Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 3» Thief

Informacje

  • Autor: Rasgul
  • Dodano: 15 marzec 2014 15:42
  • Czytano: 2,882 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Thief (PlayStation 3)

Okładka gry Thief
  • Producent: Eidos Studios
  • Wydawca: Square-Enix / Eidos
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Gatunek: akcji, fantasy, FPP, skradanki
  • Premiera: 25 luty 2014 r.
  • Premiera PL: 28 luty 2014 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: BD
  • Cena: 239.90 zł
  • Nasza ocena

    6.5

  • Twoja ocena

    7 / 10

    Średnia: 7 / Głosów: 6

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 3

Thief to wieloletni cykl gier traktujących o przygodach Mistrza Złodziejów – Garretta, który zyskał wielu miłośników. Ludzie pokochali go głównie za mroczny klimat, nieliniową strukturę poziomów oraz szeroki wachlarz rozwiązań taktycznych oferowany graczowi. Seria wraca po prawie 10 latach od ukazania się ostatniej odsłony – Deadly Shadows (i lat 16 od ukazania się pierwszej części!), tym razem tworzona pod szyldem Eidos Montreal. Ekipy odpowiedzialnej za udanego Deus Ex: Human Revolution. Czy i tym razem remake serii zasłużył na uznanie wśród branży oraz graczy?

Ciiiii...



Deus Ex: Human Revolution to produkcja, którą zapamiętałem niezwykle ciepło, dlatego ślepo pokładałem nadzieje w ekipie z pięknego, kanadyjskiego miasteczka.Na zwiastunach i gameplayach Thief wyglądał nieziemsko. Chociaż budził kilka kontrowersji rozwiązaniami pozwalającymi mu przystosować się do współczesnego odbiorcy, to i tak wydawał się być lutowym pewniakiem. A przede wszystkim kołem ratunkowym z dołku finansowego, w jakim znajduje się wydawca – Square Enix. Tytuł ten był wielce oczekiwany przez wielu graczy, dlatego temperatura wokół niego gwałtownie wzrastała. Niestety po mojej kilkunastogodzinnej sesji z grą mogę śmiało stwierdzić, że im dalej w las, tym staje się ona coraz gorsza. Chociaż ogólnie moje wrażenie co do niej zostaje raczej pozytywne, to w ustach do dziś czuję gorzki posmak.

Ale po kolei. Nowy „Złodziej” nie jest kontynuacją wątków z poprzednich części. Jest inną, odrębną historią, która praktycznie nie posiada żadnych połączeń z poprzednimi odsłonami. Jedynym elementem wspólnym wydaje się tu być postaćgłównego bohatera, ale to tylko pozór. Bowiem Garrett różni się od złodziejaszka, jakiego znaliśmy dotychczas (również Garretta trzeba dodać). Po prostu łatwiej jest go polubić, ale utożsamianie się z nim przychodzi niezwykle ciężko. Twórcy widocznie chcieli nakreślić, że Garrett to neutralny człowiek, którego obchodzi wyłącznie jego własny biznes. Jednak nieraz nie potrafi się chłodno zachować i przejawia zwykłe, ludzkie zachowania. Aczkolwiek cały czas brakuje mu tego „charakterku”. Tego cynicznego szponu oraz lepiej puentujących dowcipów. Nowy Mistrz Złodziei dziwnie mi nie podpasował. Jest mało wyrazisty i wydaje się być chłopcem na posyłki, ślepo wykonującym rozkazy. Powrót po latach mocno go zmienił z profesjonalnego, neutralnego samotnika na niezdecydowanego w swoich działaniach człowieka od brudnej roboty. Ten złodziej to tak jakby już nie ten sam złodziej.

Garrett nie zna litości. Okrada nawet dom nocnych rozkoszy.



