Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Publicystyka» Wokół gier» James Swallow - Ucieczka "Eisensteina"

Informacje

  • Autor: Louis
  • Dodano: 04 lipiec 2013 08:42
  • Czytano: 992

James Swallow - Ucieczka "Eisensteina"

Dzięki Fabryce Słów i wydanej przez nią Ucieczce „Eisensteina” po raz kolejny miałem okazję przenieść się do gotyckiego świata Warhammera 40 000, a dokładnie mrocznego okresu wojny domowej nazywanej Herezją Horusa. Tym razem rozwój wypadków poznajemy z perspektywy niezwykle ambitnego i nie mniej oddanego służbie młodego kapitana Nataniela Garro. Należy on do Gwardii Śmierci, jednego z zakonów elitarnych jednostek wojskowych Adeptus Astartes, podopiecznych samego Imperatora, chluby i zarazem obrońców świata rządzonego przez człowieka. Głównego bohatera spotykamy na pokładzie „Niezłomnego” tuż przed szykowanym atakiem na cylindryczną jednostkę jorgalów i już wtedy zdaje się on być kreowany na wzór cnót żołnierza Imperium. Garro wraz ze swoimi braćmi toczy kolejne bitwy – te z mieczem w dłoni i te na słowa z pozostałymi Astartes, zabija obcych i zdrajców szerząc wolę swego władcy aż do momentu, gdy zostaje poddany najtrudniejszej próbie. Odkrywając spisek skierowany przeciw Imperatorowi kapitan musi podjąć decyzję, od której mogą zależeć nie tylko losy jego załogi, ale też całej ludzkości.


Zanim jednak do tego doszło i dzieliłem rozterki z bohaterami przebywającymi na okręcie „Eisenstein”, James Swallow zafundował mi wycieczkę do świata Gwardii Śmierci. W jej programie zaprezentował postawy tworzących ją potężnych Space Marines z prymarchą Mortarionem na ich czele. Dzięki temu czytelnik może nieco poznać hierarchię legionu, jego pysznych dowódców i niepokornych żołnierzy rywalizujących między sobą o pozycję w grupie. Gdy atmosfera gęstnieje dotychczasowe sprzeczki i przechwałki ustępują wzajemnym oskarżeniom, a wywiązują się pomiędzy braćmi spory przyjmujące coraz większe rozmiary. Dużą część książki zajmują bowiem rozmowy postaci, ich osobiste rozważania i próby rozwiązania zagadki niewyobrażalnej zdrady, jakiej dopuścił się Horus. Pojawia się także wątek lóż, zgromadzeń wybranych Astartes biorących udział w tajemnych spotkaniach, które prawdopodobnie zagrażają jedności zakonu Gwardii Śmierci. Szkoda tylko, że nie został on bardziej rozwinięty, czemu sprzyjała powolna narracja prezentująca kiełkujące w bohaterach postawy, ich dojrzewanie do podjęcia pewnych decyzji, a w końcu opowiedzenia się po jednej ze stron konfliktu.


Z pewnością najmocniejszym punktem powieści jest fragment opisujący tytułową Ucieczkę, wówczas akcja nabiera prędkości, a tym samym staje się atrakcyjniejsza w odbiorze. Sceny gdy Garro staje naprzeciw pochłoniętym przez Chaos braciom trzymają w napięciu, ale pozwalają też lepiej poznać nowe zagrożenie, z jakim przyszło się zmierzyć wysłannikom Imperium. Opisy przemian Space Marines w odrażające mutanty napędzane siłą zła powinny zaspokoić ciekawość czytelnika oczekującego najbardziej widocznych skutków rozszerzania się Herezji. Podróż przez niezbadaną osnowę okrętem pozbawionym mechanizmów obronnych, atak potężnych nieznanych dotąd ludziom istot, w końcu przeobrażenia zarażonych nekrowirusem doskonale oddają mroczny nastrój świata, w jakim rozgrywa się ta historia jednocześnie nie pozwalając na odłożenie książki. Z równym zainteresowaniem śledziłem też fragmenty z Milczącymi Siostrami – łowczyniami czarownic, towarzyszkami broni Adeptus Astartes, które przy dobrze znanych mi żołnierzach stanowiły pewną miłą odmianę.


Ucieczkę „Eisensteina” czytało mi się naprawdę dobrze i choć akcja rozkręca się w niej raczej powoli, to gdy przebrnąłem przez mniej więcej pierwszych sto stron aż do końca po prostu nie mogłem oderwać się od przygody Nataniela. Był to mój pierwszy kontakt z książką utrzymaną w realiach Wh40k wydaną przez Fabrykę Słów i muszę przyznać, że wrażenie na mnie zrobiła zarówno jej forma, jak i tłumaczenie tekstu Swallowa. Mając w pamięci starsze wydania powieści ze świata Warhammera pełne literówek, błędów, doprowadzającej do oczopląsu małej czcionki naprawdę doceniłem to, że ktoś zwyczajnie postarał się, abym mógł wygodnie i bez zgrzytów czerpać przyjemność z lektury. Przekonałem się również, że Astartes w naszym rodzimym języku mogą wypowiadać się równie patetycznie co w oryginale, zachowując charakterystyczną dla Marines powagę i butę. Kto wie, być może wpłynęło to także na mój odbiór samej powieści, ale z pewnością polskie wydanie zasługuje na sporego plusa.


Książkę z pewnością mogę polecić miłośnikom systemu rozrywkowego stworzonego przez Games Workshop, oni bez wątpienia bardzo chętnie zapoznają się z kolejną historią okresu Herezji Horusa. Pozostałych może przyciągnąć fakt, że Ucieczka „Eisensteina” nie jest tak skomplikowana i hermetyczna jak inne powieści cyklu, a nieśpiesznie prowadzona narracja nie pozwoli zgubić wątku nawet początkującym fanom Warhammera i zupełnym laikom nie mającym wcześniej do czynienia z jego mrocznymi realiami. Uważajcie jednak na zakończenie, pozostawia pewien niedosyt, który najlepiej zaspokoić sięgnięciem po kolejną książkę z Wh40K w nazwie i ponownym zanurzeniem się w tym bogatym uniwersum.


OCENA: 8/10



Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?