Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Publicystyka» Wokół gier» Funky Koval. Bez oddechu - słuchowi...

Informacje

  • Autor: Louis
  • Dodano: 02 grudzień 2014 21:10
  • Czytano: 1,357

Funky Koval. Bez oddechu - słuchowisko

Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie miałem kontaktu z historiami opowiadającymi o przygodach Funky Kovala, dlatego też słuchowisko zrealizowane przez Sound Tropez było dla mnie okazją do zapoznania się z tym komiksowym bohaterem. Nie ukrywam, że do swoistej „nowości” podchodziłem niepewnie, zupełnie nie miałem pojęcia czego się spodziewać, myślałem sobie: to na pewno będzie inne niż „Żywe Trupy” czy „Thorgal”. Nie myliłem się tak bardzo, bo choć głosy części obsady były przyjemnie znajome, to „Funky Koval” jest oryginalnym, wyróżniającym się na tle poprzednich adaptacji produktem skierowanym raczej do konkretnej, przynajmniej w moim odczuciu hermetycznej, grupy odbiorców.

Bez oddechu” prezentuje początki kariery kosmicznego detektywa w agencji Universs i opisuje jego udział w kilku niebezpiecznych misjach zlecanych mu przez nowych pracodawców. Tytuł rzeczywiście oddaje tempo prowadzenia narracji – co kilka minut zwrot akcji, nowa postać, zupełnie inna sytuacja, pojawia się następny wątek, krótko mówiąc bez odpowiedniego skupienia łatwo się w tym pogubić. Dlatego też lepiej odpuścić sobie słuchanie tej produkcji w głośnym autobusie czy podczas przechadzania się ulicą. „Funky Koval” zasługuje na odpowiednie warunki i według mnie tylko wtedy można w pełni wczuć się w przygotowaną przez twórców dźwiękową opowieść. Przebieg wydarzeń poznajemy z perspektywy głównego bohatera (w tej roli Eryk Lubos) poddanego przesłuchaniu, dzięki któremu słuchacz ma szansę dobrze poznać naturę poszukiwacza przygód. Koval to awanturnik i niespokojny duch, podrywacz, zarozumialec nieustannie wierzący w swoją nieomylność oraz spryt. Nic więc dziwnego w tym, że co krok spotyka go coś niespodziewanego. Historia snuta przez Funky’ego wypełniona jest potyczkami z niezdarnymi przeciwnikami, spotkaniami z nieziemsko pięknymi kobietami, a także chytrymi fortelami pozwalającymi wyjść mężczyźnie z każdej opresji. W odpowiedni sposób podkoloryzowane wypowiedzi relacjonujące minione zdarzenia nie pozwalały pozbyć się wrażenia, iż przechwalający się detektyw próbuje oczarować nie tylko przesłuchujących go agentów, ale także mnie. Trzeba przyznać, że mu się to udało.

Sound Tropez ponownie przekazało swoim odbiorcom kawał dobrej roboty. „Bez oddechu” słuchałem z ogromną przyjemnością dzięki dobrze dobranej obsadzie aktorskiej. Eryk Lubos świetnie wciela się w tytułowego bohatera, który z charakterystyczną dla siebie nonszalancją opisuje kolejne zdarzenia, natomiast Brenda Lear w wykonaniu Anny Dereszowskiej nawet polecenia dla współpracowników wydaje swoim uwodzicielskim głosem, co dodatkowo uwiarygodnia jej wizerunek niebezpiecznie atrakcyjnej kobiety. Na uwagę zasługują także kreacje Prokurator Preston (Maria Seweryn) i Śledczego Jonesa (Wojciech Żołądkiewicz), które choć na początku wydają się być jedynie dodatkiem do narracji prowadzonej przez Kovala, stopniowo zyskały moją sympatię i wprowadzały do całokształtu słuchowiska nieco innej perspektywy. Oczywiście adaptacja komiksu utrzymanego w konwencji science fiction nie obyłaby się bez odpowiedniego udźwiękowienia – brzmienie wystrzałów pistoletów laserowych, odgłosy futurystycznych pojazdów, tykająca aparatura statków kosmicznych, a nawet muzyka, momentami dynamizująca akcję, a czasem służąca za przerywnik pomiędzy poszczególnymi scenami, stworzyły razem spójną immersyjną całość. Ale do wysokiej jakości oprawy audio Sound Tropez zdążyło mnie już przyzwyczaić, dlatego zostaje mi po raz kolejny pogratulować im doskonałych rezultatów.

Właściwie jedynym minusem, jaki mógłbym wskazać, jest niewystarczająca niekiedy narracja prowadzona przez Funky’ego – część scen aż prosi się o dodatkowy komentarz, szerszy opis umożliwiający odbiorcom niezaznajomionym z komiksem, takim jak ja, lepsze poznanie świata przedstawionego i bohaterów w nim występujących. Raz na jakiś czas odnosiłem wrażenie, że tak naprawdę prześlizguję się pomiędzy kolejnymi fragmentami historii w zawrotnym tempie, choć wolałbym się jeszcze na chwilę zatrzymać i rozsmakować w rzeczywistości ożywionej przez twórców słuchowiska. Nie oznacza to jednak, że „Bez oddechu” wywołuje nieustanne zdezorientowanie czy posiada podziurawioną i niespójną fabułę – wręcz przeciwnie, wartka akcja trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić. Zaangażowałem się w losy Kovala do tego stopnia, że zakończenie dźwiękowej adaptacji wzięło mnie z zaskoczenia po około dziewięćdziesięciu minutach. Produkcję przesłuchałem więc jeszcze kilkukrotnie w ciągu ostatnich tygodni, za każdym razem odnajdując w niej jakiś nowy smaczek, kwestię, na jaką nie zwróciłem wcześniej uwagi czy też ciekawie zrealizowany efekt specjalny. Polecam to każdemu, bo nowe dzieło Sound Tropez to z pewnością nie utwór wyłącznie na jeden wieczór.



Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękuję studiu Sound Tropez.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?