Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Star Wars Jedi: Upadły zakon

Informacje

  • Autor: bart0ssy
  • Dodano: 09 styczeń 2020 08:46
  • Czytano: 906 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Star Wars Jedi: Upadły zakon (PC)

Okładka gry Star Wars Jedi: Upadły zakon
  • Producent: Respawn Entertainment
  • Wydawca: Electronic Arts Inc.
  • Dystrybutor PL: Electronic Arts Polska
  • Gatunek: akcji, przygodowe, science-fiction, TPP
  • Premiera: 15 listopad 2019 r.
  • Premiera PL: 15 listopad 2019 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: pełna polska wersja
  • Nośnik: DVD
  • Cena: 239.90 zł
  • Nasza ocena

    8.0

  • Twoja ocena

    9 / 10

    Średnia: 9 / Głosów: 2

  • Cechy gry PEGI 16

    PEGI 16
    Gra dla nastolatków

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: Procesor Intel Core i3-3220 3.3 GHz / AMD FX-6100 3.3 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 650 / Radeon HD 7750 lub lepsza, 55 GB HDD, Windows 7/8.1/10 64-bit

Po dwóch Battlefrontach od EA nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż jeszcze długo poczekamy na więcej niż, dyplomatycznie rzecz ujmując, „poprawną grę” w uniwersum Star Wars. Podejrzewałem, że Zakon jest już Upadły na dobre, ale myliłem się… Moc drzemie w Nim wielka!

Respawn gotuje cud, ugotuje Ci miód…
Star Wars Jedi: Upadły Zakon nie odkrywa koła na nowo. Kuchmistrze z Respawn Entertainment wymieszali najszlachetniejsze składniki topowych gier akcji ostatnich lat i wszystko dokładnie oblali gwiezdnowojennym sosem. Nowa gra studia pełna jest tropów zaczerpniętych z ostatnich Tomb Raiderów, serii Darksiders czy też dokonań… From Software. Wielkie marki, wspaniałe produkcje, ale nawet najlepsze ingrediencje nie dają pewności pysznego dania. Takowe otrzymujemy jedynie, gdy uda się dobrać odpowiednie proporcje. Co tu dużo mówić, w przypadku Upadłego Zakonu mamy do czynienia z tzw. strzałem w dziesiątkę.

Modliszka, czyli główny hub gry



Lara Kestis czy Cal Croft?
Star Wars Jedi zaczyna się liniowym, naładowanym akcją wprowadzeniem, które z miejsca daje wrażenie obcowania z tytułem najwyższego kalibru. Myślisz sobie, to jest mój gwiezdnowojenny Uncharted, a po godzinie okazuje się, że to dopiero przedsmak prawdziwego kształtu rozgrywki. Gdy wylądujesz na pierwszej dużej planeto-lokacji – Bogano, pojawiają się skojarzenia z nową trylogią Tomb Raidera. Trochę poeksplorujesz, a przypomnisz sobie metroidowe labirynty z Darksiders. Powymachujesz mieczem świetlnym i zauważysz, że w sumie to takie przystępniejsze Sekiro. Upadły Zakon próbuje łapać kilka srok za ogon i... mu się to udaje.

Holokronu szukaj i o nic nie pytaj!
Zanim zacznę wychwalać poszczególne elementy Star Wars Jedi, opowiem o jedynym detalu, który nie zagrał w tej misternie skonstruowanej układance. Główny bohater, Cal Kestis, to jeden z rycerzy Jedi, który przetrwał sławetny Rozkaz 66. Znalazł on schronienie w gildii złomiarzy na planecie Bracca, a gdy spalił przykrywkę z opresji uratowała go niejaka Cere Junda. Dawna wojowniczka Jedi daje mu pretekst do zwiedzenia kilku planet. Oklepana fabuła w grach komputerowych to standard, do którego jestem przyzwyczajony, ale wybitne gry osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen zwykle rozpieszczały mnie pod tym względem. Od Upadłego Zakonu nie oczekiwałem może plot twistów na miarę obu KOTOR-ów, ale przecież nawet taki The Force Unleashed miał w sobie momenty, które mogły zaangażować emocjonalnie.

Nowy tytuł Respawn to z kolei pokaz skrajnie pretekstowej historyjki, skleconej tak, by zwiedzanie lokacji miało w sobie absolutne minimum sensu. Kiedy gra jest tak dobra jak Upadły Zakon, to naprawdę chciałoby się znacznie, znacznie więcej... Śródtytuł mówi o scenariuszu wszystko: „Holokronu szukaj i o nic nie pytaj!”. Przygoda Kestisa nie grzeje, nie czuć w niej stawki, a przemiany zachodzące w bohaterach są archetypiczne. Ale jest nadzieja na przyszłość, bo scenarzystom udało się przynajmniej wykreować drużynę interesujących i dających się polubić postaci, które, miejmy nadzieję, będą miały coś ciekawego do roboty w sequelu.

