Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Informacje

  • Autor: Karfein
  • Dodano: 27 lipiec 2018 22:55
  • Czytano: 409 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Ni no Kuni II: Revenant Kingdom (PC)

Okładka gry Ni no Kuni II: Revenant Kingdom
  • Producent: Level 5
  • Wydawca: Bandai Namco Entertainment
  • Dystrybutor PL: brak danych
  • Gatunek: fantasy, RPG, TPP, turowe
  • Premiera: 23 marzec 2018 r.
  • Premiera PL: 23 marzec 2018 r.
  • Tryb gry: single player
  • Język: angielski
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 199.90 zł
  • Nasza ocena

    7.5

  • Twoja ocena

    8 / 10

    Średnia: 8 / Głosów: 1

  • Cechy gry PEGI 12

    PEGI 12
    Gra dla starszych dzieci

    Przemoc

    Przemoc
    Gra zawiera elementy przemocy.

Wymagania: Procesor Intel Core i5-4460 3,2 GHz/AMD FX-6300 3.5 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 750 Ti/Radeon R7 260x lub lepsza, 40 GB HDD, Windows 7 SP1/8/10 64-bit

Studio Ghibli zmieniło formę i od jakiegoś czasu zajmuje się raczej produkcją niż samodzielnym tworzeniem animacji, ale nic straconego. Ekipa odpowiedzialna za serię Ni no Kuni skontaktowała się z ludźmi związanymi wcześniej z twórczością Ghibli, toteż mimo braku ich logo na okładce, kontynuacja cieszy się ich wkładem. Recenzja Ni no Kuni II: Revenant Kingdom.

Tutaj nawet przywołanie truposzy wygląda ładnie.



Infantylne marzenia realizowane na serio
Trzonem historii Ni no Kuni: Wrath of the White Witch wydanego na PlayStation 3 było istnienie dwóch światów i ich wzajemne się przenikanie (dodam tylko, że znajomość oryginału daje tu co najwyżej smaczek w jednej zagadce logicznej i tyle). Już na początku sequela możemy zaobserwować, jak głowa państwa widzi rakiety lecące w stronę miasta, do którego zmierza. Roland nie ginie jednak w zamachu, a przenosi się samoistnie do fantastycznego świata (i przy okazji młodnieje), by być świadkiem zamachu stanu, w wyniku czego główny bohater traci swoje królestwo na rzecz zdrajcy i musi ratować się ucieczką. Jako że już na początku dzieją się dość przykre rzeczy, pozwolę sobie część przemilczeć, ale muszę dodać, iż dalsza część jest znacznie lżejsza w odbiorze. Nie tylko wszystko jakby samo się układa, to jeszcze protagonista, Evan, przekonuje do siebie wszystkich dookoła łatwiej niż robi to Naruto. Oczywiście pojawiają się problemy, jakie koniecznie trzeba rozwiązać, by historia potoczyła się dalej, jednak po mocnym początku oczekuje się czegoś znacznie mniej naiwnego niż to, co serwuje nam Ni no Kuni II. Zobaczenie napisów końcowych przychodzi dopiero po ponad 50 godzinach zabawy (lub ponad 60, jeśli mamy zamiar wykonywać zadania poboczne), ale ta naiwna fabuła ma dość mocne zakończenie z ciekawym zwrotem akcji.

