Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PlayStation 2» Killzone

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 14 luty 2013 09:01
  • Czytano: 2,414 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Killzone (PlayStation 2)

Okładka gry Killzone
  • Producent: Guerrilla Games
  • Wydawca: Sony Computer Entertainment
  • Dystrybutor PL: Sony Computer Entertainment Polska
  • Gatunek: akcji, FPP, FPS, science-fiction, strzelanki
  • Premiera: 2 listopad 2004 r.
  • Premiera PL: 1 grudzień 2004 r.
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: angielski
  • Nośnik: DVD
  • Cena: 199.90 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 10

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: konsola Sony PlayStation 2

W zasadzie niezbyt mnie ciągnęło do Killzone i miałem zamiar sobie tę grę odpuścić. Jakiś czas później jednak na PS3 ukazał się Killzone 2, który okazał się być jedną z najlepszych gier na tę platformę. A że „dwójki” nie ruszę, nie przeszedłszy pierwszej części... Recenzja powie Wam, „czy było warto?”.

Ach, ta ekspansja

Ludzkość kolonizuje kolejne planety. Jedna z nich, nazwana Helghan, okazała się być jednak bardzo nieprzyjazna dla organizmu ludzkiego. Wielu ludzi poniosło śmierć, aczkolwiek część przetrwała, choć nie pozostała bez wpływu na organizm. Planeta sprawiła, że część kolonii, która przeżyła, stała się potężniejsza, wytrzymalsza i szybsza. I rozpoczęła ekspansję na własną rękę. Mieszkańcy planety Vekta jako pierwsi padli ofiarą agresji Helghastów. Nie zostawili jednak tego bez odpowiedzi. Ludzie próbują odeprzeć napaść, walcząc desperacko z przeważającymi siłami wroga. Generał Vaughan rozpoczyna misję, która ma zadać cios głównym siłom Helghastów, ratując mieszkańców planety. Misji tej podejmuje się Jan Templar, który sam jednak nie da rady zwyciężyć z wrogą armią. Po drodze dołączą do niego jeszcze trzy postaci, cicha snajperka Luger, ludzki czołg Rico oraz tajemniczy szpieg Hakha. To tak pokrótce, ażeby nie zdradzać za wiele. Poskarżę się tylko, że niepotrzebnie ukazywane nam są decyzje dokonane przez wroga – przez to napięcie jest o wiele mniejsze.

Kamuflaż się przydaje, wiecie?


Czterej pancerni i cel

Jak można się domyślić, w grze dostaniemy możliwość wcielenia się owe cztery postaci, aczkolwiek nie od razu. Z początku sterujemy jedynie Templarem, któremu towarzyszą jacyś mniej ważni wojacy. Póki postać ta jest względnie sama, gra się strasznie wlecze. Mógłbym wręcz rzec, że się nudziłem. Na szczęście już w trzeciej misji zaczęła się rozkręcać właściwa zabawa. Bo choć fabuła jest przewidywalna, a gęby postaci zaprojektowano tak, by nawet niewidomy się domyślił, kto jest tym złym, to relacje między protagonistami i dialogi, które wymieniają to majstersztyk. Wszystko nabrało prawdziwych rumieńców zwłaszcza po spotkaniu czwartego bohatera. Drużyna dzieli się na dwie dość nietypowe i genialnie skontrastowane pary, które od początku zaciekawiają gracza i to właśnie ich historie oraz zachowanie sprawiają, że chce się przeć dalej przez poziomy – czyli wykonuje to, czemu nie daje rady fabuła. Dodatkowo smaku grze dodaje fakt, że cele misji rozgrywanych na poszczególnych poziomach dla danych bohaterów potrafią się znacząco różnić, a do tego dane nam będzie poczytać różne dialogi.

