Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 3» Tales of Xillia

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 06 listopad 2015 15:19
  • Czytano: 2,177 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Tales of Xillia (PlayStation 3)

Okładka gry Tales of Xillia
  • Producent: Namco Tales Studio
  • Wydawca: Namco Bandai Games
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Gatunek: RPG, zręcznościowe
  • Premiera: 8 wrzesień 2011 r.
  • Premiera PL: 9 sierpień 2013 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 239.90 zł
  • Nasza ocena

    9.0

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 4

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

Wymagania: konsola Sony PlayStation 3

Lubię, kiedy wydawca gra w otwarte karty, mówiąc, że zlokalizuje sequel, o ile dobrze sprzeda się część poprzednia. Dzięki tej informacji szybciej nabyłem Tales of Xillia (w skrócie ToX) w ładnej edycji, a przy okazji dołożyłem cegiełkę do zachodniej premiery Tales of Xillia 2. Zespoileruję, że takie recenzje to ja pisać lubię.

Kto nie pokocha Teepo, ten nie ma serca.



Dwie perspektywy
Ekipa Namco Tales Studio nie ryzykowała przy tym tytule. Każdy kto poznał Tales of Vesperia na X360 czy Tales of Graces f dostrzeże ewolucję serii. Można by wręcz powiedzieć, że używa się tutaj pewnych schematów i je zaledwie dostosowuje, lecz w istocie za każdym razem dostajemy coś nowego, wyjątkowego. Tym razem możemy poznać historię z dwóch perspektyw. Wcielamy się albo w studenta medycyny imieniem Jude Mathis, bądź we władczynię duchów, Millę Maxwell. Sam trzon historii oczywiście pozostaje ten sam, aczkolwiek w momentach, kiedy postaci rozdzielają się możemy lepiej poznać motywację i uczucia poszczególnych bohaterów. Ponadto czeka nas parę ekskluzywnych zadań pobocznych dla każdej ze stron i oczywiście obowiązkowo osobne trofeum za ukończenie gry każdym z głównych protagonistów. Mimo to odczuwam, że można było tu dać nieco większy popis. Na pocieszenie drugie przejście można nieco usprawnić za pomocą punktów grade przy wyborze opcji New Game Plus, jakie zdobywamy w tej części serii Tales poprzez odblokowywane tytuły (zjedzenie określonej ilości posiłków, pół godziny linku między postaciami, inwestycja w sklepy, użycie danej umiejętności, znalezienie skarbów - część oznaczona pucharkami daje oczywiście trofea).

Podczas walk dzieje się dużo, ale tutoriale pomogą to ogarnąć.



Niektóre gry choć posiadają świetną warstwę fabularną, potrafią polec na rozwinięciu akcji bądź zakończeniu. Tales of Xillia nie zawodzi pod żadnym kątem i wciąga już od pierwszych sekund gry. Bohaterowie szybko zostają wplątani w niezwykły ciąg wydarzeń, jaki ujawni mrowie kolejnych warstw w miarę podążania naprzód. Czemu podaję mało szczegółów? Bo tutaj każde zdanie będzie niejako spoilerem. W skrócie, ludzie konstruują Lancę Kresnika - niebezpieczną broń, zdolną wywołać spore zniszczenia. Milla wyrusza, by uratować ludzkość, a Jude będzie jej w tym starać się pomóc. Brzmi banalnie, ale zaufajnie, że czeka nas kilkadziesiąt godzin (przy pierwszym podejściu blisko 100) intensywnej historii przewlekanej doskonale tragizmem i humorem, w czym Japończycy zdają się specjalizować. Nie zabraknie setek świetnie napisanych skitów, dzięki którym poznamy lepiej świat gry, postaci, a często też wybuchniemy śmiechem. Wspominałem o tragizmie i nie ma tu przesady. Trup i tym razem ściele się gęsto, część motywów siada na sercu jak ciężki kamulec, a niektóre zwroty akcji wezmą nas z zaskoczenia. Fabuła daje tu naprawdę znamienity pokaz, a to wszystko przy całkowicie liniowej historii.

