Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Shadow Tactics: Blades of the Shogun

Informacje

  • Autor: Giggs
  • Dodano: 06 luty 2017 11:10
  • Czytano: 355 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun (PC)

Okładka gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun
  • Producent: Mimimi Productions
  • Wydawca: Daedalic Entertainment
  • Dystrybutor PL: Techland
  • Gatunek: historyczne, RTS, skradanki, strategiczne, taktyczne
  • Premiera: 6 grudzień 2016 r.
  • Premiera PL: 6 grudzień 2016 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: DVD
  • Cena: 129.90 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: Procesor Intel Core i5-2500K 3 GHz, 8 GB RAM, karta graficzna Nvidia GeForce GTX 560 Ti, 4 GB HDD, Windows 7/8/10

Kodeks Bushido mówi wyraźnie: Kto dobrą grę w stylu Commandosa w realiach feudalnej Japonii wyprodukuje, ten szacun wśród graczy bardzo szybko zyskuje. Nie pytajcie, czy wpis ten jest autentyczną częścią "biblii samurajów", ale w moim odczuciu od niego powinna się ona rozpoczynać.

Nostalgia i nowoczesność

Na początek mała prywata - jestem bardzo dużym fanem serii Commandos, która w latach 90-tych święciła triumfy wśród posiadaczy komputerów osobistych. Z uwagi na niesamowitą wręcz grywalność i świeżą jak na tamte czasy formułę, gra autorstwa Hiszpanów z Pyro Studios zdobyła serca miłośników strategii czasu rzeczywistego w mgnieniu oka. Dodać tu jeszcze muszę, że bardzo lubię klimat i kulturę Japonii, bowiem moim marzeniem jest odwiedzić kiedyś Kraj Kwitnącej Wiśni. Tyle tytułem wstępu - powinien on naprowadzić Was, jakie odczucia wobec tej gry posiadam, ale żeby potrzymać Was w niepewności spytam: Jak myślicie, czy udało się twórcom nawiązać do Commandosów, a przy tym stworzyć coś świeżego i odkrywczego?

Pierwsza scena jest niczym wyjęta z Commandosa.



Historia rozpoczyna się, gdy Cesarz Japonii zostaje obalony ze swojego tronu przez separatystów. Grupa wiernych mu ludzi, którzy nie zgadzają się z rebelią staje w jego obronie. Wśród nich jest Hayato, wojownik ninja, stylem walki przypominający skrzyżowanie zielonego bereta i złodzieja. Jest on bardzo szybki i zwinny, z łatwością może poruszać się po dachach budynków, wchodzić po pnączach czy eliminować wrogów szybko i bezszelestnie. Wtóruje mu w tym Yuki, dziewczyna, która lubuje się w torturowaniu wrogich żołnierzy za pomocą wymyślnych pułapek. Ona z kolei jest kubek w kubek podobna do kierowcy z Commandos 2, choć oczywiście tylko pod względem sposobu działania. Oczywiście nie mogło wśród ekipy Shadow Tactics zabraknąć prawdziwego koksa - jest nim samuraj Mugen. Jest on tak silny, iż może przenosić zwłoki dwóch przeciwników naraz. Ponadto potrafi wykończyć wielu wrogów jednym silnym cięciem. Jest trochę powolny i na pewno nie wejdzie na pionowe ściany, ale za to może zwabić niemilca zostawiając butelczynę sake. Dwoje ostatnich bohaterów to kopie szpiega oraz snajpera. Ten drugi ma tu odpowiednika w osobie Takumy, starca, który do perfekcji opanował sztukę strzelectwa. Jest śmiercionośny na długi dystans, jednakże przy tym mało sprawny fizycznie - jak przystało na staruszka. Prawdziwym kameleonem w stylu Renee Duchampa z Commandos jest za to Aiko. Potrafi ona przebrać się za wroga, rozmawiać z nim, skutecznie go rozpraszając, ale przede wszystkim może wejść tam, gdzie innym nie wolno. Oczywiście w kamuflażu.

Fabuła to ulepsza

Co ciekawe, w odróżnieniu od pierwowzoru, Shadow Tactics kładzie spory nacisk na historię, która odgrywa się w tle misji. Fabuła jest integralną częścią gry, ale tu jest ona ciekawie prowadzona i opowiedziana. Choć nie porywa.

Pierwszym bohaterem jest Hayato - skrzyżowanie zielonego bereta i złodzieja.