A czym charakteryzują się protagoniści? Ano Templar to typowy żołnierz świetnie radzący sobie z karabinami szturmowymi i granatami. Luger to cicha i zwinna zabójczyni, jedyna, która używa termowizji (całkiem nieprzydatnej jednak poza budynkami), z najsłabszym pancerzem, ale za to z największą szybkością, nożem bojowym i wyciszonym karabinem snajperskim. Skuteczna zwłaszcza w rękach taktycznych graczy. Następnie jest Rico, opancerzony lepiej niż T-55 oraz wyposażony w ogromnego miniguna z rakietnicą, lecz powolny i niezdolny do używania drabin. Na końcu Hakha, specjalista w używaniu broni Helghastów, także całkiem szybki i uzbrojony w nóż oraz posiadający zdolność przechodzenia przez zabezpieczenia wroga. Co prawda, każda postać posiada możliwość ataku w zwarciu, ale tylko noże zapewniają zabicie przeciwnika za jednym zamachem.

Zresztą... Wam i tak się gały świecą na kilometr...


Cel... pal!

Tak generalnie przedstawia się rozgrywka w każdym shooterze. Pozwolę sobie w przypadku Killzone’a zacząć od niewypałów. Tak się składa, że jeden z ważniejszych elementów gry, mianowicie celowanie, został wykonany topornie. Gra nie reaguje płynnie na ruchy analogiem czy myszką (podłączoną za pomocą przelotki), a już mierzenie przez lunetę w karabinie snajperskim to horror. Albo celownik w zbliżeniu nieco się porusza, albo nagle spojrzenie jest kierowane w kierunku, gdzie chcieliśmy wycelować. Cóż, da się do tego przyzwyczaić, ale nie zmienia to faktu, że przyjdzie nam co jakiś czas ponarzekać. Bywa też, że ukończymy pół poziomu, a do checkpointa będzie wciąż daleko. Nienajlepiej jest też ze zróżnicowaniem wrogów pieszych – praktycznie wszyscy wyglądają jak morda w masce z okładki gry. Dopiero z czasem nauczyłem się odróżniać, kto używa rakietnicy, a kto pruje z ciężkiego karabinu.

Za to póki nie siedzimy w miejscu, kiedy ujawnione zostaną następne cele, gra nie da nam zbyt wiele czasu na wytchnienie. Niemal cały czas coś się dzieje, a nasze ręce będą zajęte szukaniem osłony i wybijaniem Helghastów, których więcej niż hardkorów na YouTubie, aczkolwiek nie spotkamy się z sytuacją, kiedy to wrogowie wylatują bez końca, póki gdzieś nie dotrzemy. Choć raz był to problem, bowiem gdy wrogowie mający mi otworzyć drzwi, zostali przeze mnie prędzej ustrzeleni z ukrycia, musiałem cofnąć się o parę minut. Cele są zróżnicowane, raz trzeba obronić strategicznie ważnego punktu, innym razem dotrzeć pod ostrzałem wroga w określone miejsce, kiedy indziej zdobyć ważny przedmiot, wysadzić most, bądź wezwać nalot na pancerne pojazdy wroga. Raczej nie ma, co narzekać na jednostajność, a zwłaszcza, kiedy rozgrywa się poziomy różnymi postaciami.

Po mordzie go kolbą!



Arsenał całkiem typowy. Są noże, pistolety, karabiny, ciężkie karabiny, wyciszony karabin snajperski, rakietnica, granaty, odpowiedniki wyżej wymienionych markowanych logiem Helghastów. Jest też, do czego postrzelać. Poza piechotą z różnym uzbrojeniem, do zniszczenia twórcy podsuną nam też pojazdy opancerzone, latające roboty i statki desantowe. Będziemy mogli też zasiąść za sterami wieżyczki.

Gra posiada też całkiem ciekawie zapowiadające się multi z kilkoma trybami gry, ale z powodu niepodłączonej do netu konsoli nie miałem, jak sprawdzić tego w praniu i przekonać się, czy w ogóle jest, z kim grać, aczkolwiek najpewniej chętni poszli na serwery Killzone HD. A mamy do dyspozycji poza typowym deathmatchem również strategiczną dominację określonych punktów na mapie. Może kiedyś przyjdzie mi zaktualizować ów tekst.

