Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 4» Dino Frontier

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 23 wrzesień 2017 04:51
  • Czytano: 195 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Dino Frontier (PlayStation 4)

Okładka gry Dino Frontier
  • Producent: Uber Entertainment
  • Wydawca: Uber Entertainment
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: indie, RTS, rzeczywistość wirtualna, strategiczne, symulacje
  • Premiera: 1 sierpień 2017 r.
  • Premiera PL: 1 sierpień 2017 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 149.00 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 4, PlayStation Network, PlayStation Camera i gogle PlayStation VR, 2x kontroler ruchu PS Move

Jeśli mało było Wam strategii na PlayStation VR, nowy tytuł od ekipy Uber Entertainment powinien złagodzić Wasz głód. Przynajmniej częściowo, bo gra ta nie starcza na zbyt długo i jest łatwa, choć sprawia dużo frajdy. Recenzja Dino Frontier.

Niekiedy trzeba osobiście popracować. Zwłaszcza na własnym poletku.



Wielki burmistrz
W Dino Frontier wcielamy się w wielkiego burmistrza – dość dosłownie wielkiego. Górujemy bowiem nad naszą osadą i krainą, gdzie ta się znajduje. Możemy dowolnie manipulować ludnością i udomowioną fauną, a także brać bezpośredni udział w wielu aktywnościach osadników. Można nimi rzucać, by szybciej znaleźli się u celu, kazać im robić coś innego niż sami sobie wybrali, albo wymusić na nich wypoczynek na zapas. Jest to szczególnie przydatne, kiedy chcemy przyspieszyć produkcję surowców, zregenerować siły przed wyprawą do kopalni, uchronić przed zbyt potężnymi dinozaurami, albo szybko ustanowić linię obrony, kiedy bandyci chcą okraść naszą wioskę.

Wyjątkiem jest taki mały wewnętrzny tryb zen, gdzie na spokojnie możemy siać ziarno wedle potrzeb, postawić dynamit, a za kilka minut wrócić i zebrać plony, gruz, złoto i jeszcze raz podpalić lont. Jest to o tyle kluczowa część, że przy słabym wyszkoleniu ekipy stanowi główne źródło kamienia i złota. Dla odważnych pozostają wyprawy do rzeczonej kopalni, gdzie na zmianę farmimy golda oraz bronimy się przed kolejnymi falami wrogów, a także marnujemy świeżo zebrane surowce na fortyfikacje. Ale inwestycja się potem spłaca z nawiązką.

A teraz się całujcie!



Czy mamy tu jakąś fabułę? Coś tam jest i narrator przytacza, jak to poprzedni burmistrz nie był taki fajny, jak my teraz. Generalnie głos ten będzie nas prowadził aż do końca gry – niemal można powiedzieć, że cała kampania to taki długi tutorial, gdzie możemy sami wybierać lokalizację budynków i bezpośrednio ingerować w działania na mapie, aczkolwiek z minimalną opieką też by sobie prawdopodobnie dali radę na autopilocie. Tak, gra jest w tym względzie łatwa, a już po około 10 godzinach można wbić platynę. Nie znaczy to jednak, że nie przyjdzie nam poznać okoliczności tego wszystkiego. Narrator poza instrukcjami będzie co jakiś czas przytaczać różne fakty, a też przyjdzie nam posłuchać rozmów i piosenek dwóch osadników przy ekranach wczytywania. Wszystko jest okraszone sporą ilością subtelnego humoru, tak więc przy dobrej znajomości angielskiego nieraz przyjdzie Wam się uśmiechnąć.

Kazał pan, nie musiał sam
Moja początkowa reakcja na to, co zobaczyłem na zwiastunach to była uniesiona brew i wykrzywiony grymas zdziwienia. Ale Dino Frontier bardzo zgrabnie łączy motyw dinozaurów i Dzikiego Zachodu. Przede wszystkim obrana stylistyka kreskówkowa sprawia, że zarówno powaga Dzikiego Zachodu, jak i majestat dinozaurów zostaje zredukowany oraz sprowadzony do wspólnego mianownika. Dinozaury to dzikie bestie, ale narrator kolejno będzie kazać nam wystawiać przynęty na kolejne stworzenia, po czym będziemy musieli je osłabić, schwytać, a następnie oswoić na specjalnej arenie. Ujarzmiony i osiodłany dinozaur będzie nam pomagać przy rozwoju osady. Co więcej, mieszkańcy mogą od tej pory dosiadać prehistoryczne zwierzęta niczym wierzchowce i z ich grzbietu wypalać ze strzelb i rewolwerów do wrogo nastawionych istot.

Jest saloon, jest impreza.



Roboty na początku jest niemało i nie ma lekko, kiedy do tego dochodzi T-Rex w okolicy i bandycki nocny rajd na nasze zapasy. Zbierać przyjdzie nam drewno, kamienie, złoto, a także pożywienie zdobywane zarówno z krzaków owocowych, jak i za unicestwienie dinozaura i zebranie mięsa ze zdobyczy na czas. Ścięte drzewa i ogołocone krzaki łatwo przywrócić do stanu oryginalnego za pomocą ogromnej konewki, jaką podlewamy wybrane miejsca. Kiedy pada deszcz, albo mamy w swoim inwentarzu konkretnego dinozaura, robota wykonuje się sama, chociaż oczywiście nie tak sprawnie niż gdy Pan się za to weźmie osobiście. Inne gatunki pomagają zbierać drewno, składają jaja jako dodatkowe pożywienie, albo patrolują okolicę. Naturalnie, później w grze bandyci przychodzą większą zgrają, zaś T-Reksy stają się dziwnie wszędobylskie, ale mieszkańcy do tego czasu będą zapewne tak dobrze wyszkoleni i wyposażeni, że raczej nie ma się czego obawiać.