Mimo to mamy oczywiście chęć grać, by pokonywać kolejnych wrogów. Poziom trudności bardzo szybko winduje w górę, powodując, że tytuł wciąga niemiłosiernie. AI jest w miarę nieomylne, choć zdarzają się małe zgrzyty. Ogólnie wszyscy wrogowie na planszy są podzieleni na trzy typy - zwykłych strażników, słomianych kapeluszy oraz samurajów. Ci ostatni są trudnymi przeciwnikami, których nie można eliminować żadną z postaci w bezpośrednim starciu. Wyjątkiem jest "nasz" samuraj Mugen. Ponadto samurajowie są dużo bardziej podejrzliwi i sprytni. Słomiane kapelusze to strażnicy nie opuszczający swoich posterunków. Znacznie trudniej jest zatem odwrócić ich uwagę. Zwykli gwardziści są oczywiście najłatwiejsi do eksterminowania. To, co wyróżnia tę grę to fakt, iż wrogowie, kiedy zauważą coś podejrzanego będą bardzo dokładnie przeszukiwać okolicę. O ile w Commandos żołnierz, który nas zauważył, ale nie dogonił rozejrzał się tylko i pokręcił w pobliżu znaleziska, o tyle tu mamy do czynienia z prawdziwym przeszukaniem rejonu. Niekiedy "kitajce" potrafią zajrzeć do domu czy dźgnąć krzaki bagnetem.

Poziom trudności, jak już wcześniej wspominałem jest wraz z postępem coraz wyższy, co wymusza na nas współpracę odpowiednimi postaciami. Zgrywając ich ruchy można osiągnąć dużo więcej, niż działając w pojedynkę. Oczywiście, początek jest skonstruowany tak, iż jednym członkiem naszej zgrai możemy wykosić pół obozu wroga, ale w późniejszych etapach zaczynają się schody. Receptą na sukces jest nowy tryb cienia. Wydaje mi się, że jest to jedyna rzecz, której brakowało w serii Pyro Studios. Przede wszystkich zacznijmy od tego, że jest to tryb wydawania rozkazów - coś jak aktywna pauza, dzięki czemu po wydaniu poleceń, możemy je wszystkie zsynchronizować naciskając jeden przycisk. Wówczas każdy z wojaków wykona swoje zadanie, a my możemy cieszyć się na przykład z zabitych 5 wrogów naraz.

Po wywołaniu alarmu strażnicy przeczeszą każdy kąt.



Bardzo podoba mi się także oprawa audio-wizualna, która jest niezwykle bajkowa. Dodatkowym ułatwieniem jest fakt, iż twórcy oddali nam tytuł w pełnym trójwymiarze, bowiem kamerę można obracać dowolnie. To bardzo pomocne, zwłaszcza że lokacje są często bardzo fantazyjne. Świetny jest za to dubbing. Ja, żeby poczuć klimat Japonii, wybrałem teksty mówione właśnie w tym języku i było to kapitalne przeżycie. Polecam każdemu fanowi kultury Kraju Kwitnącej Wiśni.

Za błędy się płaci

Wady oczywiście są, choć w mojej ocenie nie są tak istotne w odbiorze całości. Zdarzają się problemy z AI i nagłe załamania w poziomie trudności. Jednakże najbardziej irytujące są długie czasy ładowania misji, kiedy włączamy grę na świeżo. Lakoniczny opis tego, że wczytywanie może potrwać nawet dwie minuty nie ratuje sytuacji. W gruncie rzeczy jednak gra Shadow Tactics: Blades of Shogun to tytuł zdolny wciągnąć na długie godziny. I choć można mieć za złe twórcom, że nie postarali się aby wymyślić czegoś odkrywczego, trzeba zauważyć, że naśladowców kultowego Commandos było wielu, a dopiero teraz udało się zbliżyć do poziomu tej legendarnej gry. Coś mi się zdaje, że po tej recenzji trzeba będzie zmienić początek Kodeksu Bushido. Sayounara!
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 10 / 10
  • Grywalność: 9 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 8 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 12h

Najważniejsze cechy: +Klimat +Audio +Grywalność -AI

Plusy

  • Ciekawa koncepcja
  • Commandos w Japonii!
  • Grafika
  • Muzyka i dubbing
  • Wciąga
  • Ciekawe postacie...

Minusy

  • … które są kopią pierwowzorów
  • Długie czasy ładowania
  • Niekiedy poziom AI
  • Brak wyważenia umiejętności postaci
Avatar użytkownika Giggs
Giggs mówi:

Jestem pozytywnie zaskoczony, bowiem nie sądziłem, że kiedykolwiek powstanie gra mogąca zbliżyć się choćby do jednej z gier mojego życia czyli serii Commandos. Shadow Tactics: Blades of Shogun nie tylko się to udało, ale stworzyła ona ciekawy klimat feudalnej Japonii. Czego chcieć więcej?

Komentarze (1)

  • Avatar użytkownika Nakata
    #1 | Nakata mówi:06 luty 2017

    Świetna gra - taki Commandos w japońskim wydaniu. Szacunek dla twórców Smile