Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Where the Water Tastes Like Wine

Informacje

  • Autor: Louis
  • Dodano: 04 grudzień 2018 21:54
  • Czytano: 64 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Where the Water Tastes Like Wine (PC)

Okładka gry Where the Water Tastes Like Wine
  • Producent: Dim Bulb Games
  • Wydawca: Good Shepherd Entertainment
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: indie, przygodowe
  • Premiera: 28 luty 2018 r.
  • Premiera PL: 28 luty 2018 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 71.90 zł
  • Nasza ocena

    6.0

  • Twoja ocena

    0 / 10

    Średnia: 0 / Głosów: 0

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Online

    Online
    W grę można grać online.

Wymagania: Procesor Intel Core 2 Duo E4500 2.2 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 512 MB GeForce 8500 GT lub lepsza, 6 GB HDD, Windows 7/8/10

Są gry, które trudno definitywnie sklasyfikować, a tym samym uczciwie ocenić. Pewne projekty wymykają się teoretycznie sztywnym ramom gatunkowym, sprawiają wrażenie nierealizujących założeń medium, a przynajmniej naszych oczekiwań względem elektronicznej rozrywki. Jednakże ich oryginalność, nietuzinkowa oprawa, charakterystyczne podejście do rozgrywki sprawiają, że trudno je zignorować. Właśnie taką nietypową pozycją jest przygodówka Where The Water Tastes Like Wine zrealizowana przez studio Dim Bulb Games przenosząca graczy do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej z okresu wielkiego kryzysu gospodarczego w pierwszej połowie XX wieku.


Czy odważysz się zaryzykować?




Rozgrywasz partię kart z grupą nieznajomych o dość wysoką sumę, ostatnie rozdanie niewątpliwie gwarantuje ci wygraną, ale czy zaryzykujesz podniesienie stawki i złożysz rywalowi obietnicę spłacenia tajemniczego długu, jeśli przegrasz? To może być interesujące zawiązanie opowieści, punkt rozpoczęcia wspaniałej przygody – element niepewności, testowanie szczęścia, oczekiwanie, że jednak coś pójdzie nie po naszej myśli, a wątek odpłaty zostanie rozwinięty. Tak też się dzieje, nasze karty znikają i lądują w dłoni przeciwnika, ten zaś z uśmiechem na swym kosmatym wilczym pysku oferuje możliwość uregulowania zobowiązania poprzez wyruszenie w podróż polegającą na gromadzeniu i przekazywaniu dalej różnorodnych historii. Dzięki Where The Water Tastes Like Wine rozpoczynamy wędrówkę po Stanach aby obserwować, słuchać, rozmawiać, poznawać interesujące osoby lub istoty, wpływać na sytuacje w jakich się znalazły i tym samym kształtować opowiadania, które zaciekawią naszych słuchaczy.


To nie jest wilk w owczej skórze...




Muszę przyznać, że bardzo trudno jest jednoznacznie ocenić dzieło Dim Bulb Games, a im więcej czasu przy nim spędzam, tym zadanie to wydaje się trudniejsze. Szczególnie jeśli zastanowimy się, z czym tak naprawdę mamy do czynienia: grą artystyczną, interaktywnym doświadczeniem narracyjnym, a może projektem wykraczającym poza te kategorie? Bez wątpienia jednak kontakt z efektem prac zespołu nadzorowanego przez Johnnemanna Nordhagena oferuje coś wyjątkowego, wyróżniającego się na tle podobnych niezależnych tytułów. Pierwszym, co zwraca uwagę to oczywiście fenomenalna oprawa audiowizualna, stanowiąca jednocześnie w mojej ocenie największą zaletę omawianej produkcji, złożona z utrzymanych w intrygującej estetyce grafik Kellana Jetta oraz nastrojowej muzyki Ryana Ike’a. Jeśli dodamy do tego charakterystyczne głosy napotykanych postaci i samego narratora (w tej roli Keythe Farley) towarzyszącego nam podczas podróży można odnieść wrażenie, że Where The Water Tastes Like Wine świetnie sprawdziłoby się jako immersyjne słuchowisko.


Podczas podróży przeżywamy różnorodne spotkania.