Tak działa hipernapęd!



Mass Effect
Lwią część rozgrywki Star Wars Jedi spędzimy na czterech dużych planetach – Bogano, Zeffo, Kashyyyk oraz Dathomirze. Dostajemy się do nich za pośrednictwem swoistego huba w postaci Modliszki – statku kosmicznego, który jest taką okrojoną wariacją Normandii. Podchodzisz do holostołu, wybierasz planetę, wchodzisz w nadświetlną i wreszcie masz dostęp do mięska, czyli otwartych lokacji złożonych z obszernej siatki mniej lub bardziej zawiłych sal i korytarzy. Na szczęście można się w tym wszystkim połapać dzięki czytelnej, trójwymiarowej mapce, którą można obejrzeć za pośrednictwem towarzyszącego Calowi „słodziako-droida” o oznaczeniu BD-1.

Konstrukcja lokacji w najnowszej grze Respawn Entertainment opiera się na ciągu sekwencji platformówkowych oraz prostych zagadek środowiskowych poprzetykanych całkiem obszernymi arenami wypełnionymi grupkami przeciwników. Nie zwiedzisz wszystkiego od razu, wszakże Fallen Order to Metroidvania pełną gębą. Znaczna część przygotowanych przez twórców poziomów otwiera się dopiero po odblokowaniu pewnych umiejętności. Wall runy, double jumpy, burzenie nadwątlonych ścian za pomocą force pusha – nic szczególnie odkrywczego pod względem mechaniki, ale jest tego wystarczająco dużo i jest to zrobione na tyle dobrze, że serwowany przez grę backtracking ciągle jest przyjemny i satysfakcjonujący.

Sekiro dla początkujących
Daje radę także walka, która w oczywisty sposób czerpie z dokonań From Software. Tajemnica skutecznego machania mieczem świetlnym opiera się na perfekcyjnym timingu uderzeń i uników oraz kontrolowaniu paska staminy, która jest niezbędna do skutecznego stosowania bloku. Proste, znane, lubiane, a w Upadłym Zakonie dobrze zaimplementowane. Obok tropów znanych z Soulsów występują umiejętności związane z mocą (od klasycznego force pusha, poprzez spowalnianie przeciwników, kończąc na rzutach mieczem świetlnym) oraz z BD-1 (hakowanie osłabionych droidów). Swoją drogą, fani Dartha Maula z pewnością ucieszą się na wieść o tym, że można odblokować walkę podwójnym mieczem świetlnym – ta opcja szczególnie dobrze sprawdza się w pojedynkach z licznymi przeciwnikami. W Calu Kestisie od początku czuć siłę rycerza Jedi, a cięcia mieczem świetlnym sieją prawdziwe spustoszenie w szeregach wroga.

Podoba mi się specyficzne wrażenie rozpłatywania kolejnych przeciwników – oręż wchodzi w ciała jak w masło, zdecydowanie udało się uchwycić efekt znany z filmów. Poczucie potęgi można dodatkowo wzmocnić, odblokowując kolejne skille z rozbudowanego drzewka umiejętności. Wraca mechanika dusz znana z Soulsów – porażka oznacza utratę punktów doświadczenia, aczkolwiek zawsze dostajemy jedną szansę na ich odzyskanie, wystarczy uderzyć wroga, który zadał Calowi śmiertelne uderzenie. A śmiertelnych uderzeń trochę będzie, bo choć Star Wars Jedi nie jest grą przesadnie wymagającą, to już opracowanie taktyki na silniejszych przeciwników zwykle będzie wymagało więcej niż jednego podejścia. Ba, każda większa grupa słabych mobków może zakończyć przygodę Cala, jeśli ten będzie wymachiwał mieczem świetlnym jak cepem. Swoją drogą, zróbcie sobie przysługę i ustawcie sobie poziom trudności przynajmniej na Jedi Master.

Zabawy mieczem świetlnym przyniosły ciekawy rezultat...



