Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Recenzje» PC» Micro Machines: World Series

Informacje

  • Autor: Giggs
  • Dodano: 25 wrzesień 2017 12:32
  • Czytano: 192 razy



Najnowsze recenzje

Najczęściej czytane recenzje

Recenzja gry Micro Machines: World Series (PC)

Okładka gry Micro Machines: World Series
  • Producent: Codemasters Software
  • Wydawca: Codemasters Software
  • Dystrybutor PL: Techland
  • Gatunek: multiplayer, samochodowe, widok izometryczny, wyścigi
  • Premiera: 30 czerwiec 2017 r.
  • Premiera PL: 30 czerwiec 2017 r.
  • Tryb gry: single / multiplayer
  • Język: angielski z polskimi napisami
  • Nośnik: Digital
  • Cena: 129.90 zł
  • Nasza ocena

    5.5

  • Twoja ocena

    0 / 10

    Średnia: 0 / Głosów: 0

  • Cechy gry PEGI 7

    PEGI 7
    Gra dla młodszych dzieci

Wymagania: Procesor AMD FX lub Intel Core i3, 4 GB RAM, karta graficzna AMD HD5570 lub NVIDIA GT440 1GB VRAM, DirectX 11, 5 GB HDD, Windows 7/8/10 (64-bit)

Mój tata zwykł mawiać, że w życiu nienawidzi jedynie dwóch rzeczy - chamstwa i góralskiej muzyki. O ile wydanie na świat przez studio Codemasters nowej części serii Micro Machines nie ma nic wspólnego z tym drugim, tak pod to pierwsze można już próbować to podciągnąć. A ja na tego rodzaju skoki na kasę jestem szczególnie wyczulony.

Absolutely Brilliant!

Codemasters to studio, do jakiego czuję ogromną sympatię i sentyment. Jest ono bowiem autorem wielu hitów z lat mojej młodości, w które jako dzieciak zagrywałem się na legendarnym Pegazusie. Takie gry jak Dizzy, Big Nose the Caveman czy Ultimate Stuntman to jedne z najlepszych tytułów na NES-a, Famicoma czy właśnie popularnego w latach 90-tych w Polsce, "Pegaza". Mnie jednak w pamięci zapadła produkcja traktująca o maleńkich resorakach, ścigających się po różnych zakątkach domu - czyli kultowe Micro Machines. Jako dziecko fascynowało mnie genialne podejście twórców i niesamowita wręcz kreatywność.

Małe autka wróciły do gry!



Ówczesne hasło reklamowe Codemasters, które widzicie w podtytule tej części doskonale oddaje jakość pomysłu na wyścigi maleńkimi autkami po zakątkach domowego zacisza. MM było przełomowe, świetnie wykonane i napisane, ale przede wszystkim było świeże i niezwykle kreatywne. Co i rusz twórcy puszczali do nas oko, wkładając w projektowanie poziomów i aut serce. Jadąc po stole bilardowym, wpadaliśmy do łuzy, przenosząc się w inne miejsce stołu. Za barykady na stoliku kuchennym służyły pomarańcze czy rozlany na ceracie miód, a w wannie mogliśmy natrafić na śmiercionośne wiry spuszczanej wody. Przed premierą Micro Machines: The World Series wiedziałem, że magii "jedynki" już się nie wskrzesi, ale liczyłem, że nowa część mnie oczaruje. W jakże dużym błędzie byłem, okazało się dopiero po odpaleniu tego "cudeńka".

Absolutely... irrational!

Największy żal do twórców mam za pewną decyzję, która całkowicie, już na starcie zabiła doszczętnie klimat Micro Machines. Panie i panowie, ogłaszam wszem i wobec, iż samochody w najnowszym dziele Codemasters... mają takie same osiągi! Tak, dobrze czytacie, największy bajer i cecha, która wyróżniała tę grę spośród tysięcy innych - każde autko gwarantowało inne emocje, były one zróżnicowane, a wyścigi zapewniały różne doznania.

Pojazdy różnią się jedynie wyglądem.



