Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Hidden Dragon: Legend

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 27 kwiecień 2018 02:16
  • Czytano: 152 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Hidden Dragon: Legend (PlayStation 4)

Okładka gry Hidden Dragon: Legend
  • Producent: MegaFun Games
  • Wydawca: Oasis Games
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: akcji, bijatyki, fantasy, hack & slash, platformówki
  • Premiera: 19 wrzesień 2017 r.
  • Premiera PL: 19 wrzesień 2017 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 71.00 zł
  • Nasza ocena

    6.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4, PlayStation Network

Wiecie, jak to jest, kiedy ma się w ręku piękny diament, ale przez brak szlifów może być co najwyżej ładny, i to jedynie dla niektórych? Dość podobnie jest tutaj. Fani gier akcji, w tym tych bardziej wymagających, będą czerpali radość garściami. Pozostałym ciężko polecić choćby lekturę tego artykułu, acz promocje potrafią zrobić swoje. Oto recenzja tej gry.

Niemal spodziewałem się takiej sceny.



Kino klasy B
Lu budzi się bez pamięci w nieznanym pomieszczeniu, dookoła widzi zniszczenie i pełno ludzkich zwłok. Mało tego, wkrótce po wydostaniu się z budynku zostaje zaatakowany, ale drzemie w nim nieokreślona dziwna moc, dzięki czemu potrafi wydobyć z siebie w chwilach potrzeby nadludzką siłę. Wreszcie natrafia na ślady tajemniczej organizacji odpowiedzialnej za to wszystko i znacznie więcej. Ogarnięty żądzą zemsty rusza na poszukiwanie osób związanych z tym sekretnym ugrupowaniem i poprzysięga wyeliminowanie wszystkich włącznie z wielkim mistrzem.

Jak widać, fabuła najwyższych lotów nie jest i do końca gry trzyma mniej więcej taki sam poziom. Zdarzy się, że gdzieś spróbuje nas czymś zaskoczyć, ale do tego czasu zapewne nie będziemy dbać o to, co się dzieje w historii. Tym bardziej że zarówno cut-scenki, jak i dialogi prezentują mieszaną jakość, a ponadto dubbing pozostawia wiele do życzenia. Aktor odpowiadający za głównego protagonistę to takie drewno, iż nawet chyba ja bym to lepiej odegrał. Ogólnie budzi to skojarzenia z, bądź co bądź, sympatycznymi chińskimi filmami klasy B o sztukach walki. Nie mogę też odmówić świetnego klimatu starożytnych Chin, co w połączeniu z takim mocnym podszyciem klasyki kina kung-fu daje względnie przyjemną mieszankę. Ale to tak jak wspominałem na początku – to trzeba lubić, w przeciwnym razie Hidden Dragon: Legend po prostu nie podejdzie.

Zielony w tym przypadku niezbyt uspokaja.



Ukryty smok
Wejście smoka to to nie jest, ale łeb z pieczary mocno wychyla. Produkcja ta charakteryzuje się ciekawym systemem walki, aczkolwiek nie w pełni wykorzystanym. Bohater wyprowadza cięcia, pchnięcia i uderzenia na podstawie sekwencji ataków lekkich i potężnych z dodatkowym wychylaniem gałki w daną stronę. Poza tym Lu korzysta także ze zdolności, zbiera coraz to nowsze bronie i sutry. Ale po kolei. Z każdego pokonanego przeciwnika wypadają czerwone kryształy służące za walutę w Hidden Dragon: Legend. Możemy za to kupić ulepszenia aktualnych kombosów bądź nauczyć się zupełnie nowych ruchów. Żeby aktywować sutrę – coś w rodzaju pasywnego bonusu – trzeba wpierw ją skompletować ze zwojów rozsianych po skrzyniach każdego z poziomów. Każdą sutrę można rozwinąć o 15 poziomów, a na końcu dokonać przełomu, co aktywuje nam dodatkowy bonus, na przykład zwiększone obrażenia, kiedy mamy niski poziom życia. Jak można się domyślić, każdy kolejny poziom kosztuje coraz więcej, więc niełatwo jest czasem zdecydować, w co zainwestować zdobytą mamonę.

Eksplorując, możemy się również natknąć na cenne artefakty uzupełniające nieco historię lub lore i dające dodatkowo bonus w postaci pieniędzy. To jednak nie wystarcza, kiedy idzie nam nie najlepiej, jako że koszt zakupu mikstur leczących rośnie w miarę kupowania nowych. Od czasu do czasu odszukamy je w skrzyniach, a maksymalnie możemy nosić ich 10, więc jeśli idzie nam dobrze, zamiast mikstur ze skrzyń będziemy dostawać walutę. To jednakowoż dziwna decyzja, by karać gracza za nie najlepsze wyniki – zwykle w grach bywało odwrotnie, wrogowie mieli lepsze uzbrojenie i tak dalej, jeśli szło nam za dobrze. Myślę, że koszt mikstur powinien się po prostu nie zmieniać.

Ciasne i niskie pomieszczenia ograniczają pole manewru.



