Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 3» Tales of Symphonia Chronicles

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 14 czerwiec 2014 23:03
  • Czytano: 1,287 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Tales of Symphonia Chronicles (PlayStation 3)

Okładka gry Tales of Symphonia Chronicles
  • Producent: Bandai Namco
  • Wydawca: Bandai Namco Games
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Gatunek: fantasy, RPG
  • Premiera: 10 październik 2013 r.
  • Premiera PL: 28 luty 2014 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: BD
  • Cena: 159.90 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 3

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 3

Choć następna generacja konsol panoszy się w najlepsze, poprzednia wciąż otrzymuje swoje tytuły na wyłączność. Na pewno niejeden fan serii Tales uśmiechnął się na wieść o odświeżeniu dwóch gier połączonych fabularnie, lecz rozłączonych konsolami (exclusive’y kolejno GameCube i Wii). Recenzja pokaże, że co najmniej warto się zainteresować.

DotNW - Czytaj całą recenzję, albo Cię dziabnę!



Zastanawiałem się, czy napisać recenzję pakietu, czy może obu gier osobno (bo są do nabycia też pojedynczo, aczkolwiek w tej opcji jedynie cyfrowo), w końcu postanowiłem zrobić i tak, i tak – jak wydawca zresztą w kwestii rodzaju dystrybucji. W tym tekście więc będę trochę mieszać, komu się nie spodoba, niech zaczeka na późniejsze teksty rozdzielone.

Więc chodź, zregeneruj mój świat
Nie powiem, Tales of Symphonia rozpoczyna się tak banalnie, że aż zebrała mi się gula w gardle. Colette, dziewczyna z linii Wybranych dostaje przepowiednię, że zregeneruje świat – zbiera się ekipa (w tym postać główna, Lloyd) i rusza w podróż, by ocalić ich ziemię przed utraceniem resztek many. No nic, pomyślałem, jaka grafika, taka fabuła najwidoczniej. Nie mogłem się bardziej pomylić. Po raz kolejny trafiłem na produkcję dalece bardziej barwną i sprawiającą wrażenie bajki dla dzieci, a atmosferą mroku zjadającą Dragon Age na śniadanie. Na początku tylko przebąkiwano o tym, że poprzednia wyprawa w celu regeneracji świata się nie powiodła. Po kilku godzinach rozpoczął się taki festiwal zwrotów akcji i opadów szczeny, że zęby zbierałem praktycznie w co drugiej cut-scence, i to z obu szczęk. ToS wessało mnie na dobre i nie pozwoliło odpuścić właściwie do samego końca. Smutek, łzy, poczucie bezradności, złamane obietnice – jak zwykle Japończycy pokazali, na co ich stać, a ponadto skutecznie przeplatali przykre wątki umiejętnym poczuciem humoru, zwłaszcza zawartym w relacji członków wyprawy w tzw. skitach będących tradycją w grach serii Tales. Te jawią się jako gadające ruchome portrety, ale twórcy zręcznie wykorzystują mimiki twarzy i animacje tych ramek, by stworzyć dość sugestywne scenki. Również mrowie questów pobocznych przykuwa do konsoli, a część z tych potrafi ciągnąć się niemal całą grę!

ToS - Kiedy ekran ciemnieje, wiesz, że leci potężne zaklęcie.



Nie da się ukryć, że Tales of Symphonia zauroczył mnie bez reszty. Nic dziwnego więc, że natychmiast po zakończeniu pierwszej części chwyciłem za sequel, czyli Tales of Symphonia: Dawn of the New World. Tutaj z kolei zaczyna się dość grubo, bo scenką, gdzie wspaniały protagonista pierwszej części po 2 latach... prowadzi atak na miasto wyrzynając jego mieszkańców jak leci. Naturalnie ciekawość rośnie i szybko przechodzimy do gry. Tutaj niestety jednak tendencja jest spadkowa. Przede wszystkim główny bohater, Emil, jest z początku dość nudny. Dopiero później to nieco się naprawi, ale gra zdąży Was ciut przynudzić do tej pory i to pomimo zabawnych sytuacji, gdzie Marta próbuje go na siłę poderwać. Owszem, znajdzie się kilka zaskakujących motywów, ale nie ma już tego napięcia i takiej wagi działań jak w przypadku części pierwszej. Chyba nie ma się co dziwić, gdyż Tales of Symphonia to gra wpadająca w nurt Mothership Titles – zatem głównych tytułów wchodzących w skład serii, zaś Dawn of the New World, mimo iż stanowi sequel, oznaczony jest jako Escort Title – czyli jakby historia poboczna. Tutaj staramy się zebrać dla Ratatoska – władcy potworów – rdzenie centurionów, dzięki którym można zbalansować przepływ many, inaczej świat może ogarnąć chaos. Nie ukrywam, miło było zobaczyć starych znajomych i znane lokacje na lepszym silniku graficznym, ale wolę jednak potężną fabułę w dziecinnej oprawie.

