Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Firewall: Zero Hour

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 04 grudzień 2018 05:36
  • Czytano: 60 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Firewall: Zero Hour (PlayStation 4)

Okładka gry Firewall: Zero Hour
  • Producent: First Contact Entertainment
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Dystrybutor PL: Sony Interactive Entertainment Polska
  • Gatunek: akcji, FPP, multiplayer, rzeczywistość wirtualna, strzelanki, taktyczne
  • Premiera: 28 sierpień 2018 r.
  • Premiera PL: 29 sierpień 2018 r.
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: pełna polska wersja
  • Nośnik: BD
  • Cena: 124.00 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4, PlayStation Camera i gogle PlayStation VR, joypad DualShock 4 lub kontroler PlayStation Aim

Ludzie dość długo czekali na realistyczną strzelankę na PS VR, która by oferowała płynne poruszanie się i obracanie oraz przyjemny moduł sieciowy. I mogę powiedzieć, że opłacało się czekać. A recenzja powie dlaczego.

Granat dymny robi zasłonę, ale też zwraca uwagę przeciwników. Podobnie jak głośniczek wydający odgłosy strzelaniny.



Kontrakt na zabijanie
W Firewall: Zero Hour wcielamy się w osoby przyjmujące zlecenia ataku bądź obrony cennych danych przechowywanych w laptopach w różnych częściach świata. Innymi słowy, wybieramy postać z pewną zdolnością specjalną (większa odporność na ostrzał, wybuchy, ciche poruszanie się, lepsze wykrywanie przeciwników na radarze, szybsze przeładowywanie, dodatkowy granat i wiele innych), gra wybiera nam mapę oraz stronę i ruszamy do akcji. Nie ma tutaj fabuły z wyjątkiem krótkich notek biograficznych zleceniobiorców. Rozgrywka dostępna jest zasadniczo w trzech wariantach. Pierwszy to solo przeciwko botom – świetny sposób, by poznać mapę i przyzwyczaić się nieco do swoich postaci. No, może gdyby nie fakt, że botów jest za dużo, jak na singla (idą w falach po trzy), a i samemu robi się po jakimś czasie drętwo. O wiele lepiej do wprawki nadaje się trening publiczny, gdzie czwórka graczy walczy z całą armią botów (zapewne liczba graczy razy 3). Można wtedy poćwiczyć komunikację głosową, wstępnie przymierzać się do taktyki. Naturalnie, trudno przenieść nabyte umiejętności na grunt kontraktów, jako że ten ostatni z PvE przeciwko legionowi żołnierzy zmienia się w bardzo taktyczne starcie dwóch oddziałów po 4 zleceniobiorców – czyste PvP.

Na strzelbę z tej odległości nie ma mocnych.



Potyczki są względnie krótkie, gdyż trwają jedynie 5 minut. W tym czasie drużyna atakująca musi poczekać na zlokalizowanie tytułowych zapór ogniowych (zawsze są dwa punkty dostępu), po czym ujawnia się miejsce położenia laptopa, jaki muszą zhakować. Sęk w tym, że drużyna przeciwna naturalnie będzie starać się przeszkadzać na różne sposoby. Można wręcz przyjąć, iż najlepszą obroną jest atak i spróbować nie dopuścić nieprzyjaciela nawet do firewalli. Inną strategią jest z kolei założenie blokad na drzwi, zaminowanie okolicy, albo przyczepienie C4 do drzwi. Przydatne są wówczas też zakłócacze sygnału, które trzeba zniszczyć przed przystąpieniem do hakowania – jest to konieczne nawet w przypadku, gdy obrońcy zostaną wyeliminowani. Naturalnie, można też pomieszać oba podejścia i dzielić się na role szturmowców i kamperów. Wszystkie chwyty dozwolone, byle wykonać misję i zdobyć kryptowalutę oraz doświadczenie za zlecenie (w przypadku przegranej też mamy postępy, ale znacznie słabsze).

Długa lista
Skoro mowa o doświadczeniu i kryptowalucie, zapewne domyślacie się, iż w Firewall: Zero Hour czeka nas pełno rzeczy do odblokowania, a następnie wykupywanie tychże. Względem samych zleceniobiorców, duża część jest dostępna na początku, ale kilku odblokujemy z biegiem postępów w grze. Podobnie zresztą jak rozmaite umiejętności specjalne do wyboru jako druga dla naszych postaci, a także uzbrojenie i wszelkie dodatkowe gadżety (zabójcze takie jak granaty przylepne, ale również taktyczne jak zakłócacze sygnału czy blokady drzwi). Problem polega na tym, iż w paru miejscach twórcy zdecydowali się na dziwne rozwiązania. Możemy wybrać drugą zdolność postaci od 4. poziomu – szkoda tylko, że pierwsza zdolność odblokowana będzie dopiero na poziomie 6... Ponadto te ciekawsze akcesoria są dostępne dopiero po rozegraniu kilkudziesięciu, o ile nie kilkuset (gdyby nam szło bardzo źle) bitew. A i mówię o kontraktach – zarobki przy PvE są znacznie niższe i nie liczą się do wyzwań (zabij 10 wrogów pistoletem i tego typu), toteż lepiej zmuszać się do PvP celem szybszego rozwoju.

Druga broń potrafi uratować życie, gdy nie ma czasu na przeładowanie magazynka.