Bronie (w postaci mieczy i sztyletów do rzucania) są już darmowe, ale wymagają skrupulatnego przeszukiwania odwiedzanych lokacji, albo cierpliwości w postaci doczekania się lepszego orężu w wyniku rozwoju historii. Znacznie większe korzyści jednak przychodzą z opanowania dość złożonego systemu walki. O ile na początku przeciwnicy są dość przewidywalni, jeśli chodzi o ich ofensywne ruchy (ataki poprzedzone animacją zamachu), tak potem pomimo kolorowych poświat (złota to defensywna postawa bardzo trudna do przełamania, czerwony to atak nie do powstrzymania, chyba że poprzez zabicie przeciwnika) robi się ciężko. Część wrogów będzie korzystać z bardzo zwinnych natarć, inni zaś będą na ułamek sekundy znikać, by wyprowadzić cios z innego miejsca. Tutaj w sukurs przychodzi nam stamina i uniki. Możemy bowiem do kilku razy z rzędu dokonać uniku, pozwalającego uchronić się przed obrażeniami, jak również pojawić się w dogodnej pozycji do kontry (za plecami nieprzyjaciela). Naturalnie nie jest to takie proste, jak się może wydawać, gdy walczymy jednocześnie z kilkoma różnego rodzaju oponentami, gdzie każdy korzysta z jakiegoś innego stylu walki, ale od czego są mikstury i szlifowanie umiejętności. Przydatny jeszcze jest w późniejszym etapie gry szpon do chwytania się elementów otoczenia, a także wrogów, w tym powietrznych. Bossowie potrafią dać w kość, ale głównie do momentu, aż wynajdziemy ich słabe punkty – potem walki stają się już dość proste ze względu na bardzo rzadkie występowanie obstawy.

Biegniemy po crocsy.



Choć walka jest bardzo satysfakcjonująca, szczególnie gdy pokonamy jakąś hordę przeciwników z minimalnymi obrażeniami, Hidden Dragon: Legend nie tylko nią stoi. I nie chodzi mi o QTE (których kilka jest), ale o zręcznościowe elementy platformowe – jak na produkcję utrzymaną w 2,5D, nie mogło ich zabraknąć. Znalazło się więc miejsce na liczne obskakiwanie wąskich kładek czy dryfujących skrzyniach, przemykanie po kruchych powierzchniach, huśtanie się na naszym szponie, pływanie z prądem i pod prąd, a także szybka ucieczka przed armią małych kukiełkowych pająków pożerających wszystko na swej drodze. O ile podczas walk to nie daje się we znaki, tak w trakcie tych momentów wymagających czasem sporej precyzji (zwłaszcza gdy chodzi o dotarcie do trudno dostępnej skrzyni zawierającej drogocenny, acz opcjonalny przedmiot) wychodzi na jaw, że sterowanie potrafi nieco zlagować, a nasza postać odpowiedzieć ruchem na kliknięcie z minimalnym opóźnieniem, co sprawia, że lądujemy w przepaści i musimy rozpocząć od punktu kontrolnego. Tyle dobrze, że te są rozstawione dość gęsto, więc raczej nie będzie wielkich strat, ale gra w tym względzie doskonała bynajmniej nie jest.

Mieszane uczucia
Jak już wspominałem przy okazji opisywania fabuły, Hidden Dragon: Legend serwuje nam coś w rodzaju klasyki chińskiego kina klasy B. Mamy tutaj niepowtarzalny klimat wytworzony za pomocą ładnie skrojonych lokacji pieczołowicie odtwarzających architekturę znaną nam ze zdjęć i filmów o Państwie Środka. W spokojniejszych momentach (zwykle poza walką) dostrzeżemy jednak bez problemu, że animacje postaci nie należą do pierwszej klasy, a poza tym tu i ówdzie trafią się leniwie opracowane partie lokacji. Nie wpływa to jednak zbytnio negatywnie na odbiór całości. Osobiście nawet polubiłem oprawę graficzną Hidden Dragon: Legend.

Widokom nie można odmówić powabu.



Równie mieszane uczucia budzi udźwiękowienie. Efekty specjalne, dźwięki jakby z niskiej jakości kompresji, no i ten drewniany dubbing stoją w opozycji do bardzo dobrego soundtracku, potęgującego doskonale klimat starożytnych Chin. Muzyka do tego stopnia przypadła mi do gustu, że zamierzam kupić dodatkową kopię gry na platformie Steam, ponieważ dodano niedawno DLC z soundtrackiem, i to za darmo! Dla fanów dalekowschodnich brzmień będzie to nie lada gratka.

Rozkręcają się
Chińczycy może nie mają jeszcze na koncie wielkich hitów, ale to nie znaczy, że ich produkcje nie są godne uwagi. Tak właśnie jest z Hidden Dragon: Legend – fani niełatwych gier akcji z niezłymi efektami wizualnymi i świetną muzyką powinni być zadowoleni. Jeśli dodatkowo lubisz lekką kiczowatość i nie przeszkadza Ci aktorstwo na poziomie rybek akwarium, Hidden Dragon: Legend możesz brać w ciemno. W przeciwnym wypadku poczekajcie na solidną obniżkę.

Specjalne ataki również prezentują się okazale.




Grę do recenzji udostępnił wydawca Oasis Games:
  • Grafika: 7 / 10
  • Dźwięk: 7 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 6 / 10
  • Fabuła: 5 / 10
  • Czas gry: 5h

Najważniejsze cechy: niezła oprawa, dobra walka, klimat Chin i filmów akcji klasy B; drewniany dubbing, typowa fabuła, ja

Plusy

  • ładne animacje ataków i krajobrazy
  • świetny soundtrack
  • satysfakcjonująca walka
  • klimat starożytnych Chin
  • klimat filmów kung-fu...

Minusy

  • ... okupiony drewnianym dubbingiem i oklepaną fabułą
  • niedopracowana ekonomia (karanie za gorsze wyniki)
  • jakość efektów dźwiękowych
  • czasami koślawe sterowanie
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

W Hidden Dragon: Legend polubiłem przede wszystkim animacje walki, widoki, no i przede wszystkim soundtrack. Ale nieraz przyszło mi zgrzytać zębami na niedoróbki.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?