Revenant Kingdom nie obfituje w napięcie emocjonalne na poziomie Wrath of the White Witch, a o istnieniu dwóch światów gra niejako zapomina na bardzo długi czas po prologu. Trochę szkoda, iż ekipa Level-5 nie zdecydowała się bardziej wykorzystać potencjału tkwiącego w uniwersum złożonym z dwóch światów, z czego niezadowoleni będą z pewnością fani części pierwszej. Podobnie zresztą, jak w „jedynce”, tak i tutaj mamy do wykonania całą masę zadań pobocznych, zwłaszcza że tym razem będzie do rekrutowania ponad 100 potencjalnych obywateli nowego królestwa Evermore, jakie zamierza stworzyć Evan. Ze względu na ich liczebność, ponownie ich konstrukcja jest prosta jak budowa cepa – znakomita większość to przynieś, zabij, pozamiataj. Mimo wszystko historia na swój sposób wciąga, tym bardziej że ciekawie rozbudowuje się nowopowstałe królestwo. Warto wspomnieć, że po zakończeniu głównej fabuły czeka nas spora dawka dodatkowych wrażeń, a w sierpniu wychodzi jeszcze darmowe DLC z wyzwaniami.

Inspiracja Ace Attorney?



Od zera do królestwa
Skoro już wspomniałem o rozbudowie królestwa, przejdźmy do rozgrywki. Tutaj mamy dość klasyczną eksplorację świata, gdzie później odblokujemy także podróże morskie oraz powietrzne. Porzucono walkę w czasie rzeczywistym z pomocą stworzeń, jakim wydawano polecenia z poziomu menu, jak gdyby w trybie turowym. Można było też walczyć bezpośrednio, jednak to trenowanie chowańców stanowiło naszą główną strategię. W sequelu zdecydowano się na typową akcję z wykorzystaniem członków drużyny. Każde może korzystać z broni do walki wręcz (i to do trzech sztuk dynamicznie zmienianych) oraz na dystans. Ponadto w bitwie każdy ma dostęp do 4 umiejętności specjalnych bądź zaklęć. Tutaj arsenał jest względnie klasyczny – są kule ognia, pioruny kuliste, uleczanie, osłony, zwiększanie obrażeń wybranych ataków i wiele innych. Może w trakcie walk ze słabymi potworami nie jest to tak przydatne, ale w starciach z bossami uniki to konieczność, by nie oberwać mocnym atakiem. Wówczas też wymierne korzyści daje pomoc higgledies, czyli małych stworków, które w zależności od rodzaju wspierają nas dodatkowymi atakami, osłonami czy leczeniem. Od czasu do czasu też możemy im wydać rozkaz, kiedy to korzystają ze swojej umiejętności specjalnej (przywołanie armaty, wyczarowanie kuli ciemności, gejzer kul lodowych, sfera leczenia i inne). Przy epickich bitwach z bossami warto też wykorzystywać ich słabości i korzystać ze specjalnego wsparcia stworków jak odporność na ogień przy smoczym ognistym oddechu, lewitująca armatka dystansowa i takie tam.

To trzeba koniecznie zobaczyć w ruchu.



Choć może zmiany są w porywach ewolucyjne w stosunku do innych drużynowych JRPG-ów akcji, tak w połączeniu z wykorzystaniem wyjątkowych cech ekwipunku (tym potężniejszego, im wyższy ustawiony poziom trudności) łączy się to w solidny system walki, jaki wciąga. Naturalnie, Ni no Kuni II: Revenant Kingdom stanowi na normalnych ustawieniach grę prostą i trzeba naprawdę mocno zboczyć z drogi, żeby mieć problem z przetrwaniem. Za to twórcy zebrali niemało negatywnych komentarzy, aczkolwiek problem ten został już wyeliminowany aktualizacją dodającą tryb trudny i ekstremalny. Ten pierwszy nie daje specjalnie w kość, a przedmioty można zdobyć lepsze, ale ten drugi już sprawia, iż sequel staje się wymagający i należy uważnie dobierać uzbrojenie, a także częściej korzystać z uników i przedmiotów wspomagających oraz jedzenia, które wzmacnia na określony sposób naszą drużynę. W miarę czasu uzyskamy też punkty, jakie można przeznaczyć na usprawnienia do bitwy przeciw wybranym typom wrogów, co można odpowiednio przestawić pomiędzy walkami.