DotNW - Rysunki dzieci są słodziutkie.



Detail overload (ToS)
Typowego dzisiejszego gracza może przytłoczyć nieco mechanika gry. Prowadzimy wieloosobową drużynę, z czego walczy maksymalnie 4 jednocześnie. Walka odbywa się na trójwymiarowej arenie, gdzie my walczymy w jednej linii skupieni na danym wrogu – można dynamicznie przełączać cele, więc kierunek tej linii oczywiście zmienia się na bieżąco. Można więc wykonywać dość ciekawe kombosy i szybko podłapać system, choć do mistrzowskiej sztuki potrzeba wiele cierpliwości i analizy umiejętności. Te rozwijamy typowo przez zbieranie doświadczenia i korzystanie z danych technik. Wykorzystanie jakiegoś ataku specjalnego 51 razy umożliwi naukę nowej umiejętności poprzez kolejne użycia tego natarcia obliczanego w jakiś sposób przez współczynnik szczęścia postaci. Oczywiście nie mogłoby być zbyt łatwo, więc mamy jeszcze siłę ataku, obronę, zręczność, uniki, inteligencję i kondycję. Na to wszystko wpływa wybór tytułów postaci odblokowywanych przez określone zdarzenia fabularne bądź bitewne, dobór ekwipunku, a także i przede wszystkim klejnoty dające moc – Exspheres. Z nimi związana jest cała masa tajemnic i zwrotów akcji, więc opiszę raczej tylko ich działanie, bo inaczej narobię spoilerów. Mamy 4 poziomy tychże i dwa ich rodzaje: S i T. Różni się to mniej więcej tym, że jedne idą bardziej w technikę (więcej szybszych i słabszych ciosów), drugie w siłę (mniej ciosów, ale za to mocniejszych). Główne odzwierciedlenie ma to w odblokowywanych atakach specjalnych i zaklęciach w przypadku postaci czarujących. Rzecz jasna tutaj też można odpowiednio mieszać Exspheres, co daje rozmaite efekty, złożone umiejętności specjalne... a jakby tego było mało i Wam już głowy pęczniały, to niektóre umiejętności trzeba zapomnieć, by nauczyć się nowych, a część postaci może również łączyć swoje ataki...

ToS - Ta gra nie ma litości, bądźcie na to gotowi.



A i to wciąż nie wszystko, bo można jeszcze naładować pasek ataku synchronizowanego, gdzie dobieramy odpowiednio ataki poszczególnych bohaterów za pomocą skrótów wcześniej przypisanych do ich umiejętności specjalnych. Na nie mamy z kolei 6 skrótów na padzie, które szybko potrafią się wyczerpać, ale można przynajmniej wrzucić tryb auto pozostałym postaciom, by komputer nimi sterował. Naturalnie, możemy im narzucić określone strategie i zachowania, żeby nie wyczerpywały many na byle co, nie biegały jak pokręcone po całym polu walki i tym podobne. Jest jeszcze tryb półautomatyczny, gdzie większość roboty odwalamy my, ale komputer za nas będzie np. korzystał z bloków i przedmiotów. Jeśli zastanawiacie się, czy można wszystkim włączyć tryb auto – tak, można. Jeśli nie chcecie, albo nie umiecie grać w takie gry, a interesuje Was fabuła, zostawcie walkę sztucznej inteligencji – po ustawieniu strategii komputer radzi sobie całkiem sprawnie. W przypadku pojedynków wręcz potrafi wymiatać.

