Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 2» Yakuza

Informacje

  • Autor: Finka
  • Dodano: 13 październik 2013 19:01
  • Czytano: 2,280 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Yakuza (PlayStation 2)

Okładka gry Yakuza
  • Producent: SEGA
  • Wydawca: SEGA
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: akcji, bijatyki, gangsterskie, przygodowe, RPG, TPP, zręcznościowe
  • Premiera: 8 grudzień 2005 r.
  • Premiera PL: 15 wrzesień 2006 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: DVD
  • Cena: brak danych
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 6

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 2

Po obejrzeniu trailera Yakuza 4 nabrałam strasznej ochoty, by w tę grę zagrać. Mimo wszystko człowiek w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że warto by było zacząć od początku. Jednak gdy „jedynka” wreszcie trafiła w moje ręce, zwątpiłam. Bałam się ewentualnego rozczarowania, zawiedzenia moich oczekiwań. Na szczęście obawy szybko zostały rozwiane.

Ilość obiektów, którymi można przyłożyć przeciwnikom oszałamia.



Mawia się, że wydane przez SEGA w 2006 roku dziełko jest japońskim odpowiednikiem Grand Theft Auto. Osobiście jednak widzę w tym coś więcej, fabularnie bardziej w stylu Getaway, bitwy nieco zalatują Tekkenem, ale generalnie gameplay jest całkowicie unikatowy. I teraz przyznaję się bez bicia... recenzja będzie dość subiektywna, bo jestem tą grą absolutnie i bezwzględnie zauroczona.

Leon Zawodowiec Japonii?
W grze zapoznamy się z historią niejakiego Kazumy Kiryu, młodego przestępcy z Tokio. Mężczyzna planuje zacząć swoje własne życie, założyć nową rodzinę w obrębie klanu Tojo. Facet ma jednak rzadko spotykaną zdolność do pojawiania się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. W wyniku pewnej strzelaniny zostaje skazany za morderstwo, którego nie popełnił i na dziesięć długich lat trafia do więzienia. Te dziesięć lat zmieni całkowicie wszystko. Jego ukochana narzeczona Yumi znika bez wspomnień, które straciła w wyniku szoku. Nie może już ufać nikomu, poza Oyabunem, który zawsze go wspierał i swoim podopiecznym Shinjim. Kiedy sprawy wydają się przybierać beznadziejny obrót, Kazuma na swojej drodze spotyka dziewięcioletnią dziewczynkę, która odmieni jego życie. I w końcu wyjdzie na jaw, że pod maską twardego drania kryje się bardzo wrażliwy, zdolny do empatii facet. Tylko czy będąc takim da radę przetrwać w mrocznym półświatku Yakuzy? Witamy w świecie, gdzie największy sojusznik zmienia się we wroga, a rywal staje po naszej stronie jako cenny sprzymierzeniec...

Dramatycznych momentów w Yakuzie nie brakuje.



Fabuła gry to pełen dramat, mimo wszystko jednak nie zabrakło też warstewki przyjemnego humoru, który rozluźni nieco atmosferę i przywoła na usta szeroki uśmiech.

Tokio żyje!
W zasadzie grafika trzyma się tutaj słabo. Widać, że nie wykorzystano całego potencjału drzemiącego w konsoli, a w dodatku Kazuma po wyjściu z więzienia wygląda dokładnie tak, jak przed dziesięcioma laty (japoński ekwiwalent Krzysia Ibisza czy co?). Animacje są sztywne i mimo tego, że inni potrafią szybko biegać, nasz protegowany brnie jak przez smołę. Zawodzi też praca kamery, powodując czasem rzetelne kłopoty, ewentualnie wkurza, ale... no właśnie. To prawie wcale nie przeszkadza, ba! Blednie przy świetnym wykonaniu Tokio i genialnej historii. Miasto wygląda świetnie. Przemierzać je będziemy głównie nocą, więc na każdym kroku mijać będziemy światła neonów; ciekawie prezentują się też wnętrza budynków, a szczególnie sklepów. Nie widziałam jeszcze w grach czegoś takiego, dodatkowo twórcy zarzekają się, że pokazane nam dzielnice Tokio są autentyczne. Tłum żyje swoim własnym, choć niekoniecznie bogatym, życiem. Przyjemnie się biega, przyjemnie patrzy. Jest po prostu dobrze. Poza tym uważam, że Kazuma jest na tyle przystojny, że absolutnie jestem w stanie wybaczyć to ominięcie procesu starzenia się. Technicznie grafikę należy zatem uznać za nienajlepszą, ale szczerze mówiąc, osobiście odebrałam ją bardzo pozytywnie.