Przejdźmy teraz do rozbudowy królestwa, co, nie będę ukrywać, niemożebnie wciąga. W pewnym momencie będziemy mogli postawić mury, zbudować namiastkę zamku i rozpocząć rozbudowę Evermore. Na początku może nie być tutaj szału, bo pojawią się podstawowe budynki dla drwali, kowali, płatnerzów, łowców czy farmerów. Budynki stawiamy, wydając specjalną królewską walutę, jaką zdobywamy poprzez zadania poboczne, zwycięskie bitwy z udziałem całych armii, a także po prostu wytrwałą pracę naszych ukochanych obywateli. Co więcej, specjalnie rekrutowane jednostki możemy przypisać do poszczególnych budowli, zwiększając ich wydajność. Każda postać ma wypisane współczynniki znajomości danej dziedziny, co przekłada się na możliwość prowadzenia badań danego tematu. Każda osoba posiada ponadto specjalną cechę, jaka może okazać się konieczna do wzniesienia jakiegoś budynku czy rozpoczęcia badań. Te mogą wpłynąć nie tylko na to, jakie wytworzymy bronie czy zbroje, ale także możliwość przywołania higgledies (gdzie niektóre będą potrzebne do rozwiązania zadań pobocznych), większe wsparcie w specjalnych lochach rozgrywanych na czas, szybszy ruch podczas eksploracji, zwiększona wytrzymałość w trakcie bitew i cała masa innych. Rzecz jasna, to wszystko kosztuje, dlatego należy dbać o systematyczny rozwój królestwa i stale je rozbudowywać i wspierać rekrutacją kolejnych ludzi. Wybrani obywatele będą też zdolni prowadzić oddział w bitwie z udziałem armii, co jest w paru miejscach kluczowe dla fabuły i niezbędne do skutecznego rozwiązywania pozostałych questów.

Bitwy z udziałem armii w niczym nie przypominają serii Total War.



Tutaj mamy dość odmienną formę rozgrywki, bo w centrum staje król Evan, zaś dookoła ustawiają się cztery wybrane przez nas przed bitwą oddziały. Mamy do wyboru ludzi walczących mieczami, młotami i włóczniami, skupionych na obronie, a także dysponujących różnymi broniami dystansowymi (zasadniczo to samo co w walkach bardziej osobistych z udziałem członków drużyny z wyjątkiem tych tarczowników). Trzeba tutaj zważać na to, kim atakujemy, bo każdy typ jednostek jest silny przeciw jednym i jednocześnie słaby przeciw drugim. Zadania są rozmaite – czasem to po prostu wyeliminowanie sił nieprzyjaciela, przy czym nierzadko czekają na nas zasadzki i inne niespodzianki jak jacyś bossowie, a bywa, że mamy kogoś eskortować czy też nie dać uciec wrogiemu generałowi. Zarzut mam tu taki, że eskortowany oddział zwykle leci dać się zabić i trzeba mocno gonić, zaś krótkie scenki potrafią tak szybko przelatywać, że nie zdążymy poczytać, o czym mówią postaci. Poza tym jednak bitwy te stanowią ciekawe urozmaicenie i z chęcią pokonywałem kolejne oddziały bandytów czy stworów stojących na drodze do pokoju na świecie. Tym bardziej że miła jest zabawa przyspieszaniem i wzmacnianiem oddziałów (zdolności królewskie), jak również specjalnymi rozkazami wybranych generałów (naloty z powietrza, osłabienie pancerza przeciwnika, tymczasowe oddzieleni się od króla, by działać niezależnie, unieruchomienie nieprzyjaciela i multum innych). Ponownie jest tego sporo i tylko dziwiło mnie, czemu niektóre bitwy nie były dostępne w określonych momentach, gdzie czasem po wczytaniu zapisanego stanu gry walka była możliwa, a po drugim wczytaniu tego samego stanu już nagle nie. Tutaj ekipa musi jeszcze popracować nad jakimś patchem.