Broni również jest niemało, a i same giwery możemy modyfikować na różne sposoby – dodatkowe uchwyty, celowniki, magazynki, a także estetyczne jak skórki lub błyskotki. Laserowy wskaźnik poprawi naszą celność, ale będzie zdradzać naszą pozycję przeciwnikowi. Większy magazynek pomieści oczywiście więcej naboi. Uchwyt z kolei może zredukować odrzut. Rodzaje pukawek? Różne pistolety (w tym taki do ratowania kompanów z kilku metrów) jako broń drugorzędna i do wyboru karabiny maszynowe wszelkiej maści, a także strzelby. Jest tego sporo, więc odblokowanie wszystkiego zajmie multum czasu. A jak chcecie platynę, to szykujcie się na wbijanie 100 solowych zwycięstw – radzę łączyć ze sprawdzaniem świeżo zakupionego uzbrojenia. Tradycyjnie, do walki wręcz nasza postać na wyposażeniu posiada nóż – ale by mieć pewność, że będziemy zabijać za jednym zamachem, będzie potrzebna zdolność psychola.

Wspomnę jeszcze o trzech rzeczach. Pierwsza to prośba do twórców – błagam, dodajcie wreszcie przycisk gotowości! Kiedy zbierze się ekipa 4 lub 8 ludzi w zależności od trybu, trzeba czekać pełną minutę na rozpoczęcie meczu. I uwierzcie, minuta potrafi czasem trwać wieczność, zwłaszcza gdy towarzysze nie są skłonni do pogaduszek, albo nie rozumiemy się wzajemnie. Druga to wciąż z rzadka jakieś bugi pokroju zasłonięcia się paska postępu doświadczenia – małe piwo. Po wydanych aktualizacjach nie zdarzyło mi się ponownie zwiesić na koniec walki, więc tutaj luz. Pochwalić natomiast bardzo pragnę tryb wsparcia, kiedy już zostaniemy wyeliminowani. Przełączamy się wowczas pomiędzy kamerami i możemy informować naszych ludzi o tym, co widzimy, nakierowywać ich na cele bądź ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Konieczność wyboru tylko wybranych kamer powoduje, że nie daje to zbyt dużej przewagi, ale skutecznie pozbyto się nudnego czekania, aż starcie dobiegnie końca.

Miny i inne pułapki pozostają aktywne nawet po śmierci.



Kontrakty trzeciego stopnia
Ciepłe słowa kieruję również do części First Contact Entertainment odpowiedzialnej za oprawę graficzną Zero Hour. Może nie jest realistycznie, ale jak na możliwości w przypadku PlayStation VR jest naprawdę nieźle, zwłaszcza z włączonym anti-aliasingiem, dzięki czemu Firewall wygląda wybornie. Gdy zaś gramy z kontrolerem celowniczym, można wręcz się zapomnieć i totalnie zatopić w rozgrywce (na DualShock 4 da się nawet dobrze grać, ale uwierzcie - to nie to samo). W istocie ten tytuł daje graczom to, czego oczekiwano po Bravo Team. W kwestii udźwiekowienia nie ma wiele do powiedzenia. Muzyka w menu jest fajna, w trakcie walki stanowi fajne tło i doskonale buduje napięcie w trakcie ostatnich sekund, gdy wciąż drużyna stara się wykonać cel, a jest blisko. Głosy, zarówno polskie, jak i angielskie, wypadają dobrze, ale ograniczają się tylko do wskazówek i komentarzy odnośnie do kontraktu i sytuacji na polu bitwy. Efekty dźwiękowe stoją z kolei na wysokim poziomie, a dzięki dobremu wykorzystaniu PS VR czujemy się, jakbyśmy naprawdę byli na kontrakcie.

Dobry jak zapowiadano
Z niektórymi tytułami, również w kontekście VR, bywa tak, iż nakręcony hype się nie sprawdza i po premierze ekscytacja gdzieś znika. Firewall: Zero Hour jest jednak tak dobre, jak to chwalą różni ludzie w zwiastunach i wywiadach. Mamy tu do czynienia z wciągającą taktyczną rozgrywką, bez miejsca na nudę, nawet gdy padniemy zaraz na początku potyczki, a graczy z całego świata do bitki nie brakuje (jak chcecie posłuchać języków azjatyckich, pograjcie rano), a ogrom rzeczy do odblokowania i wykupienia przez długi czas nie pozwoli nam zostać milionerami. Jak tylko wyeliminowane zostaną bolączki lobby, pozostałe resztki bugów, nieco dopracowanego unlocki, a także dodane jakieś nowe mapki, gra będzie idealna, a ja z czystym sumieniem będę mógł dać dychę. Ale już teraz polecam nabyć, a potem jeszcze wesprzeć zakupem jakichś unikatowych skórek, farb na twarz czy nowych zleceniobiorców na PSN-ie.

Rozgrzejcie kark - w trybie wsparcia będziecie bardzo obracać głowę.




Grę do recenzji udostępnił wydawca Sony Interactive Entertainment Polska:
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 9 / 10
  • Nowatorstwo: 9 / 10
  • Czas gry: 20h

Najważniejsze cechy: taktyczny gameplay, brak nudy nawet po śmierci, dobra oprawa, pełne serwery; potrzeba kilku usprawni

Plusy

  • wciągająca taktyczna rozgrywka
  • śmierć nie oznacza nudy do końca rundy
  • dobra oprawa audiowizualna
  • dużo osób do gry po necie
  • dużo rzeczy do odblokowania

Minusy

  • lobby potrzebuje usprawnień
  • nieprzemyślane unlocki
  • jeszcze pomniejsze nieliczne bugi
  • przydałaby się jeszcze mapka lub dwie
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Firewall: Zero Hour to jedna z tych gier, które sprawiają, że cieszę się, iż jestem posiadaczem PlayStation VR. I skutecznie też powinien móc sprawić, żebyście i Wy dołączyli do tego grona, o ile jeszcze nie należycie do społeczności PS VR.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?