Każdy fan serii rozpozna z daleka Kamurocho.



Miło się słucha, ale...
Do ogólnego udźwiękowienia gry Yakuza nie mogę się przyczepić. Muzyka jest fajna, choć przy walkach ma okrutne tendencje do powtarzania się. Po stoczeniu któregoś z kolei pojedynku można się znudzić i to całkiem skutecznie. Przydałoby się kilka utworów więcej, bo przygrywający w tle rock cieszy ucho, ale tylko do czasu. Poza walką zaś jest dobrze. Muzyka dopasowuje się do wydarzeń i świetnie się z nimi komponuje, odgłosy tłumu choć nieustannie powtarzają się, brzmią bardzo naturalnie. Tylko, że teraz przejdę do tego „ale”. Robię to pierwszy raz w życiu, ale na minus muszę dopisać angielski dubbing. Po pierwsze, wyraźnie da się słyszeć luki w emocjach i dramatyzmie. Sceny, które powinny wyciskać łzy z oczu, często stają się dość trywialne z winy nienajlepiej wczuwających się w swoje role aktorów. Odrębną sprawą jest złe dopasowanie ruchu warg do wypowiadanych słów. Kiedy wyraźnie widzę, że bohater mówi „wakatta”, a słyszę „I understand”, widzę „iie”, słyszę „no”, moje dobre samopoczucie cierpi okrutnie. Skoro i tak są napisy, dokładanie do tego dubbingu nie było w ogóle potrzebne, bo zabrało grze nie tylko emocje, ale i sporą część genialnego klimatu. Tłumaczenie dobre, ale angielskim głosom mówię zdecydowane „nie”. Reżyser dźwięku nie popisał się i w chwili, gdy bohater wypełniony bólem krzyczy „you were my real father”, zabrzmiało to tak sztucznie, że aż skuliłam się w sobie. Nie było rzutu na twarz, więc już chyba lepiej byłoby to zrobić w wersji rozpłakanej, bo zdawało mi się, że aktor po prostu bał się lub wstydził wrzasnąć. No cóż, mówi się trudno i żyje się dalej, zabawa i tak jest świetna.

Cięcia nie objęły zmysłowego masażu.



To będzie bolało
Na czym w zasadzie polega rozgrywka? Generalnie jest mnóstwo walki. Głównie wręcz. Biegamy po ulicach Tokio szukając kolejnego celu, a po drodze często zaczepiają nas chuligani i członkowie Yakuzy. Akurat te walki do trudnych raczej nie należą, bo nie mają znaczenia fabularnego. Za to potrafią solidnie wkurzyć, no bo ileż można? Praktycznie nie da się przejść przecznicy, by ktoś nie rzucił się za nami w pogoń. I nigdy nie należy liczyć na to, że napastnik będzie sam. Zwykle będziemy musieli pokonać nie mniej niż cztery osoby. To nawet bawi, ale tylko do pewnego momentu. Zwłaszcza, jeśli się jest takim kimś, jak ja, co za bardzo lać się w takich ilościach nie lubi. Niby można uciec, ale często przeciwnik zaskakuje tak, że się nie da. Mimo wszystko niewątpliwym plusem prania tych wszystkich facjat jest cenne doświadczenie, które pozwoli rozwinąć umiejętności. A są trzy i każda odpowiada za coś innego. Jedna za uniki i energię mentalną Kazumy, druga za użycie broni, trzecia zaś za ilość życia i zdolność do silniejszego ataku. Możemy je rozwijać do dziesiątego poziomu, więc zdobywanie „expa” jest jak najbardziej wskazane.

