Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Rise of the Triad: Dark War

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 04 listopad 2013 05:16
  • Czytano: 3,746 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Rise of the Triad: Dark War (PC)

Okładka gry Rise of the Triad: Dark War
  • Producent: Apogee Software
  • Wydawca: Apogee Software
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: FPP, FPS, strzelanki
  • Premiera: 21 grudzień 1994 r.
  • Premiera PL: brak danych
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: brak danych
  • Nasza ocena

    8.0

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 5

  • Cechy gry PEGI 18

    PEGI 18
    Gra tylko dla dorosłych

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: Windows XP/Vista/7, procesor 1,8 GHz, 512 MB RAM, 100 MB wolnego miejsca na dysku

Wielu kojarzy taką trójcę w postaci Wolfenstein 3D, Doom i Duke Nukem 3D w przypadku pionierów strzelanek pierwszoosobowych. Tak się składa jednak, że pomiędzy nimi znalazło się kilka wartych uwagi tytułów dla gatunku FPS-ów, o jakich niestety mało ludzi wie. Wśród nich zdecydowanie warto umieścić grę, która pierwotnie miała być dodatkiem do Wolfena.

Autonamierzanie w pionie się bardzo przydaje.



Polowanie na Triadę
Specjalna jednostka agentów H.U.N.T. (High-risk United Nations Task-force, czyli coś w rodzaju grupy uderzeniowej wysokiego ryzyka narodów zjednoczonych) udaje się na San Nicolas Island, by zbadać działalność kultu Triady w starożytnym klasztorze. Grupa dowiaduje się, iż sekta planuje zniszczyć Los Angeles i zarazem traci bilet powrotny do domu – patrol niszczy łódź niechcianych gości. Agenci H.U.N.T. postanawiają zatem przeć naprzód i, jeśli się da, powstrzymać kult przed osiągnięciem celu. Na początku pozytyw, gdyż można wybrać bohatera pasującego do naszego stylu gry – od mniej wytrzymałej i szybkiej postaci, przez neutralnego żołnierza po wolniejszego tanka, który jest w stanie wytrzymać bezpośrednie spotkanie z całym magazynkiem pistoletu.

Fabuła nie jest jakoś specjalnie wymyślna, ale stanowi skuteczny pretekst do dalszego przemierzania etapów i bicia bossów, jakich jest 4, przy czym ostatni nieco bardziej problematyczny i rozciągnięty na 3 misje. Historia przedstawiona jest w postaci przeważnie statycznych obrazów i tekstu, co w zupełności wystarcza, aczkolwiek dla niektórych może występować zbyt rzadko (jedynie na początku, końcu i między rozdziałami – przy czym każdy składa się z nawet 9 epizodów). Co ciekawe, w grze występują dwa zakończenia, pozytywne i negatywne, przy czym wręcz niemożliwym jest na początku domyślić się, jak osiągnąć to pozytywne. Zresztą Rise of the Triad: Dark War jest subtelnie darzone humorem twórców i miło jest poczytać prześmiewcze komentarze negatywnego zakończenia.

Biorę go!



Raz na wozie, raz pod wozem
Muszę przyznać, że Dark War generalnie daje frajdę z gry, chociaż nie ustrzegł się od czasu do czasu momentów bez polotu bądź wręcz nudnych. Wynika to z faktu, że niektóre poziomy są mocno tematyzowane. Znajdzie się więc taki, w którym wiele razy pojeździmy windami, co może utrudnić poszukiwania nawet pomimo opcji włączenia mapy tabem. Jest poziom z przełącznikami – dźwignie, płyty naciskowe, przyciski... Wszystko może ujawnić jakieś przejście w ścianie, co pozwoli popchnąć eksplorację do przodu – chyba że przeszkodzi nam w tym jakiś bug i zmusi do wczytania gry bądź rozpoczęcia od początku danego etapu, dlatego warto zapisywać stan gry na przemian. Znalazł się też poziom upakowany chyba 200 przeciwnikami, przy czym rakietnice ukryto w przejściach sekretnych, bez odkrycia których porzygamy się od sztukowania ołowiem nieprzyjaciół. Pozostałe poziomy zaś sprawiają, że aż chce się strzelać i szukać bez końca i życzy, by zabawa trwała i trwała – twórcy postawili nacisk na czysty gameplay, a kilka razy nawet da się wystraszyć, kiedy wrogowie nagle wyskoczą zza świeżo odsłoniętej ściany po naciśnięciu płyty-pułapki. Zadbano o zróżnicowaną tematykę otoczenia oraz zgrupowań wrogów.