Mam wrażenie, że pokpiłbym sprawę, gdybym nie wspomniał o tym, iż w Revenant Kingdom będziemy zbierać mrowie rozmaitych materiałów, surowców, kruszców, ziół, składników i kto wie, czego jeszcze. Rzeczy te uzyskamy w trakcie eksploracji na świecie, w konkretnych lokacjach, z pokonanych przeciwników, z questów, a także dzięki wysiłkom naszych obywateli, o ile obsadzimy ich w konkretnych budynkach o konkretnym poziomie rozbudowy, nawet jeśli z początku ich typy będą nam wskazywać raczej tylko na to, że oferują więcej slotów na przykład drwalom, bo nie mieszczą się w poprzednim składzie drewna. Okazuje się jednak, że każdy kolejny budynek potrafi przynieść nam inne przedmioty, toteż należy często wracać do królestwa i opróżniać skrzynie, by mieć stały przypływ królewskiego złota i surowców. A te są potrzebne do całej masy różnych rzeczy. Po pierwsze, wytwarzanie broni i zbroi oraz ich ulepszanie. Następnie mamy gotowanie potraw dających wybrane bonusy. Jeśli chcemy stworzyć higgledies, także musimy zebrać wymagane materiały, a jeśli je odpowiednio wykarmimy, te zyskają też na sile. Co więcej, kolejne poziomy ich doświadczenia mogą wymagać odmiennej diety, tak więc mamy tu jeszcze większe pole do popisu w kwestii wymagań materiałów. Nie mógłbym zapomnieć o questach pobocznych oraz o losowych zadaniach dla gildii, za co otrzymamy nagrody i tokeny wdzięczności, jakie możemy przehandlować na inne surowce oraz na wytropienie obywateli chętnych do nas dołączyć. Nie zraźcie się tylko na początku dziesiątkami rzeczy zbieranych nie wiadomo, po co – to z czasem samo się zaczyna ogarniać.

Chętnie przytuliłbym część zdolności bossów.



Może na konsolach nie jest to aż tak odczuwalne, ale na PC spotkałem się z niejednym crashem. Na szczęście patch 1.2 poprawił stabilność i pozwolił mi w ogóle przeć dalej w rozgrywce, jednak wciąż potrzebowałem przejrzeć parę tematów na forum. Osobiście zalecam grać w trybie okna bez ramek, bo w trybie pełnoekranowym co chwilę zaliczałem wycieczki do pulpitu. Ponadto animacja potrafiła chrupnąć zwłaszcza w momentach użycia zdolności specjalnych. Także i tutaj użytkownicy znaleźli obejście – zwiększyć w menedżerze zadań priorytet aplikacji Ni no Kuni II, żeby zredukować bądź zniwelować ten problem. Nie da się ukryć, że przy produkcji tego kalibru liczyłem raczej na stabilny gameplay, a nie konieczność przeglądania Internetu celem znalezienia rozwiązania.

Nie sposób odmówić jednego
Choć do fabuły można mieć zarzuty o naiwność, na PC techniczne bolączki czasem dadzą o sobie znać, zaś rozgrywka doskonała nie jest, mimo iż wciąga, to jednego nie da się odmówić Ni no Kuni II: Revenant Kingdom. Ta gra jest po prostu przepiękna – wszystko od wspaniałych projektów miast, zapadających w pamięć wyjątkowych postaci i stworzeń (z charakterystyczną kreską Ghibli), przez urzekające lokacje zewnętrzne po efekty zaklęć i umiejętności specjalnych robi niesamowite wrażenie i nie daje o sobie zapomnieć. Może i niektóre jaskinie były do siebie podobne w kwestii tekstur, ale to zbyt mała ujma dla wyjątkowej urody całej reszty. Już na zrzutach ekranu wygląda wybornie, ale dopiero w ruchu można docenić piękno Revenant Kingdom.

