Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Art of Murder: Tajne Akta

Informacje

  • Autor: Nakata
  • Dodano: 10 grudzień 2010 11:47
  • Czytano: 2,568 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Art of Murder: Tajne Akta (PC)

Okładka gry Art of Murder: Tajne Akta
  • Producent: City Interactive
  • Wydawca: City Interactive
  • Dystrybutor PL: CI Games
  • Gatunek: hidden object, logiczne, przygodowe
  • Premiera: 22 październik 2010 r.
  • Premiera PL: 29 październik 2010 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: CD
  • Cena: 19.99 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    7 / 10

    Średnia: 7 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Wulgarny język

    Wulgarny język
    W grze jest używany wulgarny język.

Wymagania: Pentium 4 2 GHz, 512 MB RAM, karta grafiki 64 MB (GeForce FX 5200 lub lepsza), 4,5 GB HDD, Windows XP/Vista/7

Gdy dowiedziałam się, że nowa część Art of Murder będzie grą typu Hidden Object lekko się zdziwiłam. Przecież poprzedniczki były całkiem fajne i zdobyły sporą grupę fanów. Więc dlaczego Tajne Akta zostały potraktowane w taki sposób? Czyżby twórcy chcieli trochę zaoszczędzić i liczyli, że mimo tego produkcja i tak będzie się sprzedawać, a niska cena zachęci większą ilość graczy. I chociaż seria została zmieniona, to myślałam, że może nie będzie tak źle. Wcześniej kilkukrotnie spotykałam się z grami należącymi do tego gatunku, które były całkiem fajne i przyjemne. Ależ byłam naiwna...

Miłe złego początki

Nasza przygoda rozpoczyna się od krótkiego filmu, z którego dowiadujemy się, że profesor J. Brenner został porwany, a agentka służb specjalnych zabita. W tym właśnie momencie do akcji wkracza dzielna i nieustraszona Nicole Bonnet, która musi w pojedynkę rozwiązać tę dziwną sprawę. Wraz z nią przenosimy się do Meksyku i stajemy do walki z kartelami narkotykowymi.

Na początku nic nie zapowiadało tragicznego końca.


Agentka FBI musi zająć się przesłuchaniem świadków, zebraniem i zbadaniem dowodów oraz ustaleniem rysopisu przestępców. Co do tego pierwszego, to nie mamy zbyt wielu możliwości dialogu -; po prostu przesłuchiwany przekazuje nam wszystkie posiadane przez niego informacje i tyle. Znacznie więcej zabawy jest z ustaleniem wyglądu podejrzanego. Pojawia się tu kilka opcji wyglądu, które musimy ustalić ręcznie. Z początku rysopis jest raczej ogólny, ale z czasem dowiemy się dużo więcej. Jeśli chodzi o zbieranie dowodów, to jest to rozwiązane w dwojaki sposób. Czasami przeszukując jakieś miejsce po prostu znajdujemy przedmiot, który jest istotny dla śledztwa. Takie rozwiązanie jest realistyczne, fajne i przyjemne. Znacznie gorzej jest z pozostałymi przypadkami, których jest znacznie więcej. Aby móc szukać rzeczy nas interesujących, musimy przebrnąć przez szukanie przedmiotów, które w żaden sposób nie są związane ze sprawą.

Jedna z nielicznych jasnych lokacji - taki okaz!


I pewnie nie byłoby to tak beznadziejne, gdyby nie wykonanie - lokacja to jeden wielki miszmasz, a znalezienie niektórych przedmiotów graniczy z cudem. Gdy plansze są w miarę jasne, nie jest tak źle, ale niestety w większości przypadku otacza nas ciemność. Najgorszym miejscem jest rusztowanie i pokój hotelowy, gdzie wszystko jest czarne, a my jakimś cudem musimy odnaleźć kilka mało istotnych rzeczy. Taka sytuacja to normalna "przeginka" i gdyby nie mój upór to właśnie w tym momencie zakończyłaby się moja przygoda z Art of Murder. Trzeba było dokonać niemożliwego, aby kontynuować grę. Niestety późniejsze etapy stoją na podobnym poziomie, więc nikogo nie powinno dziwić, że już po krótkim czasie dostałam bólu głowy i zwyczajnie się poddałam. Postanowiłam, że spróbuję później, gdy za oknami zapadnie absolutna ciemność. Szkoda, że to również niewiele dało.

