycji, a także później pozwoli, by bonus z pieczętowania umiejętności liczył się na wszystkie dziedziny, kowalstwo pozwala wytworzyć coraz to potężniejsze przedmioty, a także udostępnia zestawy naprawcze, by nie musieć czekać do odpoczynku, zaś signimancy pozwala na wytwarzanie przedmiotów dla magów i oczywiście naukę oraz analizę zaklęć. Nadto niektórzy członkowie sojuszu będą mieli potencjał na mistrzów gildii, więc będziemy mogli postawić dodatkowe wieże, które – jeśli tylko będą w zasięgu – wspomogą nas w bitwie barierami ochronnymi, analizą przeciwników ujawniając ich słabe punkty, dodatkowym bonusem za pozycje czy zadając obrażenia z działka wieżyczki.

Twórcy JRPG-ów bardzo lubią ten kształt miecza.



Może się wydawać, że tego jest za wiele, ale uwierzcie mi, że ekipa Cattle Call wprowadza kolejne elementy w odpowiednich odstępach, toteż ze wszystkim zdążymy się bez problemu oswoić i nic nas nie przytłoczy, a zanim dotrzemy do połowy gry, powinniśmy już być ze wszystkim zaznajomieni i wyrobieni tak, by porządnie wykorzystywać drzemiący w tym solidnie zaprojektowanym systemie potencjał. Kiedy sojusz będzie już działać, członkowie gildii będą wymieniać się informacjami i rozmawiać poprzez telegraf, więc możemy przeczytać dodatkowe wskazówki i przypomnienia, jak również luźne pogaduszki i żarciki. Jeśli czyjeś gadki nas nie interesują, możemy ich tymczasowo wyłączyć, żeby nie spamowali. Ale czasem warto zerknąć, by wiedzieć, jaki typ potworów czeka na nas w lochach, żebyśmy mogli lepiej dobrać członków ekipy do walki (konkretne umiejętności działają lepiej przeciwko wybranym rodzajom stworzeń). Gdy jednak walka nam nie pójdzie, a nie zapiszemy sobie gry (nie ma autozapisu), The Alliance Alive HD Remastered zaoferuje nam skorzystanie z Order Gem, które pozwalają jeszcze raz podejść do potyczki, za co nie ma żadnych kar. Klejnoty te znajdować będziemy w rozmaitych miejscach w trakcie przygody.

Remaster bez dokładek
The Alliance Alive na 3DS wygląda w porządku, biorąc pod uwagę możliwości konsoli PS4, ale kiedy weźmiemy na warsztat remaster, oczekujemy czegoś więcej. Tyle dobrze, że nie ma rozmycia w cut-scenkach, bo wszystko teraz leci w FullHD, więc nie wali po oczach pikselozą. Ale też z drugiej strony łatwiej wypatrzeć, że ląd, wysoki mur czy wyspy rysują się w oddali na naszych oczach, zaś sama gra śmiga raptem w 30 klatkach na sekundę. Nie jest to wielka ujma przy klasycznym JRPG z turowym trybem walki, ale nie ukrywam, że można było to zrobić lepiej. Pochwalić mogę natomiast efekty umiejętności i zaklęć, które są efektowne i mogą się spokojnie spodobać, zwłaszcza wyświetlone w wysokiej rozdzielczości. Miejscami The Alliance Alive HD Remastered wygląda naprawdę pięknie, szczególnie za sprawą akwarelowego stylu graficznego, ale z drugiej strony niektóre animacje pokazują niedoskonałości, a początkowe miasto ma spore problemy z perspektywą (ludzie wzrostu sięgającego budynków, w których żyją).

Moja healerka by stawiała taką osłonę 10 tur. Gildia robi to pomiędzy turami.



Ciekawie rysuje się za to soundtrack, który doskonale wpasowano w klimat The Alliance Alive i na porządnych głośnikach czy słuchawkach robi wrażenie. Charakterystyczne połączenie instrumentów z orkiestry i syntetycznych dodatków sprawia, że prędko nie zapomnimy tego, co skomponował na potrzeby gry Masashi Hamauzu. Efekty dźwiękowe również są bardzo dobre i tylko brakuje mi ugłosowienia postaci. Niby dzięki temu gracze mogą sobie sami wyobrazić, jak brzmią postaci, ale przy płynnych cut-scenkach, gdzie wiele się dzieje, można łatwo się pogubić, kto co mówi, albo nie doczytać zdania do końca.

Gatunek wiecznie żywy
The Alliance Alive HD Remastered to wspaniała nowina dla tych, których nowoczesne JRPG bardzo często z walką na kształt gier akcji nieco zmęczyły i chcą wrócić do korzeni, ale przy tym nie musząc sięgać do gier z poprzedniego stulecia, a zarazem mogą doświadczyć ciekawego i dobrze zbudowanego systemu walki, rozwoju postaci oraz gildii. Fabuła jest przyjemna, nie przekombinowana, ale bynajmniej nie nudzi. Graficznie stylem przyciąga, lecz wykonaniem remaster ciut zawodzi (nie w każdym aspekcie, ale jednak), brakiem dubbingu (choćby opcjonalnego w formie płatnego DLC) może odrzucać, aczkolwiek soundtrack to zrekompensuje. Ostatecznie tytuł zdecydowanie godny uwagi, a od ponad tygodnia dostępny również na komputery osobiste. Od siebie polecam, zaś fanom klasyki gatunku wręcz będę wciskać na siłę!

Epicka poza z groźną miną daje +5 do charyzmy... ale tutaj postaci nie mają takiej cechy.




Grę do recenzji udostępnił europejski wydawca Reef Entertainment
  • Grafika: 5 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 9 / 10
  • Nowatorstwo: 8 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 50h

Najważniejsze cechy: porządna rozgrywka, starcza na długo, przyzwoity świat i OST; graficznie kuleje, zero dubbingu, czas

Plusy

  • porządnie zaprojektowana rozgrywka
  • gra na wiele godzin
  • przyzwoity świat i postaci
  • dobry soundtrack

Minusy

  • graficznie kuleje mimo remastera
  • miejscami wymaga grindu
  • zero dubbingu
  • mało pomocna mapa
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

The Alliance Alive HD Remastered to dobry dowód na to, że można umiejętnie połączyć klasykę z niemałą dozą nowych elementów bez zbędnego przekombinowania. Fabularnie wolałbym coś więcej, ale świat daje nadzieję na to, że ewentualny sequel lub prequel będzie mógł nas bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?