Ogólnie to warstwa strategiczna tutaj jest względnie mała z powodu niskiego poziomu trudności. Mamy tu wiele świetnych elementów, ale wyzwanie dość znikome, chyba że nader prędko uwidzi nam się walczyć z przywódcą bandytów. Co więcej, po przejściu kampanii możemy... co najwyżej odpalić kampanię ponownie – brakuje tutaj jakichś pojedynczych scenariuszy, które sprawdziłyby nasze umiejętności, dając nam bardziej popalić. Przydałby się też jakiś generator losowych map i scenariuszy na podstawie wybranych przez nas ustawień. Dino Frontier bowiem błyszczy pomysłami, ale nie przykuje Was na długo, a co za tym idzie – nie uzasadnia zbyt dobrze swojej niezbyt niskiej ceny: 149 złotych, kiedy nie ma promocji.

Nie wiem, na ile to realistyczne, ale na pewno pomocne w grze.



O tyle szkoda, że jest to tytuł naprawdę dobrze zaprojektowany pod względem wykorzystania technologii wirtualnej rzeczywistości. Zarządzanie wioską za pomocą ruchów kontrolerami PS Move i ogarnianie sytuacji przy PS VR jest niezwykle intuicyjne i tutaj wielkie brawa dla Uber Entertainment. Ryzyko nudności jest minimalne, ale i tak w razie czego możemy włączyć siatkę, żeby oko miało się na czym zatrzymać, gdy przemieszczamy się, albo obracamy – zwłaszcza przy większym zbliżeniu. Gdy chcemy poznać szczegóły zwierzyny bądź człowieka, wystarczy go złapać, po czym obrócić rękę do góry dłonią i już widzimy wszystkie statystyki i potrzebne informacje. Niezbędne narzędzia i opcje mamy w interfejsie w rogach ekranu, dzięki czemu nie przeszkadza w przyglądaniu się sytuacji, a ponadto nasze zasoby i postęp są dostępne na zegarku. Zmyślne i skuteczne, a ponadto zrealizowane bezbłędnie – nie miałem do czynienia z żadnymi bugami ani problemem w sterowaniu.

Dino Zachód
Jak wspominałem, autorzy postawili na oprawę kreskówkową, co pozwoliło na ustępstwa w kwestii liczby wielokątów czy rozdzielczości tekstur. To nie oznacza jednak, że graficznie Dino Frontier jest ubogie – Uber Entertainment zadbało o nawet drobne szczegóły. Możemy obserwować osadę i okolicę z bardzo daleka, bądź zbliżyć się na tyle, iż nasze ręce będą niemal tego samego rozmiaru, co naszych osadników. Możemy wtedy dokładnie przyjrzeć się temu, co i jak robią mieszkańcy. Twórcy nie skąpili rozmaitych animacji na najprzeróżniejsze okazje. Miło zawiesza się oko nie tylko na dinozaurze zjadającym człowieka, ale także na to, jak nasi trenują czy relaksują się. Ponadto trzeba zaznaczyć, że praktycznie nie dostrzegłem żadnych ząbków, a grałem na zwykłej PS4, nie PS4 Pro – jednak można wygładzić krawędzie bez pomocy mocniejszego sprzętu.

Wydobycie złota to jednocześnie taki malutki tower defense.



Udźwiękowienie to kolejny mocny atut w rękawie Dino Frontier. Soundtrack doskonale jest dopasowany, narrator opowiada wszystko tak, że niemal widzimy barmana w saloonie. Odgłosy to prawdziwy majstersztyk, ryki stworzeń, odgłos deszczu, ognia czy wiatru, albo wystrzały broni brzmią tak realistycznie, że trudno to opisać słowami. Do tego dochodzą przeróżne piosnki z ekranów wczytywania, gdzie naprawdę każdej słuchałem do końca zamiast klikać, by grać dalej. Miód dla uszu – w tym pozytywnym metaforycznym sensie oczywiście.

Krótka wyprawa
Dino Frontier to kupa frajdy przy niskim poziomie trudności i podwalinach pod świetną strategię, gdzie potencjał drzemie wielki, ale czeka na porządną aktualizację. Póki co szukający taktycznych wyzwań powinni raczej sprawdzić Tethered. Cena jest dość wysoka w stosunku do długości kampanii, ale jeśli wyjdzie jakiś porządny update bądź pojawi się promocja, polecam brać bez zastanowienia.

Dinozaury mogą nawet atakować AoE-kami.




Grę do recenzji udostępnił producent i wydawca Uber Entertainment:
  • Grafika: 8 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 5 / 10
  • Nowatorstwo: 8 / 10
  • Fabuła: 6 / 10
  • Czas gry: 10h

Najważniejsze cechy: frajda, oprawa, humor; dość krótka, droga, za łatwa

Plusy

  • zaskakująco zgrabne połączenie
  • klimat Dzikiego Zachodu
  • oprawa audiowizualna
  • humor

Minusy

  • długość (tylko 1 mapa główna)
  • nierozwinięte pomysły
  • cena
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Przy Dino Frontier będą bawić się świetnie krótkodystansowcy. Preferujący dłuższe romanse z pojedynczym tytułem niech poczekają na obniżkę ceny i/lub aktualizację dodającą nowe mapy i/lub tryby.

Komentarze (1)

  • Avatar użytkownika Bodzio_Gracz
    #1 | Bodzio_Gracz mówi:30 wrzesień 2017

    Coraz to większa różnorodność ciekawych i rozmaitych tytułów się dla nas graczy pojawia. Tak nawiasem mówiąc będzie trzeba dobudować powoli kolejny pokój chyba i dokupić więcej mebelków, by kolekcja gier miała gdzie wejść Wink Dobra recka Smile