Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Concrete Genie

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 29 październik 2019 22:50
  • Czytano: 93 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Concrete Genie (PlayStation 4)

Okładka gry Concrete Genie
  • Producent: PixelOpus
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Dystrybutor PL: Sony Interactive Entertainment Polska
  • Gatunek: akcji, platformówki, przygodowe, TPP
  • Premiera: 9 październik 2019 r.
  • Premiera PL: 9 październik 2019 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: pełna polska wersja
  • Nośnik: BD
  • Cena: 124.00 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4, kontroler DualShock 4, opcjonalnie wykorzystuje PlayStation Camera, gogle PlayStation VR i kontrolery ruchu PS Move

Kiedy się nie ma przyjaciół, a wręcz ma się tylko wrogów, bardzo może pomóc pasja. Tutaj oczywiście mamy magiczne moce wynikające z pasji, ale ukochane hobby mieć warto. A dzięki lubieniu gier wideo możecie poznać takie historie jak ta przedstawiona w Concrete Genie. Oto nasza recenzja.

Nie wszyscy mają udane dzieciństwo.



Więc chodź, pomaluj swój świat
Ash to kreatywny nastolatek, który wciąż pamięta czasy świetności Denski – nadmorskiego miasteczka rybackiego. Niestety katastrofa ekologiczna powoduje stały odpływ mieszkańców z miejscowości i upadek wszelkich przedsiębiorstw. Na dodatek Denskę zaczyna porastać jakiś rodzaj kolczastego pnącza, którego nie da się nijak pozbyć i zostaje ta roślina nazwana po prostu Mrokiem. Obecnie po Densce poruszają się głównie łobuzy, którzy nie popuszczą żadnej okazji, żeby dokuczyć tym, których nie lubią – a tak się składa, że według nich sztuka jest dla lamusów, więc Asha trzeba gnębić przy każdej okazji. Kiedy cała grupka znajduje go nieopodal kolejki do latarni morskiej, wyrzucają jedzenie, kradną mu szkicownik, wydzierają kartki i rozrzucają po okolicy niesione wiatrem. Na domiar złego wpychają go do kolejki, by sobie spędził czas w latarni, gdzie rzekomo straszy.

Sytuacja zmienia się, kiedy Ash natrafia na jedną ze stron z Luną – jego magnum opus, którą wcześniej mieliśmy okazję pokolorować (najpewniej wyjeżdżając za linie). Coś jednak zwiewa w magiczny sposób kartkę ku latarni i tam w końcu nastolatek dociera. Kiedy załamuje się tym, że wszystkie jego rysunki zostały stracone, a szkicownik zniszczony, z kartki, na której narysowana jest Luna, wydostaje się duch. Szybko okazuje się, że Luna jest przyjaźnie nastawiona, magicznie naprawia szkicownik, a także transformuje pędzelek w magiczny pędzel, dzięki któremu Ash może rysować po ścianach, rozświetlając żarówki, co z kolei jest w stanie odpędzić Mrok i przywrócić blask Densce. Wraz z Plamkiem – towarzyszem w plecaku, którego udzieliła Luna – Ash zaczyna swoją przygodę jako magiczny artysta.

Co może powodować takie zachowania.



Nie z butelki
Denska pełna jest rysunków dżinów, z których Ash może przywołać tytułowego dżina danego żywiołu. Ten ostatni jest narzucony przez kolor rysunku – są ogniste, elektryczne i powietrzne. Pierwszy potrafi spalić materiałowe przeszkody, drugi pozwoli uruchomić elektryczne mechanizmy, zaś trzeci przemieścić obiekty. W prosty sposób możemy przywołać do siebie dżina z prośbą o pomoc, ale gdy nie mogą przejść po sąsiadujących murach, trzeba im utorować drogę za pomocą podstawienia jakiegoś pojemnika, zsunięcia ściany garażu, albo wyeliminowania Mroku. To trudne nie jest – wystarczy spełniać życzenia dżinów, dostarczając im pożądanych malowideł, by te naładowały nasz pędzel magiczną supermocą. Ta pozwala rysować, przebijając mroczne cienie, co sprawia, że droga jest wolna.

Nie tylko my poznamy nowych przyjaciół.



