Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Trine 4: The Nightmare Prince

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 18 maj 2020 06:25
  • Czytano: 1,010 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Trine 4: The Nightmare Prince (PC)

Okładka gry Trine 4: The Nightmare Prince
  • Producent: Frozenbyte
  • Wydawca: Modus Games
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: akcji, co-op, fantasy, indie, logiczne, platformówki, zręcznościowe
  • Premiera: 8 październik 2019 r.
  • Premiera PL: 8 październik 2019 r.
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 107.99 zł
  • Nasza ocena

    8.5

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: Windows 7/8/10 64-bit, procesor Intel quad-core 2,0 GHz / dual-core 2,6 GHz, 4 GB RAM, karta graficzna NVIDIA GeForce GTX 560 / AMD Radeon HD 5700, DirectX 11, 16 GB wolnego miejsca na dysku

Jeśli chcesz narobić sobie wrogów, spróbuj coś zmienić. Choć pełen trójwymiar w interesujący sposób uzupełniał Trine, tak większości fanów serii nie przypadł do gustu, dlatego sequel wraca do korzeni. Recenzja wykaże, czy to Trine 4: The Nightmare Prince wyszło na dobre.

Również tym razem napotkamy przesympatyczne zwierzęta.



Książę ze snów
Uzdolniony magicznie, lecz nie do końca stabilny emocjonalnie książę wkrada się do komnaty i poznaje tajniki magii, do jakich czarodzieje z Akademii Astralnej nie dawali mu dostępu, obawiając się potencjalnych zagrożeń. Obawy te wynikały z tego, że starsi bracia robili niemiłe psikusy Seliuszowi, co doprowadziło do nękających go koszmarów. Kiedy poznał zaawansowaną magię, koszmary zaczęły same uwalniać się ze świata snów, terroryzując okolicę, a sam książę ucieka ze szkoły magii. Akademia Astralna nie mogąc sprowadzić Seliusza z powrotem, zwraca się do zasłużonych bohaterów Trójni (choć w tej części nazwa artefaktu nie jest tłumaczona), by ci odnaleźli księcia i doprowadzili go z powrotem do Akademii.

Historia jest nawet interesująca, ale tempo ma trochę nierówne. Trine 4 podzielono na 5 aktów, a w jednym z nich księcia prawie nie ma – bohaterowie podążają tylko śladem koszmarów, jakie panoszą się po okolicy po przejściu Seliusza przez dany obszar. Nie będę wnikał w szczegóły, żeby nie narobić spoilerów, ale mimo różnego tempa rozwoju fabuły, wydarzenia śledzi się z przyjemnością, a końcówka jest zrealizowana bardzo dobrze i tym razem mamy do czynienia z zamkniętą opowieścią. Nie ma zanadto potrzeby znajomości poprzednich części, chyba że zależy Wam na smaczkach jak easter egg dotyczący trzeciej części, kiedy odnajdziemy wszystkie skarby. Ukończenie The Nightmare Prince zajmie niecałe 10 godzin, jeśli zechcemy tylko poznać historię, ale może spokojnie dobić do tuzina, gdy uprzemy się na wymaksowanie.

Amadeuszowi nieco bliżej teraz do maga bitewnego.



Częściowy powrót do korzeni
Chociaż nam osobiście przejście w pełne 3D przypadło do gustu, tak większości nie spodobał się ten eksperyment i ekipa Frozenbyte w przypadku Trine 4: The Nightmare Prince wróciła do tak lubianego 2,5D. Miałem pewne obawy, czy to nie jest zbyt wyeksploatowany temat, ale twórcy projektem poziomów i zagadek udowodnili, że w tym trybie rozgrywki jak najbardziej wciąż drzemie potencjał, a tutaj oczywiście nie omieszkali go wykorzystać. Ale nie wszystko jest tak, jak zapamiętaliśmy to z pierwszych dwóch części. Teraz mimo rysowania gdzieś na ekranie, przedmioty Amadeusza zawsze pojawiają się nad jego głową, co bywa nieintuicyjne. Rozumiem ten ruch ze względu na zmienione możliwości bojowe związane z telekinezą, ale ten limit odległości można było ograniczyć jedynie do walk. Zoya już nie może przyczepić liny do każdej drewnianej powierzchni, a jedynie do metalowych pierścieni i obiektów przywołanych przez Amadeusza. Bodaj tylko przy rycerzu Poncjuszu poczujemy się jak w domu.

Każdy następny widok tej lokacji był już piękny.



Naturalnie, powyższe ograniczenia pozwoliły twórcom na niemożliwe wcześniej do zrealizowania projekty zagadek. Te wciągną każdego fana logicznych zagwozdek z wykorzystaniem fizyki i dość szybko da się zapomnieć o ograniczeniach, jakich poprzednie części nie miały. Tradycyjnie bohaterowie odblokowują nowe zdolności w określonych punktach fabuły po nabiciu wystarczającej puli punktów doświadczenia, a te pozwalają z kolei na usprawnienie z wykorzystaniem punktów ulepszeń, jakie zbieramy z magicznych eliksirów. Wspominałem o skarbach – te zwykle znajdują się w trudno dostępnych miejscach, do jakich można się dostać po rozwiązaniu co bardziej wymagających zagadek. Gdybyśmy pominęli coś, możemy później z poziomu mapy wygodnie zobaczyć, do którego punktu kontrolnego należy się cofnąć, żeby uzupełnić zapasy punktów ulepszeń czy skarbów. Przy tych ostatnich bohaterowie rzucą jakimś krótkim komentarzem, podobnie jak przy odebranych listach, ale trochę szkoda, że twórcy nie pokusili się o coś więcej.