Iskierka nadziei

Badanie dowodów oraz pojawiające się od czasu do czasu zagadki stanowiły zachętę do dalszej gry. Gdyby nie one, to wszystko rzuciłabym w diabły już na samym początku. Większość z nich przedstawiona jest w formie minigier, i to naprawdę całkiem fajnych. Tylko czasami wykonywane przez nas czynności są zbliżone do tych realnych, na przykład zbieranie odcisków palców ze znalezionego na miejscu zbrodni noża. Szkoda, że takich elementów jest raczej mało, przez co rozgrywka traci na prawdziwości.

Znajdź oponę. Podpowiem, że znajduje się w prawym dolnym rogu!


Jedną z nielicznych zalet tej produkcji jest oprawa dźwiękowa, która w paru etapach potrafi zjeżyć włosy na głowie. Muzyka dodaje rozgrywce mroczności i tajemniczości. Szkoda, że tylko ona stoi na wysokim poziomie. Grając w nową część Art of Murder miałam ochotę wyrzucić monitor przez okno. Ale mimo wszystko się nie poddawałam, wierzyłam, że dalej może być już tylko lepiej. Beznadziejne szukanie przedmiotów doprowadzały mnie do szału, ale gdy do głosu dochodziły zagadki, w moim sercu pojawiała się malutka iskierka nadziei. "Niestety nie daliśmy rade". Bo jak można wytrzymać takie coś? Cała gra to błądzenie w ciemności. Lokacje są ciemne, nic na nich nie widać, a my musimy jeszcze odnaleźć kilka niepotrzebnych rupieci. Jak głupek klikałam po czarnym ekranie i niszczyłam wzrok. Część zagadek pozostawała bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, a ja sama musiałam wpaść na to, o co chodziło autorom. Czasami sprawa była oczywista - układanka, puzzle, memory - wtedy szło sprawnie i przyjemnie.

Właśnie taki ślad powinni mieć twórcy na swoich czterech literach!


Ale w kilku przypadkach zwyczajnie nie wiemy, co mamy robić lub jak to zrobić. Ewidentnie brakowało klucza, który powinien wskazać nam sposób na rozwiązanie zagadki. A co jeśli ktoś utknie w takim miejscu? Odpowiedź jest jedna - przygoda z Art of Murder: Tajne Akta kończy się. Twórcy nie zadbali o to, aby pojawiła się możliwości pominięcia takiego zadania. Właśnie w takim momencie zrezygnowałam z dalszej gry, nie dość że wszystko jest niejasne, to jeszcze myślenie utrudnia nam ciemność. Wystarczy, że zmarnowałam około dwóch godzin, to jeszcze dostałam silnego bólu głowy. Jeśli ktoś tworzy takie gry to spoko, nie mam nic przeciwko temu, każdy może zbłądzić. Ale gdy taki chłam zostaje wydany, do tego zachwalany jako świetna produkcja, a gracze w nadziei na kolejną dobrą część serii wydają kasę, to już jest chamstwo i kradzież w biały dzień. Autorzy i wydawcy, wstydźcie się, nie tylko zniszczyliście Art of Murder, ale także straciliście zaufanie graczy.

  • Grafika: 2 / 10
  • Dźwięk: 7 / 10
  • Grywalność: 1 / 10
  • Żywotność: 1 / 10
  • Nowatorstwo: 1 / 10
  • Fabuła: 5 / 10
  • Czas gry: 8h

Najważniejsze cechy: muzyka

Plusy

  • kilka ciekawych zagadek
  • muzyka
  • zajmuje niewiele ponad 250 MB

Minusy

  • brzydka i szara grafika
  • nie wiadomo, co należy robić
  • szukanie niezwiązanych ze sprawą przedmiotów
  • przyprawia o ból głowy i czarną rozpacz
  • brak mówionych dialogów
  • dosyć skromna ilość opcji
Avatar użytkownika Nakata
Nakata mówi:

Art of Murder: Tajne Akta to gra żenująca, jak żarty Karola Strasburgera. Nie dość, że większość czasu spędzamy przy szukaniu przedmiotów, to nawet ten element jest beznadziejnie wykonany. W grze panuje ciemność i nieład, przez co rozgrywka staje się udręką. Jedynymi pozytywami są niektóre zagadki i oprawa muzyczna, cała reszta to chłam niewarty swojej ceny. Trzymać się z daleka! Wywołuje agresję i silny ból głowy!

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?