Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Death end re;Quest

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 04 lipiec 2019 05:43
  • Czytano: 312 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Death end re;Quest (PlayStation 4)

Okładka gry Death end re;Quest
  • Producent: Compile Heart
  • Wydawca: Idea Factory International
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: akcji, fantasy, przygodowe, RPG, science-fiction, turowe, visual novel
  • Premiera: 12 kwiecień 2018 r.
  • Premiera PL: 22 luty 2019 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 209.00 zł
  • Nasza ocena

    8.0

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4

Motyw bycia uwięzionym w grze wideo nie jest niczym nowym. Ale kiedy jest to zrobione na poziomie, ponadto oferuje kilka ciekawych opcji, a do tego wciąga fabularnie, nie pozostaje nic innego, jak Wam przedstawić taki tytuł. Recenzja Death end re;Quest.

Linie zasięgu i kierunku pomogą nam ogarnąć pole bitwy.



Ciężkie życie twórców gier
Zapowiadał się hit. World’s Odyssey to miało być imersyjne doświadczenie, gra MMORPG wymagająca korzystania ze specjalnych gogli VR. Niestety, kiedy zaprojektowany przez korporację Aggle silnik oparty na chmurze Alice Engine okazuje się zabugowany tak, że nie da się tego naprawić, a do tego znika główna projektantka i reżyserka projektu, Shina Ninomiya, rozwój gry zostaje wstrzymany. Pół roku później jeden z czołowych programistów tego tytułu otrzymuje dziwnego maila z domeny World’s Odyssey. Wiadomość zawiera załącznik, którego nijak żadnym sposobem nie dało się otworzyć. Dziwiąc się, ponieważ serwery powinny być wyłączone, Arata sprawdza, co jest grane. Okazuje się, że serwery gry działają i mają nawet zalogowanego gracza – Shinę.

Świat World’s Odyssey z kolei pochłonęła Plaga Entomy. Tajemnicza plaga opanowywała kolejne jednostki, sprawiając, że już okaleczony świat pogrążał się jeszcze bardziej. Szybko jednak okazuje się, że to niekoniecznie fabularne zawiązanie akcji, lecz szalejące bugi mające wpływ nie tylko na NPC-ów, ale też na rozgrywkę, lokacje, a nawet menu. Tak się składa, że Shina nie jest w stanie wylogować się z gry, dlatego też nie wiadomo, gdzie jest jej ciało pogrążone we śnie, kiedy gracz jest zatopiony w World’s Odyssey. Na szczęście jest jedno awaryjne wyjście – sekwencja prawdziwego zakończenia, do której bardzo trudno dotrzeć, ale kiedy jest to jedyna opcja, protagoniści nie wahają się sięgnąć po ostatnią deskę ratunku.

Jak na visualkę przystało, nie brakuje specjalnych grafik na specjalne okazje.



Fabuła dzieli się na tę rozgrywającą się po stronie World’s Odyssey i tę w prawdziwym świecie. Są one nierozerwalnie ze sobą związane oczywiście i zawsze będziemy musieli poczynić postępy w jednym, by móc zajść dalej w drugim. Opis z powyższych akapitów też wiele pomija, ale uważam, że warto odkrywać stopniowo samemu wszystko, tym bardziej że naprawdę twórcy odrobili prace domowe i wiele rzeczy zaprezentowano wiarygodnie. Z tego względu znacznie lepiej wypada śledztwo w prawdziwym świecie i nie można się oderwać od tych części visual novel, ale było kilka momentów w grze, kiedy postaci zaskoczyły mnie głębią i reakcjami w World’s Odyssey. Death end re;Quest zajmie Was na jakieś 40 godzin, a że zakończeń jest całe mnóstwo (rzecz jasna, większość negatywnych), to spokojnie z New Game+ wskoczycie grubo powyżej 50.