Historia zaczyna się, kiedy Garrett otrzymuje zlecenie kradzieży pewnego mistycznego kamienia. Do pomocy zostaje wysłana mu Erin, przy której boku udaje nam się wślizgnąć do posiadłości Barona (władca Miasta). Jednakże gdyby wszystko poszło gładko, to ciężko byłoby nazwać to dopiero prologiem. W wyniku sporu obu złodziei, Erin wpada w środek rytuału odprawianego na kamieniu. Powoduje to niekontrolowany wybuch magicznej energii, w trakcie której nasza bohaterka ginie, a Garrett zapada w trwającą rok śpiączkę. Kiedy się z niej przebudza, zastaje całe Miasto w pożodze. Na ulicach panuje bowiem dziwna choroba zwana Posępnością. Narasta także napięcie pomiędzy Baronem i jego sługami, a niezadowoloną ludnością. Wszystko to wprowadza chaos, w którym Mistrz Złodziei musi się odnaleźć. Wyjaśnić sobie, co działo się przez ten rok oraz odkryć tajemnicę stojącą za tamtym rytuałem, przy okazji próbując się wzbogacić, jak to na wprawionego złodzieja przystało. Jakość fabuły niestety pozostawia całkiem sporo do życzenia. Po ludziach od genialnego Human Revolution mogłem spodziewać się czegoś więcej. Opowieść fajnie tłumaczy, czemu odwiedzamy dane lokacje, a wątki pojawiające się gdzieś tam w tle potrafią zainteresować. Tylko wszystkiemu brakuje jakiegoś polotu. Po kilku godzinach trafia się całkiem niezły zwrot fabularny, ale poza tym historia rozkręca się jakoś powoli i prowadzona jest strasznie nieciekawie.

To co jednak ratuje Thiefa z dołka to rozgrywka. Gra należy do gatunku skradanek i jest to prawdziwa skradanka z krwi i kości, czego nie mogę powiedzieć o nowym Hitmanie, Dishonored, albo kolejnym Splinter Cellu. Ogólnie sam schemat kolejnych misji polega na tym, żeby dojść z punktu A do punktu B w miarę cicho, przemykając w cieniach pomiędzy strażnikami i przy okazji ukraść, co w rączkach się zmieści. Nie ma tutaj miejsca na otwartą walkę, bowiem za wykrycie przyjdzie nam często przypłacić życiem. Twórcy nie udostępnili nam praktycznie żadnych narzędzi mordu poza ostrzejszymi strzałami łuku. Cień jest tutaj naszym jedynym przyjacielem. Ogólnie same mechaniki skradania oraz poruszania się zostały wykonane co najmniej przyzwoicie. Chowając się w mroku, nie jesteśmy niewidoczni, ponieważ strażnik może nas dosyć łatwo dostrzec z niewielkiej odległości. Tutaj liczy się umiejętność improwizacji. Sterowanie bohaterem jest niesamowicie płynne, co ciężko przechodzi mi przez gardło, kiedy przypominam sobie o poprzednich częściach. Czuć te flow niczym w Mirror’s Edge. Głównie dzięki Ślizgowi, czyli umiejętności pozwalającej na bardzo szybkie przebycie krótkiego dystansu. Idealnie nadaje się ona do błyskawicznego czmychnięcia z jednego cienia do drugiego, albo do niczego nie spodziewającego się strażnika. Wszystko w nowym Thiefie jest po prostu przystępniejsze i przystosowane do współczesnych standardów rozgrywki, co zdecydowanie umila zabawę. Twórcy tchnęli w stare mechaniki nowy żywot, co zdecydowanie doceniłem jako gracz mający styczność z poprzednimi odsłonami. Nie przeszkadzał mi praktycznie Tryb Koncentracji podświetlający wszystkie przedmioty, z którymi można wejść w interakcję. Przy odpowiednim jego rozwinięciu pomaga również przy skradaniu się czy otwieraniu zamków. Nie stanowi on ułatwienia, a raczej jest przydatnym w trakcie zabawy elementem.

Obok Strażnika gaśnie światło. On nie reaguje... SI takie mądre



Całe szczęście przy zmianie zasad gameplayu, nie ucierpiał jeden z najbardziej kluczowych elementów gry – klimat. Przemierzając kolejne zakamarki Miasta, nie uświadczyłem miejsc jaskrawiących się kolorami. Wszystko jest tutaj mroczne, brudne, zimne oraz nieprzyjemne, co zdecydowanie potrafi przygnębić. Widać, że mieszkańcy muszą nienawidzić tego miejsca. Każdy zakamarek przepełniony jest cierpieniem miejscowej ludności, codziennie torturowanej przez straż. Poruszając się po kolejnych dzielnicach, ciężko nie zatrzymać się i nie popatrzeć w akcie litości na skulonych po kątach biedakach chorujących na Posępność. Widać, że ludziom brakuje nadziei, a jedynymi osobami radującymi się z życia, są pozamykani we własnych domach bogacze. Bieganie po takich ciemnych uliczkach sprawiało mi pewną przyjemność. Nie, nie lubię, jak ludziom dzieje się krzywda. Po prostu mój podziw wzbudziła atmosfera rozpościerająca się po Mieście.