Tyleż zabawna, co rozczulająca scenka.



Wpływ Ghibli nie ogranicza się jedynie do oprawy graficznej. Za soundtrack ponownie odpowiedzialny jest Joe Hisaishi (prawdziwe imię i nazwisko to Mamoru Fujisawa, gdyby ktoś nie kojarzył go z pseudonimu), jaki przez lata zachwycał nas ścieżkami dźwiękowymi filmów Studia Ghibli czy, przede wszystkim, Ni no Kuni: Wrath of the White Witch. Tutaj jednak mam pewne zastrzeżenia. Po pierwsze, ze dwa kawałki dość uciążliwie się powtarzały w paru lokacjach, gdzie trzeba było spędzić nieco czasu i to potrafiło zirytować. Po drugie, odniosłem wrażenie, iż połowa kompozycji to remiksy głównego motywu z części pierwszej. Nie, żeby to brzmiało źle, bo melodia z „jedynki” jest cudowna, a i pozostałe nowe utwory brzmią świetnie, jednak po pewnym czasie można się przejeść i chciałoby się większego zróżnicowania. I jeszcze jedno - pamiętacie, jak nieraz nawet ważne momenty głównej linii fabularnej nie posiadały dubbingu w pierwszej części? Niestety, tutaj mamy powtórkę z rozrywki...

Ciężko nie pokochać mimo wszystko
Ni no Kuni II: Revenant Kingdom jest dość daleko do ideału. Choć produkcja ta ma swoje wyjątkowo mocne strony, posiada zróżnicowaną wciągającą rozgrywkę, a do tego brzmi i wygląda tak, że ciężko oderwać oczy od monitora, to potrafi przywalić problemami technicznymi ze znikającymi bitwami czy nawet zamknięciem się aplikacji bez odpowiednich ustawień, zmęczyć prostackimi questami pobocznymi oraz zadziwić naiwnością fabuły. A mimo to nie umiem jej Wam nie polecić, i to wręcz z całego serca. Część rzeczy, na które tak narzekano na premierę, naprawiono w patchach, a kolejne aktualizacje są w drodze. Niespotykany nigdzie indziej klimat Ni no Kuni sprawia, iż wybacza się większość niedoskonałości tego tytułu. Dla niektórych to był swego rodzaju zawód roku 2018. Grając teraz raczej Wam przez myśl nie przejdą takie wnioski. Dajcie szansę sequelowi, a zapewne pokochacie go jak ja – razem z bagażem wpadek, na szczęście z update’u na update coraz lżejszym.

Podczas walk z dużymi bossami dzieje się bardzo dużo wyjątkowych rzeczy.




Grę do recenzji udostępnił polski wydawca Cenega:
  • Grafika: 9 / 10
  • Dźwięk: 8 / 10
  • Grywalność: 7 / 10
  • Żywotność: 9 / 10
  • Nowatorstwo: 6 / 10
  • Fabuła: 7 / 10
  • Czas gry: 60h

Najważniejsze cechy: piękna oprawa, długa z end-game'em, wciągająca, lepsza po patchach; naiwna fabuła, proste questy

Plusy

  • piękna oprawa audiowizualna
  • długa i posiadająca spory end-game
  • wciągająca rozbudowa królestwa
  • opcjonalne poziomy trudności po patchu
  • dużo do zrobienia po zakończeniu gry

Minusy

  • bardzo naiwna fabuła mimo mocniejszych początku i końcówki
  • prosta konstrukcja większości zadań pobocznych
  • problemy techniczne
  • mało ugłosowionych filmików
  • soundtrack choć fajny, to w dużej mierze remiksy
Avatar użytkownika Karfein
Karfein mówi:

Chociaż Ni no Kuni: Wrath of the White Witch w moich oczach jest lepsze od sequela, to muszę przyznać, że Ni no Kuni II: Revenant Kingdom również potrafiło mnie ująć za serce.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?