Broń palną można podzielić na dwa rodzaje. Jest pistolet, dwa pistolety naraz oraz karabin maszynowy. Prawdziwa frajda jednak zaczyna się od broni rakietowej – tych jest znacznie więcej, aczkolwiek możemy jednocześnie nosić tylko jedną sztukę z dość szczupłym zapasem amunicji. Jest bazooka, rakiety naprowadzające, podwójne rakiety, pijane rakiety, ściana ognia, bomba ognista, a nawet excalibat (magiczny kij bejsbolowy) – taka prymitywna wersja mrocznego kostura... Cóż, zanim powstała różdżka, mnisi potrzebowali mieć materiał do ćwiczeń, stąd taki typ oręża w grze. Niektóre bronie dadzą się używać na więcej sposobów, jak exclibat wystrzeliwujący kilka ognistych piłek bejsbolowych po naładowaniu, albo ściana ognia inaczej rozchodząca się po wycelowaniu pod nogi.

Nie wnikam. Ale dało sporo punktów.



Przeciwników też jest dość trochę. Jest sporo rodzajów strażników, od słabych z pistoletem, po prawdziwych tanków z minigunem, jacy potrafią wytrzymać kilka sekund ciągłego ostrzału. Po drodze mamy też zwinnych strażników bądź wytrzymalszych rzucających liny unieruchamiające, które można przeciąć nożami znajdywanymi przy statuach. Znalazło się też miejsce na wieżyczki wysuwane, ruchome roboty patrolujące (w tym niezniszczalne miotające eksplodujące dyski), a nawet mnisi wysysający życie i miotający wybuchające kule energii magicznej. Co dziwne, mnisi są niemal tak odporni jak wspomniani wyżej tankowie, a ten poziom z 200 przeciwnikami... w większości upakowany jest kapłanami kultu Triad. Wtedy przydaje się tryb boski, w którym jesteśmy nieśmiertelni i wszystkich mamy na strzał. Inne dodatki to kamizelka z azbestu (na ogień) lub kuloodporna, tryb psa (pozwala przejść w niskie szczeliny), tryb grzybków (można wziąć dla śmiechu), tryb sprężystości (ślizganie i odbijanie się od ścian jak we fliperach – zabójcze przy pułapkach) czy tryb latania. Ponadto można zbierać punkty życia, dające możliwość powtórzenia planszy od początku – lepiej jednak pokusić się o load game.

Walki z bossami na przemyślane i stopniowo zwiększają poziom trudności, aczkolwiek walka z superszybkim i wytrzymałym robotem daje w kość najbardziej już w środku gry. Cóż, stara gra, nikt nie obiecuje ułatwień, jeśli sobie ktoś nie radzi, potrzebuje wpisać kod. Od zwykłej walki z wrogiem uzbrojonym w panzerfaust po węża, jakiego można ubić jedynie nad ognistymi otworami... Fani starych rozwiązań w grach pokroju secret place’ów, przechodzenia na czas, nabijania wyników punktowych znajdą tutaj coś dla siebie, przy czym jest nawet wielki bonus za odkrycie wszystkich możliwych sekretów.

Rakiety przeciwmgłowe przednie.



W grze znalazło się tez miejsce na tryb gry wieloosobowej do 11 graczy w aż 9 trybach rozgrywki, przy czym zaznaczono, iż część nadaje się w pojedynkę jedynie do zbadania map, a w niektóre można również swobodnie grać samemu. Jest tego dość trochę, włącznie z szukaniem i gonieniem znaczników koloru naszej postaci. Poza tym deathmatch czy survival, albo wyścig, kto pierwszy żywy do końca omijając rozmaite pułapki.