Minigier nawet po cięciach zostało dość sporo.



W bitwie będziemy mogli także używać leżących na ziemi i porzuconych przez przeciwników przedmiotów. Arsenał jest całkiem spory. Od takiego typowo bojowego, jak pistolet czy miecz po mniej stworzone w tym celu, a wśród nich: sklepowa reklama, stolik, butelka, rower czy czajnik do herbaty. Przy odpowiedniej ilości energii mentalnej oraz dobrze rozwiniętym posługiwaniu się bronią, każdą z nich można wykonać ciekawy finisher. Nie trzeba jednak broni, by przeprowadzić efektowną bójkę. Pan Kiryu może nauczyć się całkiem pokaźnego zestawu rożnych ciosów, także tych kończących życie przeciwnika. Bardzo odstresowująco działał na mnie widok przeciwnika roztrzaskiwanego na ścianie czy przydeptywanego z niemałą siłą. Osobiście nie ciągnie mnie jednak do bijatyk i moim ulubionym przyciskiem był po prostu kwadrat. Schody zaczynały się w momencie walk fabularnych z ważnymi przeciwnikami. Ci zazwyczaj nie dość, że byli sprytniejsi i silniejsi, to jeszcze towarzyszyła im niemała i całkiem zdolna obstawa. Pomocne w takich walkach okazywały się przedmioty zakupione w sklepach, co mogliśmy robić między kolejnymi misjami. Kupić można było nie tylko „leczydła” czy różne dragi zwiększające energię mentalną, ale także broń i pancerz (w postaci kamizelki kuloodpornej na przykład). Oczywiście trzeba było na to wszystko mieć pieniądze, a te zdobywamy dzięki wygranym walkom czy konkretnym wydarzeniom fabularnym. Jednak żeby tak łatwo nie było, miejsce w ekwipunku jest bardzo ograniczone, na raz możemy nieść tylko 9 rzeczy i trzy takie, którymi można walczyć. Dodatkowo, w dwóch sytuacjach nie będziemy mogli tych przedmiotów używać.

Oto i facjata protagonisty z bliska.



Aby nie zgubić się na tych kilku ulicach, pomagać nam będzie mapka w rogu ekranu (podobna do tej z późniejszych odsłon GTA). Różnymi kolorami będą na niej oznaczone sklepy, kluby i nasze kryjówki, zaś strzałka w paskudnym różowym kolorze prowadzić nas będzie do kolejnych miejsc akcji. Wszystkiemu towarzyszyć będzie spora ilość świetnie wykonanych cutscenek i tylko te są ugłosowione. W innych sytuacjach po prostu będziemy czytać wypowiedzi bohaterów.

Żeby nie było nudno (i tak nie będzie), w międzyczasie wolno nam będzie wykonać kilka misji pobocznych. Sama wykonałam małą ich część, zbyt urzeknięta historią, ale istnieje 90% prawdopodobieństwo, że skończą się one kłopotami, które trzeba będzie rozwiązać pięściami. Może się wydawać, że to wszystko jakieś takie monotonne, ale wcale tak nie jest, zabawa jest świetna, choć trwa dość krótko. Zgłębienie całej historii zajęło mi niespełna trzynaście godzin. Chciałabym trochę więcej. Na szczęście zadania poboczne i minigry wydłużają solidnie rozgrywkę, ale to już nie te same emocje. Fajnie byłoby, gdyby też lokalizacja nie szła w parze z wycinankami - wiele minigier usunięto w stosunku do wschodniej wersji, gdyż widocznie nie poradzono sobie z ich przeniesieniem na grunt zachodni albo wystąpiły problemy prawne. Jak się później miało okazać, taki proceder trwał do Yakuza 3 włącznie.

