Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Lunar Stone: Origin of Blood

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 02 czerwiec 2018 05:28
  • Czytano: 651 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Lunar Stone: Origin of Blood (PlayStation 4)

Okładka gry Lunar Stone: Origin of Blood
  • Producent: Zenox Studio
  • Wydawca: GQJoy / Gamepoch
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: akcji, fantasy, FPP, rzeczywistość wirtualna, strzelanki, wampiry
  • Premiera: 12 grudzień 2017 r.
  • Premiera PL: 21 marzec 2018 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 49.00 zł
  • Nasza ocena

    4.5

  • Twoja ocena

    4 / 10

    Średnia: 4 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4, PlayStation Network, PlayStation Camera i gogle PlayStation VR, 2x kontroler ruchu PS Move, 4,39 GB HDD

Na ogół gry tworzone z myślą o rzeczywistości wirtualnej nie są długie, bo raz, że trzeba inaczej je projektować, a dwa, że wziąć pod uwagę ewentualne ryzyko nudności u graczy. Ale gdy recenzja jest dłuższa od gry, to jest już przesada.

Polowanie na wampira
Ting to postać, którą kierujemy, a towarzyszą nam dwie dziewczyny, Mika i Melanie. Razem staramy się odnaleźć trzy kamienie mocy, co pozwoli pokonać wrogiego nam wampira. I mógłbym napisać coś więcej o fabule, gdyby nie fakt, że już opisałem prawie całą grę. Co więcej, zdobycie wszystkich możliwych trofeów w grze, w tym tych opcjonalnych, zajęło mi mniej niż pół godziny. W rzeczy samej, pisanie tej recenzji zajmie mi znacznie więcej czasu, niż spędziłem z Lunar Stone: Origin of Blood.

Kusze bardzo dobrze sprawdziły się w tej potyczce.



Zalążki dobrych pomysłów
Gra składa się z 5 etapów, gdzie 2 to wprowadzenie i interludium fabularne (zawierające literówki w gratisie), a 3 opierają się na walce. W trakcie dwóch możemy się co najwyżej poruszać po pomieszczeniu za pomocą teleportacji typowej dla gier VR. Jest to dość zbędny dodatek i obszedłbym się bez niego, zwłaszcza że nie dostrzegłem żadnej opcji, żeby obrócić postać. Walka z kolei opiera się na krótkim, maksymalnie dwuminutowym odpieraniu ataków pomniejszych sługusów, po czym przechodzimy do walki z bossem. Jest dość chaotycznie, toteż na początku zalecam niski poziom trudności, by złapać, o co chodzi, bo samouczków tutaj nie ma, a wizualizacja obrażeń zasłania niemałą część widoku. Przeciwnicy atakują z bliska bądź z dystansu, po czym zmagamy się z bossem.

Może na nich da się skupić na dłużej – strzelamy albo do nich, albo w ich czułe punkty, a jednocześnie staramy się unikać ataków. Zdarza się, że szef pochwyci nas i będziemy przez moment zmuszeni do bliskiego spotkania trzeciego stopnia. Inny zaś tworzy swoje kopie i trzeba jednocześnie starać się celować ze strategią obrony w odpowiedni moment. I właśnie podobał mi się ten sposób na anulowanie obrażeń – tuż przed trafieniem należy wykonać szybki ruch głową w lewo lub prawo, co zostanie potwierdzone smugami imitującymi prędkość. Dzięki temu walka była cały czas interesująca, choć trwała jedynie chwilę. Po ukończeniu kampanii odblokowują się kolejne dwa zestawy broni, jakich możemy użyć w trybie walk z bossami – nie różni się on zbytnio od głównej kampanii, gdyż pomniejszy pomiot wybija się w ciągu minuty lub dwóch.

System uników akurat mi się tutaj podobał.



Początkowy zestaw broni to miecz umiejący przywołać ognistego ptaka oraz pistolet zdolny również do szybkiego strzału na wzór karabinu maszynowego – przeładowywany zwinnym ruchem ręki. Dodatkowe bronie to duet kusz lodowej i ognistej, a także duet rękawic miotających pociski mocy – im dłużej załadujemy moc, tym większe kule wystrzelimy, acz ciężko się z nich celowało. Zawartości jest tutaj jak na lekarstwo, aczkolwiek w głównym menu da się dojrzeć, że coś dopiero zostanie udostępnione. Jednak na dzień dzisiejszy jest tego stanowczo za mało.

Mroczne czasy
Lunar Stone: Origin of Blood ma dość mroczną stylistykę ze względu na obraną tematykę – walka z wampirem. Nie ma tutaj brokatu, choć twórcy poskąpili towarzyszkom nieco ubioru. Modele są nawet ładne, chociaż animacje skrajnie koślawe. Efekty są poprawne, otoczenie nawet ciekawie zaprojektowane, ciekawe konstrukcje broni. Szału nie ma, ale spokojnie da się żyć. Kwestia audio to dość zabawna rzecz, gdyż dubbing jest koślawy i wypowiedziany z angielskim zdanym co najwyżej na trójkę w gimnazjum. Muzyka w trakcie walki z bossem jest niezła, aczkolwiek dość powtarzalna. Odgłosy wystrzałów czy potworów za to brzmią niczego sobie.

Boss ten może i nie jest duży, ale potrafi dowalić.



Na chwilkę przerwy
Średnia jakość tego tytułu nawet by tak mi nie przeszkadzała, gdyby nie fakt, że cena jest tak wysoka w stosunku do zawartości. 49 złotych za niecałe 30 minut gry to rozbój w biały dzień. Jak będzie porządna przecena, że Lunar Stone da się wyhaczyć za ćwierć żądanej ceny, jak najbardziej można się skusić. Póki co jednak omijałbym ten tytuł szerokim łukiem, a przynajmniej do czasu, kiedy nie wyjdzie aktualizacja dodająca do Origin of Blood nową zawartość zapowiedzianą w głównym menu.


Grę do recenzji udostępnił wydawca Gamepoch:
  • Grafika: 6 / 10
  • Dźwięk: 6 / 10
  • Grywalność: 5 / 10
  • Żywotność: 1 / 10
  • Nowatorstwo: 6 / 10
  • Fabuła: 4 / 10
  • Czas gry: 1h

Najważniejsze cechy: system uników, bossowie i bronie; tragicznie krótka i za droga

Plusy

  • system uników
  • poprawna oprawa
  • projekty broni

Minusy

  • krytycznie krótka – 30 minut to max!
  • w związku z tym – wysoka cena
  • fabuła po łebkach
  • literówki
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Ja rozumiem krótkie gry, bo już recenzowałem takie trwające mniej niż kwadrans. Ale przynajmniej ich cena oscylowała w okolicach jednej dychy w przeciwieństwie do Lunar Stone: Origin of Blood.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?