Na przykład ścigając się "warriorsami" w piwnicy, tempo spadało, ale podnosiła się adrenalina, gdyż wjazd w "tyłek" przeciwnika oznaczał jego eksterminację. Tutaj każde z aut jedzie w tym samym tempie. Nieważne czy prowadzimy czołg, radiowóz czy wyścigówkę. Jedziemy tym samym stylem i z równą prędkością. Nowością są narzędzia eksterminacji - czyli młotek, miny i karabinek, dodane do tej gry jedynie po to, by nawiązać współpracę z firmą NERF, która produkuje zabawkowe pukawki. Ich największą wadą jest to, że działają średnio skutecznie, a w konsekwencji odbierają poszczególnym pojazdom charakter, ponieważ to, co powinno służyć do ucieczki przed rywalami (mam na myśli szybkie i zwrotne samochodziki), może stać się narzędziem eliminacji przeciwników i wzbudzać postrach na planszy. Całość zatem sprowadza się do tego, w którym momencie użyć „znajdźki”, kiedy zajechać komuś drogę, oraz kiedy uważać na utrudnienia zaprojektowane przez twórców. Pycha zabawa!

Absolutely pathetic!

Żeby nie było, że tylko się czepiam, wspomnieć muszę o oprawie wizualnej, bo jeśli chodzi o audio, muszę temat… przemilczeć. Audio bowiem jest nijakie – ani nie zachwyca, ani nie wzbudza odruchu wymiotnego. To po prostu nieskomplikowane melodyjki przypominające te z zabawek dla dzieci. Jeśli na tapetę weźmiemy grafikę odnajdziemy jeden z nielicznych plusów tej gry.

Plansze wyglądają świetnie i są ciekawie zaprojektowane.



Plansze są bardzo kolorowe, grafika ładna. Pozytywnie wyglądają również same projekty plansz, na których znaleźć można kilka ciekawych miejsc i pomysłów. Autorzy mieli chyba kilka dobrych dni przy produkcji tego dzieła, bo momentami zbliżyli się nawet do kultowej jedynki. Jednak nie można tego powiedzieć o pomysłach na tryby rozgrywki. Uwaga, nadchodzi kolejna wada… w MM:WS nie ma… TRYBU SINGLE CHALLENGE! Tak jest, największa i najciekawsza atrakcja pierwszej części została tu całkowicie pominięta. Już nie dane mi będzie ścigać się ze Spiderem czy Bonnie na piaszczystych planszach czy omijać bile walcząc twarzą w twarz z Jethro czy Walterem. Teraz pojedynki rozgrywamy z żywymi graczami w liczbie 11 (słownie jedenastu). Tak, wyścigi to teraz cała masa aut na ekranie. W dodatku brak połączenia do Internetu daje nam możliwość zagrania jedynie w 4-osobowy tryb skirmish, w który musimy zagrać z żywymi graczami przy jednej konsoli czy komputerze. Niewiele lepiej jest, kiedy mamy połączenie z siecią. Wówczas możemy zagrać w Quickplay – czyli skirmish, z tym że w Internecie, z żywymi graczami. Pojedynek rankingowy to również to samo, ale dodatkowo, zdobywamy w nim punkty dywizji. Ta gra przypomina teraz bardziej Overwatch niż Micro Machines. Jakby tego było mało, mamy tu również otwieranie skrzynek, z których niestety nie wypadają pistolety. A szkoda, wziąłbym jeden, żeby strzelić sobie w łeb. Niemniej jednak, przebrnąwszy przez tę nieapetyczną grę ostrzegam: Nie marnujcie swoich pieniędzy, bo to tylko parodia!




Grę do recenzji udostępnił polski wydawca Techland:


  • Grafika: 8 / 10
  • Dźwięk: 6 / 10
  • Grywalność: 4 / 10
  • Żywotność: 4 / 10
  • Nowatorstwo: 5 / 10
  • Czas gry: 5h

Najważniejsze cechy: +Grafika –AI –Grywalność –Brak głębi

Plusy

  • Ładna grafika
  • Projekty plansz

Minusy

  • AI rywali
  • Brak trybu challenge
  • Nudna
  • Schematyczna
Avatar użytkownika Giggs
Giggs mówi:

Micro Machines: World Series jest wykastrowaną z zalet młodszą siostrą swojej cudownej prekursorki. Grze zabrano wszystko to, co cieszyło fanów przez lata i ubrano ją w szaty współczesnych gier sieciowych z nadzieją, że zakochani w niej gracze sięgną do portfeli i wykupią to „cudeńko”. Omijać szerokim łukiem!

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?