Na osobny akapit zdecydowanie zasługują projekty postaci. W naszej drużynie prócz Jude’a, nieznającego do końca swojego miejsca w świecie i powołania oraz z pozoru bezdusznej skupionej na celu Milli, znajdą się jeszcze cztery wyjątkowe osobowości. Mamy najemnika Alvina – i więcej nie powiem, bo każde słowo będzie spoilerem. Dość rzec, że jego dołączenie do ekipy jest bardzo fajnie pomyślane. Świetnym dodatkiem jest młoda Elize wraz z jej dziwacznym lewitującym towarzyszem Teepo – gwarantuję, że zechcecie wydać ostatnie zaskórniaki, byleby mieć pluszaka Teepo. W trakcie przygody odwiedzimy rodzinne strony Jude’a i poznamy jego przyjaciółkę z wczesnej młodości, Leię. Narwana, pełna energii, żywiołowa wniesie sporo chaosu do naszej gromadki i humoru do skitów. Nie obędzie się bez starszej osoby dla zrównoważenia wieku w ekipie – kamerdyner z dość osobliwą i tragiczną przeszłością. Twórcy postaci, Kōsuke Fujishima i Mutsumi Inomata pokazali klasę i chętnie poznam każdą produkcję, przy której grzebali. Nie zapomnicie tych postaci przez długi czas.

Jakość graficzna wstawek anime jest bez zarzutu.



Mnożymy możliwości
Tales of Xillia to twór, który daje ogrom możliwości taktycznych i rozwojowych. Poziomy zdobywamy poprzez walki i nabywane po nich doświadczenie. Przy każdym poziomie do dyspozycji mamy kilka punktów atrybutów, a kiedy odpowiednio je połączymy koło siebie, te odblokują nam nowe zdolności pasywne i aktywne. Część z nich jest konieczna, by rozszerzyć Lilium Orby wzmacniające potęgę bohaterów (niejako odpowiednik exspheres z Tales of Symphonia), co umożliwia dalszy rozwój konkretnych atrybutów i nabywanie nowych umiejętności. Naturalnie nie zabraknie usprawniania ekwipunku, dobierania akcesoriów, zbierania geli i innych przedmiotów jednorazowego użytku oraz obowiązkowo w serii gotowania. Dużą rolę pełni też zbieranie zasobów i inwestowanie w poszczególne sklepy, co przyczynia się do dostępności nowych przedmiotów i obniżeniu ceny na już obecnych. Gotowanie sprowadza się do zakupu posiłków różnych rozmiarów, dających rozmaite efekty przez pewną liczbę bitew. Jeśli odpowiednio dobierzemy nasze zdolności i skorzystamy z jedzenia, przez całą grę nie będzie ani przez moment potrzebny nam grind, by wymaksować postaci i zmierzyć się z najpotężniejszymi przeciwnikami.

Skoro już o tym mowa, zatrzymam się na moment przy walce. Od już dość długiego czasu walka w serii Tales odbywa się w pełnym trójwymiarze, gdzie poruszamy się po prostej linii w kierunku osoby bądź potwora, jakiego atakujemy lub przed którym uciekamy. Naturalnie, dostępne jest też bieganie dowolne, ale narażamy się wtedy na krytyczne trafienia i ogłuszenie. ToX idzie znów krok dalej i wprowadza łączenie postaci, gdzie zyskujemy wsparcie różnego rodzaju w zależności od tego, z kim aktualnie jesteśmy połączeni. Rzecz jasna, na wsparciu się nie kończy. W grze używamy arte’ów, czyli swoistych zdolności bitewnych, w tym również magicznych. Każde połączenie daje odmienne możliwości i kładzie nacisk na inne wzmocnienia zdolności. Trzeba uważać na ograniczenia. Jeśli za dużo oberwiemy, stracimy przytomność, jeśli za dużo korzystamy z arte’ów, skończą się nam punkty techniczne, a generalnie kolejkowanie wielu akcji pod rząd skutkować będzie koniecznością krótkiego odsapnięcia. Wyzywając, waląc kombosy i dobrze tłucząc wrogów nabijamy też overdrive, dzięki czemu zniesiemy na jakiś czas limit i możemy szaleć.