Jeżeli do tej pory zastanawialiście się, czemu piszę Miasto z wielkiej litery, licząc na to, że będziecie mi mogli wytknąć literówkę w komentarzach, to muszę Was zawieść. Eidos Montreal w kompletnym braku inspiracji twórczej nazwalimiejsce akcji ThiefaMiastem. Mogli się w tej kwestii bardziej postarać, ale nie można odmówić im jakości estetyki. Całe to miejsce wygląda jak wiktoriańska Anglia ze steampunkowym, a także mistycznym akcentem. Jednym słowem świetnie, ale tym jakże cudownym widokiem nie przyjdzie nam się za bardzo nacieszyć, co postaram się zaraz wytłumaczyć. Od teraz taryfa ulgowa i chwaląca dla „Złodziejaszka” się kończy. Pora wytknąć mu wady, których niestety jest tu całkiem sporo. Może nie są one jakoś specjalnie znaczące, ale sprawiają, że po odłożeniu pudełka z płytą na półkę, wspominamy produkcję jako wysokiej klasy średniaka, aniżeli superhit AAA.

Walka w Thiefie? Radzę jej unikać



O ile samo Miasto wygląda pięknie, o tyle jego wykonanie prosi się o negatywny komentarz. Mamy 2014 rok, niedawno miała miejsce premiera konsol nowej generacji, a nasz nowiusieńki Thief pod względem technicznym i designerskim zatrzymał się gdzieś w 2009. Świat gry podzielony jest na pomniejsze sektory, pomiędzy którymi czekają nas ekrany ładowania. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że te części są niezwykle malutkie. Samo Miasto pełni rolę huba, czyli miejsca, jakie miło jest sobie eksplorować pomiędzy poszczególnymi misjami. Niestety zamknięta struktura skutecznie odpycha nas od takich myśli. Zwykle zadania prowokują nas do przejść pomiędzy różnymi fragmentami, co skutecznie potrafi znużyć i zdenerwować. Zwiedzanie wydaje się być tu elementem przeznaczonym dla masochistów do tego stopnia, że w pewnym etapie gry po prostu przestałem robić jakiekolwiek zadania poboczne. Zwyczajnie nie chciało mi się biegać pół godziny, żeby dobrać się do prawie nic niewartego przedmiotu. To nie jest coś, co wynika z mojego lenistwa. Po prostu takie elementy sztucznie wydłużają czas rozgrywki. A czas ładowania w wersji na PS3 jest bardzo długi. W dodatku przejścia pomiędzy sekcjami mapy są porozmieszczane w idiotycznych miejscach. Nieraz wystarczy, że podejdziemy do bramy i naciśniemy „kwadrat" na padzie, a krótko potem Garrett przeniesie się do odpowiedniego miejsca. Zwykle jednak bywa tak, że przejścia pomiędzy lokacjami nie są gdziekolwiek zaznaczone na mapie i znajdują się np. w środku jakiegoś budynku. Oczywiście żeby się do niego dostać, wpierw trzeba podważyć okno, czego animacja trwa jakąś dobrą minutę. W środku czeka na nas kolejne okno, które tym razem magicznie przeniesie nas do innego sektora. Po prostu I-dio-tyzm przez wielkie I podniesione do kwadratu.