Malowanie jest bajecznie proste. Wykonujemy ruchy padem DualShock 4 i za pomocą wbudowanego żyroskopu prowadzimy pędzel z niedużej odległości od naszego „płótna”. Sterowanie jest intuicyjne i każdy, kto grał w jakieś gry korzystające z funkcji ruchu pada, bez problemu powinien odnaleźć się i tutaj, ale wybredni mogą włączyć malowanie za pomocą prawego analoga. Dżiny rysujemy od głowy, zaś pozostałe obiekty od korzeni bądź po prostu ciągnąć pędzlem po materiale (przykładowo, gwiazdy czy zorza polarna mają swój ustalony kierunek). Po drodze zbieramy rozrzucone kartki ze szkicownika, co odblokowuje nowy typy ciał dżinów, a także dodatków w postaci rogów, uszu, ogonów i innych. Naścienne malowidła podzielono na cztery kategorie: pogodną, deszczową, nocną i zimową. Poszczególne elementy tychże również zbieramy z kartek – czasem sprytnie ukrytych w przedmiotach, jak w szafce czy między żebrami kaloryfera (bez obaw, z niedalekiej odległości obiekty trzęsą się, zdradzając obecność kartki). Właściciele edycji deluxe mogą cieszyć się jeszcze piątą stawową paletą.

Już samo malowanie to kupa frajdy i nasze dzieła szybko będą stanowić dla nas powód do zachwytów, ale to nie wszystko. Dla dżinów bowiem obiekty te są interaktywne – przy ogniu mogą wypocząć, jabłkiem przerzucać pomiędzy dwoma osobnikami, zasłonić liściami, łapać i jeść płatki śniegu, unosić się za pomocą baloniastych roślin i wiele innych. Ash z kolei może pędzlem gilgać, albo usiąść blisko i prowadzić rozmowy ze swoimi pupilami. Niektóre obiekty są dodatkowo interaktywne jak telewizor czy kot mieszkający w kartonowym pudełku – dżin bardzo chętnie podejdzie, żeby pogłaskać zwierzątko, co po prostu topi serce i powoduje płacz tęczą ze szczęścia (dobra, bez przesady, ale naprawdę to jest rozczulający i wzruszający widok).

Dżiny potrafią dotrzymać towarzystwa i wysłuchać.



Nie wszystko farba, co maluje
Concrete Genie to gra dość prosta – musimy unikać dokuczliwych dzieciaków, ale wystarczy wdrapać się na dach i nie dać obrzucić kamieniami, by dali nam spokój po krótkiej chwili. A i to, kiedy już nas wykryją, bo w każdej chwili możemy gdzieś zawołać, by odwrócić ich uwagę, co daje nam czas na złapanie brakujących stron i pomalowanie okolicy. Jeśli już nam powinie się noga, to po prostu wsadzą Asha do śmietnika i ewentualnie gdzieś wyrzucą magiczny pędzel. W razie potrzeby bardzo szybko się odzyskuje potrzebny sprzęt, więc nie stanowi to szczególnego zagrożenia dla naszych postępów. W przypadku potyczek z nadnaturalnymi stworzeniami nie ma tutaj nic szczególnie wymyślnego, ani trudnego – ot, wyprowadzać ataki żywiołów i unikać kontrataków. Aktywowanie superpędzla dodaje mocy naszym pociskom (nie wnikam bardziej, by nie zepsuć niespodzianki).

Nie wszystko mi się jednak podobało. Po ukończeniu głównej fabuły Concrete Genie przechodzi w coś na kształt piaskownicy – nic nam już nie zagrozi i odpada nam kilka aspektów rozgrywki. Oczywiście dalej jest co robić i odkrywać, ale przydałoby się móc urozmaicić pobyt w Densce na zawołanie bez konieczności ponownego rozpoczynania gry na kolejnym slocie zapisu. Część kartek nie jest zaznaczona na mapie i niezwykle żmudne staje się poszukiwanie, jeśli uprzemy się skompletować cały swój repertuar w szkicowniku. Ogólnie menu w postaci szkicownika jest może i klimatyczne, ale tam jest tak nadziubdziane kartek i takich tam, że staje się to lekko nieczytelne. Nie obraziłbym się za możliwość odkrycia lokalizacji kartki w zamian za wykonanie jakiegoś małego zadania.

Polecam pobawić się trybem foto.