Samej warstwie fabularnej trudno cokolwiek zarzucić, interaktywne scenki są różnorodne, dobrze napisane, a tym samym zachęcają do ich kolekcjonowania oraz poznawania alternatywnych wersji wydarzeń. Jedne mają bawić, inne zasmucać, część będzie przerażać lub wzbudzać obrzydzenie, niektóre zaś pozostawią nas w napięciu i nie zawsze zdradzą swój finał. Buduje to wrażenie uczestniczenia w pisaniu książki, konkretnie zbioru opowiadań zainspirowanych doświadczeniami bohatera. Te natomiast możemy przekazać innymi postaciom w zamian za ich najciekawsze historyjki, oczywiście pod warunkiem, że snute przez nas opowieści je usatysfakcjonują, a przynajmniej takie jest początkowe założenie. Zależnie od nastroju naszych kompanów czy jasno zdeklarowanych potrzeb musimy wybrać odpowiednią konwencję lub tematykę spośród zgromadzonych anegdot, co z kolei stanowi momentami niemałe wyzwanie. Gra pozwala kolekcjonować opowiastki, ale w kluczowym momencie spotkania przy ognisku musi nam wystarczyć zdawkowy opis danego wątku. Na jego podstawie trudno określić czy zadowolimy towarzyszącą nam osobę i proces doboru właściwego opowiadania zamienia się w małe losowanie.


Wędrówka trwa, niezależnie czy to świt czy zmierzch.




Po pewnym czasie historyjki wracają do nas w nieco zmienionej albo uzupełnionej wersji. Niestety nasz wpływ na ich kształtowanie jest znikomy, gdyż poza wędrówką, rozglądaniem się za miejscami, w których możemy znaleźć źródła potencjalnych inspiracji oraz prowadzeniu nieskomplikowanych dialogów z nieznajomymi, nie robimy nic więcej. To sprawia, że przy świetnej oprawie audiowizualnej sekwencji narracyjnych mechanika w Where The Water Tastes Like Wine wypada zwyczajnie blado. Pomiędzy pojedynczymi fabularyzowanymi graficznymi planszami przemierzamy Amerykę sterując olbrzymim szkieletem niosącym na kiju niewielki tobołek. Powoli przemieszczamy się z miasta do miasta umilając sobie wędrówkę radosnym pogwizdywaniem, ale jeśli szczęście dopisze lub zbierzemy wystarczająco dużo gotówki, możemy czasem podróżować autostopem bądź pociągiem. Szkoda tylko, że reprezentacja owej wędrówki wygląda kiepsko, a co gorsza nie daje satysfakcji pokonywania w żółwim tempie terenów USA. Gdyby nie wpadający w ucho podkład muzyczny, zmieniający nieco brzmienie zależnie od regionu, fragmenty te nie oferowałyby moim zdaniem nic wartościowego.


Wieczór przy ognisku to doskonała okazja na snucie opowieści.




Projekt Dim Bulb Games w ciekawy sposób podejmuje tematykę snucia opowieści, wykorzystuje oryginalne rozwiązania stylistyczne, ale nie sprawdza się jako gra. Szczerze mówiąc trudno rozpatrywać go w kategorii growości i jak pisałem już wcześniej znacznie bliżej mu do interaktywnej noweli czy słuchowiska niż typowej przygodówki. To swoisty eksperyment, który nie każdemu przypadnie do gustu, lecz może stanowić niecodzienną alternatywę dla bardziej standardowych produkcji stawiających na pierwszym miejscu opowiadanie historii. Where The Water Tastes Like Wine ma szansę zdobyć uznanie odbiorców ceniących sobie określony, dość literacki sposób prowadzenia narracji, zaznajomionych ze specyfiką amerykańskiej kultury oraz potrafiących wybaczyć znikome możliwości ingerowania w proces tworzenia historyjek. Jeśli nie zaliczacie się do tej grupy możecie sobie spokojnie odpuścić kontakt z tą produkcją.




Grę do recenzji udostępnił serwis GOG

  • Grafika: 8 / 10
  • Dźwięk: 9 / 10
  • Grywalność: 5 / 10
  • Żywotność: 5 / 10
  • Nowatorstwo: 5 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 15h

Najważniejsze cechy: fabularna, przygodowa, Ameryka lat 20. XX wieku

Plusy

  • grafika 2D
  • dubbing
  • muzyka
  • opowiadania
  • oryginalność

Minusy

  • grafika 3D
  • mechanika podróży
  • znikomy wpływ na fabułę
Avatar użytkownika Louis
Louis mówi:

Jeśli czytaliście w dzieciństwie o przygodach Tomka Sawyera i Hucka Finna, lubicie filmy takie jak "Bracie, gdzie jesteś?", nie przeszkadza Wam w pewnym stopniu wykorzystywana tutaj konwencja realizmu magicznego, a od biegania po trójwymiarowym świecie wolicie czytać krótkie ale intrygujące historyjki, to dzieło Dim Bulb Games powinno Was usatysfakcjonować. W przeciwnym razie pozostanie artystyczną ciekawostką, której nie warto poświęcać dużo czasu. Trochę szkoda...

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?