Haruka, motor napędowy fabuły całej serii.



Yakuzo, kocham Cię!
No i przyszedł czas na podsumowanie, i… brakuje mi słów. Absolutnie zakochałam się w historii Kazumy, jak i w nim samym i wszystkich bohaterach. To niesamowicie wyraziste osobowości, które można tylko polubić albo znienawidzić. Może nie jest pięknie, a dubbing zawodzi, ale to wspaniały tytuł, którego nie można przegapić. Warto poznać choćby dla niesamowitej ostatniej bitwy. Zastanawia mnie tylko, czy nie pospieszono się z uznaniem Mafia II za najwulgarniejszą grę, bo i tu mięso leci często i gęsto. Czego jednak innego spodziewać się po światku przestępczym? Gra i tak z założenia nie jest dla nieletnich. Jako recenzent chcę być fair, więc oceniam, biorąc pod uwagę wszystkie błędy i niedociągnięcia, ale serducho skanduje: DZIE-SIĘĆ! DZIE-SIĘĆ!

Jako że już rok temu cały wydano w Japonii Ryu ga Gotoku 1&2 HD Edition, pozostaje liczyć, iż SEGA wkrótce pójdzie po rozum do głowy i wyda u nas Yakuza 1&2 HD Edition, zwłaszcza że wiele bolączek wypisanych powyżej zostało zażegnanych - jeszcze tylko pozbyć się angielskiego dubbingu, albo dać wybór graczom i będzie doskonale.
  • Grafika: 7 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 9 / 10
  • Fabuła: 10 / 10
  • Czas gry: 20h

Najważniejsze cechy: wspaniała historia, niepowtarzalny kilmat, świetne postaci i dialogi, cięcia, słaby angielski dubbin

Plusy

  • wspaniała, wzruszająca historia
  • niepowtarzalny klimat nocnego życia Tokio
  • bohaterowie o bogatych osobowościach
  • świetne dialogi
  • dobre źródło dla ujścia agresji
  • efektowne bitwy

Minusy

  • angielski dubbing
  • mało utworów do bitew
  • cięcia w stosunku do japońskiej edycji
  • niedopracowana grafika
Avatar użytkownika Finka
Finka mówi:

Kto posiada PS2 i nie grał, a szuka gier ze świetną fabułą, niech pokutuje za swe grzechy i czym prędzej nadrobi zaległości. Kto posiada PS3 i dobrą znajomość japońskiego, niech importuje natychmiast remake HD.

Komentarze (4)

  • Avatar użytkownika Bodzio_Gracz
    #1 | Bodzio_Gracz mówi:19 październik 2013

    Yakuza jest świetną grą, która posiada to coś, w odróżnieniu do innych bijatyk.
    Recenzja bardzo dobra, ciekawa oraz na temat :-).

  • Avatar użytkownika bart0ssy
    #2 | bart0ssy mówi:14 październik 2013

    Ja mimo wszystko wolę Sleeping Dogs. Ale to może dlatego, że jestem fanem Grand Theft Auto, a produkcja Square Enix ma z GTA więcej wspólnego, aniżeli Yakuza. Dla niektórych to wada, ale dla mnie to zaleta.
    Ale dla jasności - szanuję serię Yakuza i po części rozumiem dlaczego ma grupę wiernych fanów.

  • Avatar użytkownika Karfein
    #3 | Karfein mówi:13 październik 2013

    Zgadzam się. Jak tak patrzyłem, jak Finka gra, to mnie roznosi, że SEGA nie wydała u nas wciąż aż 5 gier z tej serii! A tu kolejna nadciąga na PS3 i PS4...

  • Avatar użytkownika kowi23
    #4 | kowi23 mówi:13 październik 2013

    Yakuza dobra seria, szkoda że mało popularna w naszym kraju Smile