Parę przełomów
Choć Rise of the Triad: Dark War działa na solidnie usprawnionym silniku starego Wolfenstein 3D, udało mu się dzierżyć palmę pierwszeństwa w kilku rozwiązaniach technicznych. Niby mamy wszystko budowane na zasadzie sześcianów o bokach z kątem prostym, ale Rise of the Triad było pierwszą produkcją, w której zastosowano panoramiczne niebo, symulowane dynamiczne oświetlenie, mgłę, dziury po strzałach, szyby do zniszczenia oraz pionowe manipulowanie przestrzenią dzięki antygrawitacyjnym dyskom. Służą one często jako schody, windy, a także platformy przemieszczające się w poziomie. Ponadto mamy tutaj multum obiektów, które można zniszczyć, platformy wybijające postać do góry, pułapki w ziemi, ruchome, ukryte, z dołu, z góry, a także ze ścian, ba, nawet całe ściany lawy. Nie mogę powiedzieć, by grafika mi się nie podobała – nawet odległe postaci można było dostrzec, aczkolwiek w postaci kilku mieniących się pikseli. Nie zabrakło nawet kontroli rodzicielskiej dla poziomu brutalności w grze!

Na moje oko fajna ta broń.



W kwestii udźwiękowienia nie można mieć większych zastrzeżeń. Wybuchy i odgłosy strzałów brzmią dobrze, choć bez jakiegoś szału. Zarówno wrogowie, jak i nasz bohater wydają z siebie rozmaite głosy. Przeciwnicy przeważnie będą wołać, że jest nieprzyjaciel, niewierny, ktoś z zewnątrz i takie tam. Nasza postać będzie zabawnie wołać w trybie boskim i chrypieć wracając do postaci ludzkiej, podobnie z trybem psa – szczeka i warczy oraz pochrząka wracając do postaci ludzkiej. Muzyka zaś bardzo wpada w ucho i umila walkę, choć nie można powiedzieć, by specjalnie ją dopasowywano do sytuacji na ekranie. Później niektóre kawałki się powtórzą, ale ani trochę to nie przeszkodzi w ogólnym odbiorze soundtracku. Nieraz zresztą złapałem się na tym, iż po grze nuciłem niektóre melodie z Rise of the Triad.

Kawałek historii FPS-ów
Rise of the Triad: Dark War to bardzo dobra produkcja posiadająca kilka pionierskich rozwiązań, z jakich czerpały hurtem późniejsze gry. Pierwszy rocket jump można było wykonać właśnie w RotT! Jak to w klasycznych tytułach bywa, Dark War wystarcza na długo, bo aż kilkanaście godzin gry w postaci soczystej rozgrywki pełnej omijania zmyślnych pułapek i zabijania przeciwników stojących nam na drodze. Pomimo gorszych momentów i osłabionego tempa w ostatnim rozdziale zdecydowanie warto zapoznać się z recenzowanym tytułem, zwłaszcza jeśli jest się fanem shooterów pierwszoosobowych. Zwłaszcza, że cena jest dość niska, domyślnie za 9,99€ dostaniecie The Apogee Throwback Pack, czyli opisywaną grę i jeszcze 3 inne w pakiecie, w tym 40 trudnych poziomów do ROTT.

Matka wie, że "ćpiesz"?

  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Nowatorstwo: 10 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 14h

Najważniejsze cechy: dobry gameplay, nowatorstwo, miewa słabsze momenty

Plusy

  • czysta rozgrywka
  • nowatorskie rozwiązania
  • oprawa audiowizualna
  • długość
  • cena

Minusy

  • słabsze poziomy
  • sporadyczne bugi
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Warto poznać Rise of the Triad: Dark War. Choćby po to, by móc potem dobrze bawić się przy remake'u.

Komentarze (4)

  • Avatar użytkownika SpokoWap
    #1 | SpokoWap mówi:10 listopad 2013

    Nigdy nie grałem, ale znam wszystkie etapy z perspektywy widza ;-) Na YT można znaleźć serię Zagrajmy w... :-)

  • Brak avatara
    #2 | JaLurek mówi:05 listopad 2013

    Ciekawe

  • Avatar użytkownika Bodzio_Gracz
    #3 | Bodzio_Gracz mówi:04 listopad 2013

    Gra prezentuje się bardzo ciekawie - Stary i dobry klasyk.
    Recenzja dobra i ciekawa Smile.

  • Avatar użytkownika JackReno
    #4 | JackReno mówi:04 listopad 2013

    Kiedyś się z pewnością wezmę za tę grę. W końcu klasyka, którą wypada znać.