W tym skicie połączenie nóg wyszło dziwnie.



Rodzajów przeciwników jest całe mnóstwo, choć część to oczywiście inne skiny na tych samych modelach. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności z walki i satysfakcji z wyzwań. Oczywiście najbardziej odbiją się na naszym zapasie leczących itemów walki z bossami i te wymagają dużej dawki taktyki, żeby nie zmarnować wszystkich wspomagaczy. Sytuację możemy ratować sobie strategiami przypisywanymi do postaci sterowanych przez sztuczną inteligencję, podmianą postaci na polu bitwy (w pierwszym szeregu jest jedynie czwórka), albo zapraszając do zabawy znajomych. Tales of Xillia oferuje bowiem lokalną kooperację podczas walki do czterech graczy, co znacznie potrafi ułatwić pokonywanie wszelkich bitewnych przeciwności.

Cuksy dla zmysłów
Ludzie szukający dobrych wrażeń wzrokowych i słuchowych będą mieli powody do radości. Może i tekstury nie są w najwyższej rozdzielczości, ale to można zrzucić na karb przyjętego stylu graficznego ToX. Zresztą o tym wszystkim się zapomina, kiedy spojrzymy na niektóre wspaniałe widoki. Miejsca takie jak Fennmont, Xian Du czy Nia Khera nieprędko opuszczą pamięć. Jeszcze wspanialej prezentują wstawki anime, ale te zobaczymy jedynie w kluczowych momentach historii. Ładnych efektów specjalnych arte'ów bitewnych i zaklęć nie brakuje, a nasz wzrok raczej się nie znudzi nawet przy pewnym back-trackingu.

Dzięki skitom relacje między postaciami idą poziom wyżej.



Nie gorzej wypada ścieżka dźwiękowa. Muzykę świetnie dopasowano do klimatu, a wiele utworów posiada naprawdę dobrze napisaną melodię. Wystarczającą rekomendacją niech będzie fakt, że jednego dnia potrafiłem złapać się na nuceniu kilku kompozycji z recenzowanej gry. Również angielski dubbing wypada bardzo dobrze, aktorzy odgrywają należycie swoje role, a kilka głosów dopasowano chyba nawet lepiej niż w oryginale. Niestety fani oryginalnego dubbingu tym razem muszą zadowolić się językiem angielskim albo skusić się na import wersji japońskiej.

Dla nowicjuszy i weteranów serii
Tales of Xillia stanowi świetny tytuł zarówno dla tych, którzy znają serię od podszewki, jak i dla tych, którzy zastanawiają się, czy dać Talesom szansę, czy ograć kolejnego Finala. Mamy tu wyborną fabułę, oryginalne postaci, miłą dla oka i ucha oprawę, dynamiczną walkę, lokalną kooperację, a tego wszystkiego starczy przy pierwszym podejściu na blisko sto godzin. Czego chcieć więcej? Aktualnie Tales of Xillia chodzi po takich cenach, że czekanie na większe obniżki byłoby grzechem. Brać, grać i cieszyć się, że ostatnio wszystkie części serii Tales trafiają na zachód.

Prędko nie zapomnicie tej lokacji.

  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 9 / 10
  • Nowatorstwo: 8 / 10
  • Fabuła: 9 / 10
  • Czas gry: 90h

Najważniejsze cechy: świetna fabuła, wyborna oprawa i walka, brak japońskich głosów

Plusy

  • świetna historia i postaci
  • oprawa audiowizualna
  • dynamiczna walka
  • możliwość lokalnej kooperacji
  • przyzwoita długość

Minusy

  • brak japońskiego dubbingu
  • trochę małe różnice perspektyw
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Mam wrażenie, że zakochanie się w serii Tales było jedną z najlepszych rzeczy, jakie mi jako graczowi się przytrafiły. Cenega, dzięki za Tales of Symphonia Chronicles, bez tego nie wiem, czy i kiedy to uczucie by zakiełkowało.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?