Dookoła świata
Pod względem rozgrywki Death end re;Quest poza sporą i zacną zawartością visual novel oferuje eksplorację i turową walkę jak na typowego JRPG przystało. Z tym że Compile Heart pokusiło się o kilka nietypowych dodatków. Postaci mają swoje określone role i choć część umiejętności jest wspólna, to jednak tylko w wybranych sprawdzają się doskonale. Trzeba mieć na względzie jeden z atrybutów postaci i wrogów (księżyc, słońce, gwiazda), a także zwrócić uwagę na atrybut samej zdolności. Bywa że potężniejsi przeciwnicy i bossowie będą w stanie kontrować nasze ruchy, kradnąc nam wręcz turę. Gra jest solidnie zbalansowana, a każdy ma do wyboru 3 poziomy trudności. Najwyższy nie tylko sprawia, że mamy mniej doświadczenia i bardziej obrywamy, ale też wrogowie wykonują dwa ruchy, co wymusza dużo kombinowania i daje fajne wyzwanie. Szkoda tylko, że czasem nieprzyjaciel podejmuje trochę durne decyzje jak leczenie się przy pełnym pasku zdrowia. Ale w sumie gra ma być zabugowana fabularnie, więc można miejscami przymknąć na to oko. Bardziej za to bolało przy licznych potyczkach to, że nie można było przyspieszyć bądź pominąć animacji jak chociażby w Fairy Fencer F: Advent Dark Force.

Przez większość gry towarzyszyć nam będą efekty glitchy.



Umiejętności używamy z listy podstawowych lub nauczonych w trakcie gry poprzez używanie konkretnych sekwencji tych wcześniej znanych. Jest to dość intuicyjne, a samo przygotowanie kombo już ujawni nam procent możliwości poznania nowej zdolności, więc obejdzie się nawet bez poradników. Na kombosy składają się maksymalnie 3 akcje i możemy tam pomieszać wzmocnienie, ofensywę, a na koniec dorzucić obszarowe leczenie. Same plansze są usiane bugami, które najczęściej zadają obrażenia, ale za to odnawiają punkty umiejętności czy dają dodatkowe efekty. Mogą nie ranić, dużo odnawiać skill pointów, ale za to negować leczenie. Mogą spowodować nadwrażliwość na magię, sparaliżować, ale przede wszystkim zwiększają poziom zepsucia (czynią to też ataki potworów). Kiedy osiągnięmy konkretny poziom, staty postaci rosną, odblokujemy atak ostateczny, ale musimy uważać, bo przy dobiciu do 100% postać po prostu padnie na miejscu.

Warto być programistą
Zanim przejdę do najciekawszej części, nadmienię tylko, iż mamy jeszcze do wykonania trochę zadań pobocznych, ale jest to jedynie dodatek w postaci zabicia paru stworów czy przyniesienia jakichś surowców. Co więcej, prawdopodobnie większość zdołacie wykonać gdzieś w okolicach połowy gry, a nowych side-questów już nie będzie, co sprawia, że patrzy się na nie niezbyt przychylnie. Fajną opcją jest natomiast hakowanie gry. Tak się składa, że Arata Mizunashi, będąc programistą, jest w stanie z poziomu admina do pewnego stopnia ingerować w kod gry, nie tylko odblokowując dalsze obszary, ale też modyfikując rozgrywkę. I tak, jeśli mamy problem w trakcie walki, bo ciągle nasze ataki są kontrowane, możemy zhakować grę i zainstalować na chwilę strzelankę, bijatykę, grę logiczną, albo nawet losowanie jak w przypadku jednorękiego bandyty. To nie wszystkie gatunki, ale nie będę zdradzać na starcie całości.

Autoironii tutaj też nie brakuje. Shina i Arata często komentują World's Odyssey na prywatnym czacie głosowym.