Amount overload (ToS)
Rodzajów przeciwników jest cała masa, aczkolwiek część to jedynie przekolorowane modele słabszych potworów. Sprawdza się to jednak w praniu, bo i tak dość rzadko będziemy trafiać na klony. Walki nie są łatwe, zwłaszcza na początku. Także jak się zapuścimy nie tam, gdzie twórcy przewidywali fabularnie, najprawdopodobniej stracimy wszystkie eliksiry albo będzie nas czekać wczytanie gry. Nie ma żadnego skalowania poziomów, więc czasem dla późniejszej przyjemności gry warto dokonać małego grindu. O ile bowiem potwory potem kosi się dość łatwo, tak bossowie mogą dać w kość bez odpowiedniego przygotowania i maksymalnego objuczenia miksturami. Galda (odpowiednika złota, jak sądzę) również nigdy nie ma za wiele, więc i w tym przypadku przydaje się jakaś taktyka i artefakty zwiększające ilość galda zdobywanego po walce. Ekwipunek należy zmieniać regularnie czy to poprzez kupno, czy to poprzez darmowe ulepszanie przedmiotów. Sęk w tym, że do tego zwykle potrzeba surowców, a te niełatwo zdobyć, więc jak zwykle – coś za coś.

DotNW - A teraz coś Ci wydłubię.



Do tego jeszcze dochodzi gotowanie, które odbywa się po walce – różne potrawy dają różne efekty, różne osoby są dobre w innych daniach, zaś same przepisy zyskujemy przez odnajdowanie legendarnego mistrza kuchni. Świat w grze jest bardzo duży, do zwiedzenia jest kilkadziesiąt lokacji, z czego niektóre będą nas gościć dość długo ze względu na ilość questów do wykonania bądź zagadek logicznych do rozwiązania. W przypadku braku chęci zaglądania w każdy zakamarek można wynająć gildię Katz, którzy za określoną ilość galda zweryfikują, czy czegoś nie przeoczono. Generalnie widać, że twórcy mogli kiedyś pójść w ilość dzięki słabszej grafice. Ogólnie jeśli będziemy chcieć zrobić w miarę jak najwięcej, spokojnie na grę przeznaczymy 100 godzin. Jeżeli zaś liczycie na platynowe trofeum, sama pierwsza część zje Wam pikusiem tyle czasu, co ukończenie całej sagi Baldur's Gate! Jak łatwo się domyślić, łowcy platyny kupując Tales of Symphonia Chronicles będą mieć roboty na jakieś pół tysiąca godzin, jeśli chcą ogarnąć wszystko.

Świt Nowego Świata
Powiem teraz trochę o sequelu. Z góry widać, że jest krótszy, mniej złożony i ogólnie bardziej przystępny dla gracza – zwłaszcza doświadczonego „jedynką”. Ten tytuł da się ukończyć przy robieniu questów pobocznych w jakieś 60h maksymalnie. Oczywiście polowanie na platynę prawdopodobnie zwiększy tę ilość dwukrotnie. Możemy w pełni sterować jedynie dwiema postaciami, nasi starzy znajomi wpadają tylko chwilowo do drużyny, mają z góry ustalony ekwipunek, poziom doświadczenia i skille. Ale nie tylko oni trafią do drużyny – towarzyszyć nam będzie również centurion, który do walki wysyła swoje potworze sługi. Możemy je zjednywać, dawać dodatkowe itemy, poziomować, przypisywać umiejętności, a nawet ewoluować. Jeśli jednak źle nakarmimy stworzenie, albo zbyt wcześnie, cofnie się do poprzedniej formy. Tak, tutaj gotowanie tyczy się jedynie zwierząt i to przy gildii Katz, która również zmieniła nieco formę, dzięki czemu jest teraz jaśniejsza.

DotNW - Prawie jak Fiona ze Shreka.



Nie ma już bawienia się typami rozwoju postaci, Exspheres tylko pojawiają się fabularnie u starych znajomych, my jedynie zdobywamy następne poziomy i kolejne ataki specjalne oraz umiejętności, a następnie je przypisujemy według potrzeb. Ekwipunek wygląda podobnie jak ostatnio, jedynie ulepszanie przedmiotów nieco rozwinięto. Na minus sequelowi idzie to, że nie poruszamy się swobodnie między lokacjami, a jedynie wybieramy, gdzie nasza drużyna ma się udać i tam też dociera niemal bez żadnych problemów (czasem z rzadka pojawią się jakieś spotkania). To smutny krok wstecz, bo ciężko porównać przez to świat przed i po outro z Tales of Symphonia. Na plus z kolei idzie fakt, że twórcy udostępnili więcej zakończeń, zarówno dobrych, jak i złych. Można więc trochę się pobawić i w tę stronę.