Artysta z bliska
Choć całość Concrete Genie zbudowana jest wokół tradycyjnej gry i nie potrzebujemy dodatkowego sprzętu, by móc zdobyć platynowe trofeum, tytuł ten oferuje wsparcie dla PlayStation VR, jakie ma swój mały zestawik pucharków do zdobycia (jak gdyby z DLC). W trybie VR trzymamy za pomocą kontrolerów ruchu PS Move szkicownik jak paletę w jednej ręce i pędzel w drugiej. Nie ma tutaj żadnych skradanek czy walki, tylko i wyłącznie malowanie i interakcja z Plamkiem (większe dżiny odpuściły sobie ten tryb). O ile początek jest wypisz wymaluj rozgrywka malowania z podstawki, tak potem następuje zwrot akcji, którym warto się podzielić, bo fabuły tutaj nie ma – rysunki stają się rzeczywistością, a my przenosimy się na polanę. Tam możemy nie tyle malować, co tworzyć trawę, drzewa, gwiazdy, za pomocą namalowania księżyca zmienić dzień w noc i dość trochę innych. Plamek będzie reagował na nasze kreacje i może naładować nasz superpędzel, który będzie tworzyć rozświetlone wersje obiektów, a i przeniesie nas na kryształową wersję polany. Oczywiście możliwości skończą się względnie szybko, ale do parędziesięciu minut równie przyjemnej rozrywki spokojnie dostarczy i jeśli tylko macie gogle PS VR, koniecznie dajcie szansę temu trybowi, bo warto.

Pojedynczy projekt może tworzyć rozmaite kolory.



Przepięknie wygląda i brzmi
Chyba nie ma się co rozpisywać, bo screenshoty mówią same za siebie, ale dodam od siebie. Concrete Genie jest przepiękne. Miasteczko sugestywnie ponure, a po zakończeniu fabuły przyjemnie osłonecznione. Nasze malunki dosłownie ożywają na ścianach (czy jeszcze bardziej dosłownie w trybie VR), dżiny są przeurocze, a mroczne momenty faktycznie dopieszczone pod względem cięższej atmosfery. Ekipa PixelOpus nie poszła w realizm, lecz obrała własny specyficzny styl i sprawdził się on tutaj wybornie. Część cut-scenek zobaczymy w formie rysunkowej, ale trzymającej kreską styl główny. Na zaostrzenie apetytu dodam, że produkcja ta oferuje porządny tryb foto.

Co się tyczy oprawy audio, to równie pięknie przygrywa, a dubbing przekonuje w przypadku każdej postaci. Nie nudzą się nawet przez kilka godzin pomruki wydawane przez dżiny – naprawdę można zakochać się w tych stworzonkach. Niestety trochę gorzej wypada polska lokalizacja – akurat tłumaczenie jest bardzo dobre i nie mam do niego najmniejszych zarzutów, ale główny bohater został zagrany trochę drewnianie, a co gorsza, niektóre kwestie są nieme bądź źle przypisane (za szybko leci kwestia audio, którą napisy wskazują paręnaście sekund później i vice versa). Nie ma tragedii, ale przez ostatnie lata polski oddział Sony zdążył mnie rozpieścić wybornymi lokalizacjami, przez co przy Concrete Genie oczekiwałem czegoś więcej.

Bywa czasem mroczniej.



Opędzluj to miasteczko
Concrete Genie to krótka produkcja, ale za to intensywna w kwestii natężenia rzeczy do zrobienia na niedużym obszarze Denski. Historia porusza, oprawa fascynuje, malowanie sprawia mnóstwo frajdy zarówno w normalnym trybie, jak i VR, a na interakcje nie można się napatrzyć. Przygoda trwa raptem kilka godzin, polska lokalizacja to tłumaczenie wysokiej jakości i niedopracowany dubbing, a interfejs z mapą można by zaprojektować nieco porządniej, ale trzeba też pamiętać, że podstawowa wersja kosztuje 124 złote (pakiet z deluxe 169 zł lub sam dodatek deluxe 45 zł). Niektórzy stwierdzą, że to dużo za kilka godzin (bicie platyny wydłuży grę maksymalnie o 2 h), ale pozwolę sobie zaapelować – doceńcie kreatywność PixelOpus i nie czekajcie na przeceny.

VR: W tym trybie cała okolica wraz z niebem staje się naszym płótnem.




Grę do recenzji udostępnił partner Publicis Consultants:
  • Grafika: 10 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 6 / 10
  • Nowatorstwo: 9 / 10
  • Fabuła: 8 / 10
  • Czas gry: 5h

Najważniejsze cechy: poruszająca historia, wspaniała oprawa, malowanie to frajda; dość krótka, niedopracowany interfejs

Plusy

  • poruszająca historia
  • wspaniała oprawa audiowizualna
  • malowanie sprawia mnóstwo frajdy
  • interakcje dżinów z Ashem i malowidłami

Minusy

  • interfejs można by dopracować
  • polska lokalizacja do poprawy
  • dość krótka
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Bardzo łatwo jest się zakochać w dżinach i ogólnie w Concrete Genie. Bardzo dobrze, że takie gry wciąż powstają.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?