Walki z koszmarami są o tyle ciekawe, że nagle w powietrzu rysują się platformy, a sami wrogowie nierzadko w jakiś sposób są chronieni. Pająki lodowe czy ogniste będą wyjątkowo odporne na strzały, dopóki Zoya nie zaatakuje przeciwnym żywiołem. Wilki bywają chronione magiczną tarczą, dopóki jej źródło nie zostanie unicestwione. Żeby urozmaicić potyczki, część atakuje z bliska, część szarżuje magicznie, część się toczy – inni wrogowie szyją z łuków, bądź rzucają w nas magicznymi bombami. I wszystko fajnie, gdyby nie to, że mimo tych zawiłości koszmary bardzo łatwo się pokonuje, nawet idąc solo magiem, gdyż ten ze względu na szybkie miotanie kinetyczne przedmiotami może bez problemu pokonać w parę sekund całe zastępy koszmarów. Tak łatwo już nie ma przy bossach, ale i ci nie powinni sprawić kłopotów na dłużej niż kilka minut – uspokoję tylko, że bitwy z nimi należą do przyjemnych i satysfakcjonujących.

Świetnych zagadek tutaj nie brakuje.



Łatwość nie tylko wynika z tego, że walka nie stanowi większych przeszkód w Trine 4: The Nightmare Prince. Teraz kiedy ktoś spadnie w przepaść, nie trzeba lecieć do punktu kontrolnego, jako że w parę sekund postać wróci do akcji. W trakcie bitew z kolei trzeba będzie chwilę postać w miejscu, gdzie bohater poległ, by przywrócić go do walki. O tyle to fajne, że nie wydłuża sztucznie gry, jednak kiedy gra się w trybie wieloosobowym, to już jest to już w ogóle spacerek. Tym bardziej że Trine 4 umożliwia nie tylko grę w trójkę każdy gracz jednym konkretnym bohaterem, ale również do czterech osób w trybie wolnym, gdzie wszyscy mogą dowolnie zmieniać postaci. Ale jeśli cała drużyna jest nieostrożna, można łatwo dorobić się ekranu z wiadomością o przegranej (kiedy naraz wszyscy spadną w przepaść).

Przepięknie jak zawsze
Póki rzeki płyną i rośnie trawa, tak każda następna część serii Trine jest przepiękna. Rzecz jasna, nie inaczej jest w przypadku The Nightmare Prince – mamy zróżnicowane lokacje i choć może nie ma tak zapadających w pamięć miejsc jak wnętrze potwora czy świat książki z poprzednich część, to i tak wielokrotnie stawałem w miejscu na moment nie tyle, żeby pomyśleć nad jakąś zagadką, ale żeby po prostu się spokojnie napatrzeć na pełną detali, ruchu i życia okolicę. Studio Frozenbyte ponownie oddało nam w ręce baśniowy świat być może nawet piękniejszy, niż byśmy sobie mogli to wyobrazić.

Twórcy potrafią również przygotować mroczniejsze miejscówki.



Fanów serii ucieszy również fakt, że ponownie kompozytorem ścieżki dźwiękowej został Ari Pulkkinen, który doskonale oddał klimat świata Trine. Przy tym zrobił to nie w leniwy sposób i tylko z rzadka usłyszymy jakiś kawałek znajomej melodii, a poza tym soundtrack świetnie będzie nam przygrywać w trakcie rozgrywki. Bardzo dobrze wypadły też wszelkie efekty dźwiękowe, jak również dubbing postaci. Tutaj wszystko jest po staremu, czyli oferując wysoką jakość, do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Trójnia z czwórką na piątkę
Jeżeli należycie do większości, która nie lubiła trzeciej części za odejście od schematu, to czwarta wyprawa bohaterów zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Pomimo dość bezpiecznego, że tak powiem, podejścia do serii, Trine 4: The Nightmare Prince wciąż stanowi wyborną część sagi i sprawi przyjemność fanom. Nowych może z kolei skutecznie zachęcić do tego, by sięgnęli po poprzednie gry, tym bardziej że w pakiecie wychodzi bardzo tanio, a radochy z gry w pojedynkę czy wspólnie z innymi (a tutaj można grać nie tylko każdy jedną postacią do 3 graczy, ale również we czwórkę, gdzie każdy gra dowolnym bohaterem, nawet kiedy wszyscy biorą tę samą postać) jest dzięki serii Trine niemało. I nie inaczej jest również teraz.

Pełen arsenał umiejętności pozwala na ciekawsze konstrukcje.




Grę do recenzji udostępnił partner Dead Good Media
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 8 / 10
  • Nowatorstwo: 7 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 10h

Najważniejsze cechy: powrót do 2, 5D, przepiękna oprawa, świetne zagadki; łatwa,

Plusy

  • stary dobry Trine
  • przepiękna oprawa audiowizualna
  • świetnie zaprojektowane zagadki
  • dwie opcje kooperacji (klasyczna i dowolna do 4 graczy)
  • ciekawa fabuła

Minusy

  • ograniczenia względem poprzedniczek
  • przeważnie zbyt łatwa
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Osobiście trochę tęsknię do 3D i możliwości, jakie dawało, jednak twórcy i tak miło mnie zaskoczyli pomysłami w Trine 4: The Nightmare Prince. Co nie zmienia faktu, iż kilka rzeczy wolałbym, by było zrobionych inaczej.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?