Cukierki
Wspominałem o tym, że fabuła – zwłaszcza w części pierwszej – jest o wiele mroczniejsza od grafiki. Jest tak ze względu na to, że z braku możliwości sprzętowych zwrócono się w stronę stylizacji chibi. Gryzie się to strasznie i na początku miałem problemy z przyzwyczajeniem się, choć później jakoś przestało przeszkadzać. W Tales of Symphonia: Dawn of the New World jest już lepiej, postaci są, że tak powiem, normalnego wzrostu, ale i tak jest wszędzie dość kolorowo – z tym, że tym razem fabuła też jest lżejsza. Remake HD udał się, i to bardzo. Nawet przy pierwszej części nie będzie przeszkadzać jakość grafiki, lecz co najwyżej estetyka. Wszystkie efekty zaklęć za to są pięknie odrestaurowane i tu nie ma się, do czego przyczepić. Podobnie jest z Dawn of the New World z tą różnicą, że stylistyka pasuje lepiej. Nie ma opcji, by ktoś nazwał ten remake brzydkim.

ToS - Obie gry zawierają po kilkaset takich skitów.



W kwestii udźwiękowienia jest bardzo dobrze. Owszem, miejscami muzyka psuje klimat wykreowany przez poprzedzającą tragiczną cut-scenkę, aczkolwiek dobrze dopasowana jest do sytuacji. Gratulacje dla wydawcy za możliwość wyboru między oryginalnym japońskim i angielskim dubbingiem. Obie wersje brzmią dobrze, nie miałem jakichś uwag, acz po przyzwyczajeniu się do japońskich głosów ciężko było mi przestawić się na angielskie. Reszta jak w każdej innej dopracowanej grze – nie przeszkadza w żadnym wypadku. Jedyny zarzut mógłbym mieć do soundtracku Tales of Symphonia: Dawn of the New World. W większości jest on remakiem ścieżki oryginalnej, nowe utwory to chyba raptem kilka kompozycji. Owszem, fajnie posłuchać nieco dojrzalszych adaptacji, ale czasem to zbyt mało.

Okazja, jakich mało
Tak się składa, że ukończyć obie gry i napisać recenzję udało mi się dopiero na teraz (to winno dać Wam do myślenia odnośnie czasu, na jaki starczy ten pakiet), kiedy to od 11 czerwca jeszcze przez kilka dni można nabyć w PlayStation Store Tales of Symphonia Chronicles za jedyne 79zł, albo nawet za 71,10zł, jeśli posiadacie aktywny abonament PS Plus. Chcąc ograć tylko główny wątek obu gier te i tak starczą na ponad 100 godzin. Przy maksymalnym nakładzie możecie dojść do kilkuset bez większych oporów. Dla fanów gatunku jRPG pakiet Chronicles jest wręcz zakupem obowiązkowym, zwłaszcza w aktualnej cenie. Nadmienię tylko, że wyznawcy pudełkowych edycji też znajdą coś dla siebie, ale bez opcji osobnego kupna produkcji wchodzących w skład Tales of Symphonia Chronicles.

A jakie są Twoje ulubione Talesy?




Grę do recenzji udostępnił polski dystrybutor Cenega:
  • Grafika: 8 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 10 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 9 / 10
  • Czas gry: 100h

Najważniejsze cechy: wciągająca fabuła, świetna długość gry

Plusy

  • świetna fabuła
  • złożony gameplay
  • starczy na długo
  • oprawa audiowizualna

Minusy

  • stylistyka części pierwszej
  • słabszy sequel w rozgrywce i fabule
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Zbiorcza ocena nie jest blisko szczytu ze względu na słabszy sequel, który ciągnie w dół notę. Dla zainteresowanych poszczególnymi ocenami za jakiś czas będą osobne recenzje. Dość rzec, że ten pakiet sprawił, iż zacząłem kupować pozostałe części tej sporej już serii.

Komentarze (2)

  • Avatar użytkownika JackReno
    #1 | JackReno mówi:19 czerwiec 2014

    Jak będę miał kiedyś sposobność, to z pewnością zainteresuję się tą serią.

  • Avatar użytkownika bart0ssy
    #2 | bart0ssy mówi:15 czerwiec 2014

    Szkoda, że mam uczulenie na jRPG :E