A na tym nie koniec. Thief ma tę nieprzyjemność ukazania się po Dishonored. Gry posiadającej mnóstwo opcji wykonania zadania, a także dojścia do samego celu. Ograniczała nas tam wyłącznie własna wyobraźnia i ewentualnie w kilku miejscach sami autorzy. Cóż, tutaj opcji mamy… góra 3, a nawet nieraz 4. Najbardziej boli to w trakcie misji głównych, gdzie nasz spryt wykorzystywany jest tylko przy omijaniu strażników, a nie szukania jakichś tajemnych wejść do placówki. Obecnie większość gier posiadających bardziej zamknięte struktury poziomów pozwala na spore pola do manewru, rekompensując ten brak bycia sandboksem. Niestety Thief musi być w tej kwestii wyjątkiem, a szkoda. Dopiero w późniejszych etapach tych możliwości pojawia się nieco więcej. Jakby autorzy nie mogli tego zrobić już na samym początku.

Twoje złoto to też i moje złoto!



Garrett to złodziej, dlatego kradnie, co popadnie i co w rączki wpadnie. I to właśnie ten element był bardzo kluczowy w całej serii. W końcu tytuł mówi sam za siebie. Niestety, ale nie sprawia on tak wielkiej satysfakcji jak robił to niegdyś. Fajnie jest zwinąć strażnikowi kilka drobnych spod pasa, ale kradzież wygląda teraz zupełnie inaczej. Kiedyś, żeby coś zwinąć, trzeba było się troszkę namęczyć. Teraz wystarczy przeszukać w lokacji kilka szuflad (co poparte jest oczywiście animacją otwierania, trwającą sekundę), by znaleźć w niej… łyżkę, którą nasz Mistrz Złodziei oczywiście weźmie. I takie przedmioty przyjdzie nam głównie podbierać. Noże, widelce, jakieś portmonetki, strzykawki czy kałamarze. Te ciekawsze zdobycze jak starożytne pierścienie czy szlachetne kamienie, nie są warte złamanego grosza, a stanowią jedynie element kolekcjonerski. W takim razie po co kraść? Owszem, przy pomocy zebranych pieniążków można usprawnić swoją postać. Kupić jej nowy pancerz, jakieś gadżety, amunicję, albo punkty koncentracji. Tylko nie są to jakieś rzeczy, bez których nie da się przetrwać. I tutaj ponawiam swoje pytanie – po co kraść, skoro gra nie oferuje za to wymiernych korzyści?

Sztuczna inteligencja przeciwników potrafi zadziwić. Zdarza się, że pozytywnie, a innym razem negatywnie. Strażnicy przy zorientowaniu się, że coś nie gra, potrafią przeszperać każdy zakamarek tylko po to, by nas dopaść. W obliczu zagrożenia nawet zmieniają miejsca swoich patroli i dopadają nas tam, gdzie jeszcze zdawało się byćcałkowicie bezpieczne. Komputer jest po prostu nieprzewidywalny. Ale też w złym tego słowa znaczeniu. Zrzucając im na głowę jakąś szafę, rozejdą się po chwili, albo nawet… w ogóle nie zareagują. Potrafią dostrzec Garretta w cieniu, albo kiedy zostanie w świetle o ułamek sekundy za długo i zacząć go gonić przez pół poziomu. Ale jak znajdą martwe ciało współtowarzysza, to przez chwilę poudają, że panikują, a potem jak gdyby nigdy nic się rozejdą.

Styl artystyczny Miasta to cudeńko



Oprawa audiowizualna gry stoi na dosyć wysokim poziomie, ale jak na 2014 na kolana nie powala. Niektóre modele postaci czy tekstury wyglądają po prostu ohydnie. Wersja na PS3 pewnie tak samo jak na Xboxie 360 ma strasznie obniżone opcje graficzne. Konsole te mają już swoje lata, ale aż dziwne, że „Złodziej” jest tak wymagającą produkcją. Napisany został na Unreal Engine 3, czyli silniku posiadającym już kupę lat, co widać. Ale żeby poprzednia generacja rzekomo nie dawała rady temu tytułowi? Fantastyczne. Ogólnie w tym aspekcie nie jest źle, ale mogło być lepiej. Muzyka jest zresztą tak samo nierówna. O ile spokojniejsze nuty idealnie trafiają w klimat gry, o tyle te bardziej dynamiczne, kompletnie go burzą i wręcz rozrywają uszy zbyt głośnymi akcentami instrumentów. Poza tym żaden kawałek jakoś szczególnie nie zapadł mi w pamięć, co źle świadczy o jakości wykonania ścieżki dźwiękowej. A reszta technikaliów? Cóż, mogę tylko dać małą poradę. Jeżeli gracie na PS3, starajcie się nie umierać przy checkpointach, albo podczas zapisywania stanu rozgrywki. U mnie gra od tego ześwirowała i zmusiła mnie do wczytania prawie godzinnej misji od początku. Komentarz do tego jest zbędny. Powiem tylko, że wyłączyłem wtedy grę, konsolę, odłożyłem pada na półkę, cicho zapłakałem i wróciłem do innych zajęć.