Z góry pozwolę sobie ostrzec, żebyście często zapisywali grę i robili to na zmianę na 2-3 slotach dla pewności – Death end re;Quest nie oferuje autozapisu, a przez nietrafioną decyzję możecie stracić spory kawał gry za sprawą fabularnego negatywnego zakończenia. Z tym że o ile niektórych doświadczymy od razu, tak do kilku twórcy dodali trochę wstępnej fabuły i można niemal założyć, iż podjęliśmy właściwą decyzję tylko po to, by przekonać się za 5-10 minut, że dotarliśmy do kolejnego game overa. Naturalnie, wszystkie wydarzenia są zapisywane w logu, więc obejrzenie nawet negatywnego outro poskutkuje możliwością odebrania małego bonusu w postaci waluty czy przedmiotów. A warto z tego korzystać, bo potrafi czasem pomóc w bitwie. Polecam też przeszukiwać kąciki lokacji, gdyż mogą ukrywać cenne artefakty, także dotyczące fabuły i samego śledztwa.

Śliczna kreska, świetne dubbingi i pustka
Death end re;Quest może pochwalić się ładnymi rysunkami i ciekawymi projektami postaci, bugów i potworów – fajnie wyglądają zwłaszcza te jakby niedokończone, z niepełnymi teksturami, jakby zabugowane. Efekty ataków też cieszą oko, ale przez wspomniany brak przyspieszenia animacji w końcu się znudzi. Bardziej jednak nużą pustawe lokacje – zwłaszcza pałac Heartis odwiedzany na początku wydaje się nie mieć sensu – pełno korytarzy i pomieszczeń wybudowanych po nic. Tu i ówdzie są znajdźki, ale nie zmienia to faktu, że można było poświęcić temu aspektowi więcej uwagi, dodać znacznie więcej mebli.

Gatunków do zainstalowania jest kilka - strzelanka idzie na pierwszy ogień.



Nie mogę jednak złego słowa powiedzieć o udźwiękowieniu. Przede wszystkim pochwalić pragnę aktorów udzielających głosów postaciom. Zarówno po japońsku, jak i po angielsku słychać zaangażowanie i uprzyjemnia to obcowanie z już dobrze napisanymi dialogami i opisami. Mała uwaga – po angielsku jest mniej kwestii ugłosowionych niż po japońsku. Ale po angielsku nie szczędzi się słów – kiedy dzieje się grubo, leci mięso, a nie jakieś motyle nogi. Zresztą niejedna scena zaskoczy Was niespodziewaną brutalnością, ale dobrze wpisaną w sytuację. Przejmująco brzmiały też odgłosy potworów, a do tego wszystkiego mamy wyborny wpadający w ucho i pamięć soundtrack, acz przy licznych bitwach może się dany utwór bitewny lekko zmęczyć.

Życzenie śmierci
Death end re;Quest po zwiastunach obiecywał fajny pomysł, ale nieco obawiałem się, że zostanie potraktowany po łebkach. I chociaż grze brakuje dość trochę do ideału, to dzięki ciekawej zawartości i wciągającej historii mimo pewnych wad naprawdę niełatwo zdobyć się na odstawienie pada. Syndrom dotarcia do jeszcze jednej cut-scenki czy sekwencji visual novel tutaj trzyma twardo. Jeśli szukacie interesującej pozycji z gatunku JRPG, to Death end re;Quest będzie dobrym wyborem.

Nawiązań do popkultury też nie zabrakło.




Grę do recenzji udostępnił europejski wydawca Reef Entertainment
  • Grafika: 7 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 8 / 10
  • Nowatorstwo: 9 / 10
  • Fabuła: 8 / 10
  • Czas gry: 40h

Najważniejsze cechy: wciągająca fabuła, hakowanie gatunku, udźwiękowienie; brak auto-save'a i przyspieszenia animacji

Plusy

  • wciągająca fabuła
  • złożona, ale przystępna walka
  • możliwość zhakowania gatunku
  • świetne udźwiękowienie i dubbingi
  • wiele zakończeń

Minusy

  • brak autozapisu
  • brak opcji przyspieszenia lub pominięcia animacji
  • pustawe lokacje
  • niedopracowane zadania poboczne
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Pozytywne zaskoczenie, choć diament to wymagający kilku szlifów. Death end re;Quest dodaję do moich ulubionych tytułów.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?