Utalentowane leniwce

Grafika jak najbardziej zdaje egzamin, choć do Blacka Killzone’owi niestety brakuje. Lokacje są jednak dopracowane i zróżnicowane, więc oko nasze się raczej nie znudzi. Projekty postaci i ich mimika także są ok. Cóż, nie ma co się rozpisywać – bywa lepiej, ale tu jest całkiem nieźle, podejrzewam, iż utalentowany zespół grafików był nieco leniwy. Za to dubbing, muzyka i udźwiękowienie już zasługują na pochwałę. Kiedy postać jest wkurzona, słychać to w jej głosie, kiedy stosuje ironię, naszym uszom to nie umknie. Muzyka jest typowo wojenna, ale nuta wpada w ucho i dobrze oddaje sytuację na ekranie.

Jedna z lokacji, kiedy nie widać, że to tylko PS2.


To warto?

Myślę, że tak, choć celowanie trochę męczy, a fabuła jest nieco słaba i zbyt przewidywalna. Za to zróżnicowana rozgrywka, czterech bohaterów do wyboru, ich dialogi i relacje to coś, co warto poznać, jeśli lubi się FPS-y. Do tego wszystko okraszone niezłą grafiką i bardzo dobrym udźwiękowieniem, tak więc myślę, że można się pokusić, tym bardziej, że gra kosztuje niecałe 50zł w sklepach lub już kilkanaście złotych na aukcjach czy w sklepikach z używkami.
  • Grafika: 7 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 8 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 10h

Najważniejsze cechy: 4 postaci, dialogi, udźwiękowienie, słabe celowanie

Plusy

  • 4 różnych bohaterów i ich misje
  • wyraziste postaci i świetne dialogi
  • udźwiękowienie
  • ciekawe multi

Minusy

  • przewidywalna fabuła
  • celowanie
  • mała różnorodność przeciwników
  • trochę zbyt rzadkie checkpointy
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Jeśli nie jesteś fanką czy fanem FPS-ów, albo nie czujesz musu przejścia „jedynki” przed zagraniem w „dwójkę”, możesz sobie Killzone’a odpuścić. Jeśli jednak chcesz sprawdzić prequel, poznać ciekawe postaci i posłuchać ich genialnych dialogów, a poradzisz sobie z wadami gry, to Killzone jest dla Ciebie. Na początku przynudza, ale potem 3/4 gry jest już przyjemnością. Zresztą dla wybrednych jest wersja HD, ale nie wiem jeszcze, co tam poprawiono poza rozdzielczością.

Komentarze (4)

  • Avatar użytkownika jokerek01
    #1 | jokerek01 mówi:12 czerwiec 2013

    Zgadzam się z przedmówcami, gra jest bardzo fajna i dość możliwie i płynnie się w nią gra. Pzdr

  • Avatar użytkownika martin
    #2 | martin mówi:16 luty 2013

    Klasyka,cóż najlepsza gra FPP na konsolę, każdy powinien zdać ów tytuł.

  • Avatar użytkownika Bodzio_Gracz
    #3 | Bodzio_Gracz mówi:15 luty 2013

    Jedna z najlepszych i najciekawszych gier FPP wydanych na konsolę PlayStation 2.

    Szczerze mówiąc nie jednokrotnie wracam do tejże gry, gdyż poprostu jest ona tak godna uwagi, że naprawdę nie można przejść koło niej obojętnie - nawet, gdy przeszło się ją w 100 %.
    Killzone budzi we mnie naprawdę pozytywne nastawienie i mogę w pełni stwierdzić, że gra jest naprawdę świetna.
    W przyszłości będę musiał i ja napisać recenzję z tejże gry, bo naprawdę mam dużo do opisania w tej kwestii.
    Recenzja bardzo dobra, bardzo ciekawa, czytelna, przejrzysta - życzę dalszych sukcesów w pisaniu recenzji :-).

  • Avatar użytkownika panxryba
    #4 | panxryba mówi:14 luty 2013

    Moja ulubiona gra na PS2. Kiedyś sam nawet napisałem o niej recenzję do czasopisma internetowego. No i się znalazła w wydaniu. Grin