Jak zatem podsumować nowego Thiefa? Jest to gra strasznie nierówna. Praktycznie każdy aspekt nie działa tak należycie jak powinien. Gameplay czy fabuła są ogólnie porządnie wykonane, ale posiadają jednocześnie pojedyncze braki, które zaczynają doskwierać w miarę postępu w rozgrywce. Brakuje ostatnich szlifów, wpływających na końcowy efekt. Znacznie doskwierają niektóre decyzje twórców i ogólne poczucie bycia zamkniętym w liniowych korytarzach oraz głupio zaprojektowanych tunelach Miasta. Połowa tej recenzji to wychwalanie gry, zaś druga to jej krytyka, bo taki właśnie Thief jest. Oczekiwania wobec niego były ogromne, a otrzymaliśmy grę tylko dobrą. Dobrą, ale zahaczającą o średniawość. Jeżeli jesteście fanami serii, albo kochacie skradanki to prawdopodobnie już tę produkcję posiadacie. A nawet jeśli nie, to możecie zastanowić się nad zakupem, kiedy cena gry spadnie. Nie widzę sensu wydawania na ten tytuł pełnej kwoty i współczuję wszystkim, którzy to zrobili. Niestety, ale nasz Garrett się potknął. Cała nadzieja w Dishonored II i Arkane Studios.
  • Grafika: 7 / 10
  • Dźwięk: 7 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 8 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 6 / 10
  • Czas gry: 16h

Najważniejsze cechy: Powrót cichutkiego Garretta po latach

Plusy

  • Świetne mechaniki skradania
  • Mroczny klimat
  • Artystyczne wykonanie Miasta
  • Dużo możliwości dostosowywania poziomu trudności

Minusy

  • Fabuła, chociaż jest ciekawa to poprowadzona została słabo
  • Doskwierająca liniowość
  • Wykonanie Miasta, brak otwartości
  • Nieraz SI przeciwników
  • Postać Garretta
  • Techniczne babole i długie loadingi
  • Kradzież rzeczy się po prostu nie opłaca
Avatar użytkownika Rasgul
Rasgul mówi:

Po takiej firmie jak Eidos Montreal i po takiej marce jak Thief, można było spodziewać się czegoś więcej. Praktycznie każdy wrzucony element ma tyle samo wad, co zalet. Czuć, że zabrakło ostatnich szlifów. Z hitu wyszedł dobry średniak i szkoda. Czekamy, aż opowieści Garretta wpadną w dobre ręce. Najlepiej Arkane Studios.

Komentarze (4)

  • Avatar użytkownika zIzI
    #1 | zIzI mówi:28 marzec 2014

    ja niedawno ogrywałem i gra ciekawa, lecz błędy które są, strasznie denerwują

  • Avatar użytkownika Nakata
    #2 | Nakata mówi:20 marzec 2014

    Zapowiadał się świetnie, szkoda że twórcy pozostawili tyle niedoróbek.

  • Avatar użytkownika bart0ssy
    #3 | bart0ssy mówi:15 marzec 2014

    Po tym co widziałem to dla mnie gra na 7, ale ostateczny werdykt wydam, jak grę ukończę. Cóż, Thief: Deadly Shadows jest dziesięć lat starszy, a ciągle lepszy - to o czymś świadczy.

  • Avatar użytkownika panxryba
    #4 | panxryba mówi:15 marzec 2014

    Ja osobiście dałbym tej grze takie naciągane 8. Pomijając słabą optymalizację, animację otwierania okna to gra wciągająca jak diabli. Według mnie strasznie niedoceniona. Klimat wręcz wypływa z monitora. Do ideału wiele jej brakuję, ale na spokojnie można kupić i nie żałować zakupu.