Powrót Jedi
Upadły Zakon uderza nostalgiczne nuty, ale robi to umiejętnie i godnie. Przemierzanie lokacji dostępnych w grze daje to charakterystyczne poczucie przygody, które do tej pory było obecne wyłącznie w oryginalnej trylogii Lucasa. Wrażenie to potęgowane jest przez zróżnicowanie wizualne każdej z głównych planet – pastelowo zielona Bogano, duszna i pustynna Dathomira, pokryta śniegiem Zeffo i lesista Kashyyyk. Coś szczególnego udało się uchwycić w prezentacji tych wirtualnych światów, coś, co sprawia, iż czuje się specyficzny klimat każdego z odwiedzanych miejsc. Na korzyść ekspozycji gra także muzyka, która jest tak dobra, że spokojnie mogłaby zostać wykorzystana w pełnometrażowym filmie Star Wars. Soundtrack z atestem Johna Williamsa? Nie mam co do tego wątpliwości. Mógłbym się jeszcze w tej recenzji rozpisać na temat szczegółowości poszczególnych modeli czy doskonałych efektów graficznych, ale czy to jest jakieś zaskoczenie? Wszakże gra hula na silniku Unreal Engine 4, a programiści z Respawn Entertainment już nie raz pokazali, na co ich stać, więc należało się spodziewać graficznego rarytasu. Najważniejsze jest to, że Upadły Zakon pod względem audiowizualnym bezbłędnie imituje charakter klasycznej sagi. A ta sekwencja po ostatnim pojedynku z bossem… Oby więcej takiego fan serwisu, ciary! Ucz się, J. J.

Ambitny padawan
Przekładając na hierarchię Jedi, to Upadły Zakon jest padawanem. Takim, który posiada talent na miarę Anakina Skywalkera, ale jednak ciągle daleko mu do dojrzałości. Przejawia się to przede wszystkim w warstwie technicznej. O dziwo, nie mam na myśli bugów uniemożliwiających przejście gry czy też horrendalnych wymagań sprzętowych. Nie spotkałem się z większymi babolami, no może z wyjątkiem okazjonalnie karykaturalnych rag dolli. Optymalizacja również jest w porządku – mainstreamowe karty graficzne sprzed 4 lat bez większego trudu poskromią tę produkcję w jakości 1080p przy wysokich ustawieniach graficznych. Nieskutecznie funkcjonuje dynamiczne skalowanie rozdzielczości – da się z tym żyć, aczkolwiek szkoda, bo w przypadku miękkiej oprawy graficznej nowych Star Warsów, ta opcja sprawdziłaby się idealnie.

Kuleje i to konkretnie streaming assetów w tle, a to już poważny zarzut. Od czasów trzeciej części Gothica (2006!) nie trafiłem na tytuł, który miałby z tym równie duże problemy. Każde przejście pomiędzy większymi kawałkami lokacji wiąże się z konkretnymi chrupnięciami, co jest szczególnie odczuwalne przy odkrywaniu nowych fragmentów lokacji. Obszerne łatki sprawiły, że teraz sytuacja jest już znacznie lepsza niż w momencie premiery, ale wciąż zdarzają się freeze’y utrudniające rozgrywkę. Upadły Zakon to jedna z tych gier, które warto zainstalować na dysku SSD nie tylko ze względu na krótsze loadingi – przyzwoity dysk półprzewodnikowy zagwarantuje także mniejszą ilość denerwujących chrupnięć w trakcie rozgrywki.

Drzewko umiejętności nie jest przesadnie rozbudowane, ale w zupełności wystarczy



Nowa nadzieja
Star Wars Jedi: Upadły Zakon jest jak pilot dobrze zapowiadającego się serialu. To dopiero wersja demo, to zapowiedź tego, co nadejdzie. To też przynęta, która sprawiła, że połknąłem haczyk. Studio Respawn Entertainment opracowało ciekawą formułę rozgrywki i wylało fundamenty pod epicką serię. Jeśli już przymykać oko na problemy techniczne czy banalną fabułę, to tylko w przypadku takich gier. Czuję niedosyt, gdyż chciałbym zwiedzić więcej planet, rozpracować więcej boss fightów, zasmakować prawdziwie epickiej historii… Więcej tej uzależniającej, klimatycznej, miodnej rozgrywki, która sprawia, że świeżo po zobaczeniu napisów końcowych nie mogę doczekać się sequela. Tymczasem cieszmy się tą „wersją demo”, która mimo uchybień jest najlepszą grą akcji osadzoną w gwiezdnowojennym uniwersum i jedną z czołowych gier minionego roku. Oraz odtrutką po ostatnim epizodzie sagi, ale to już inna sprawa...
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 8 / 10
  • Żywotność: 7 / 10
  • Fabuła: 4 / 10
  • Czas gry: 18h

Najważniejsze cechy: Nowoczesna gra akcji w uniwersum Star Wars

Plusy

  • Klimat
  • System walki
  • Struktura poziomów
  • Wspaniała oprawa audiowizualna
  • Złożony gameplay

Minusy

  • Poważne problemy ze streamingiem assetów
  • Słabawa fabuła
  • Chciałoby się odwiedzić więcej planet...
Avatar użytkownika bart0ssy
bart0ssy mówi:

Jeśli czegoś nie zepsują, to sequel będzie zgarniał najwyższe możliwe noty. Star Wars Jedi: Upadły Zakon jest naprawdę mocnym fundamentem, na którym można zbudować wybitną serię gier.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?