Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Publicystyka» Felietony» Achtung! Bracia z Zachodu!

Informacje

  • Autor: Feargus
  • Dodano: 08 kwiecień 2009 18:39
  • Czytano: 4,130

Achtung! Bracia z Zachodu!

II Wojna Światowa w grach komputerowych wygląda mniej więcej tak – wcielamy się w bohatera, jedynego dobrego, stawiającego czoła złu całego świata. Naszymi wrogami są oczywiście Niemcy (ewentualnie, choć zdecydowanie rzadziej, Rosjanie), którzy z zimną krwią niszczą ład i porządek. Taaak, zapewne znakomicie znacie ten schemat, bo wałkujemy go już od ponad dekady. Jednakże, czy odejście od podobnych wzorców na pewno byłoby w dzisiejszych czasach dobrym posunięciem? Marketingowym zapewne tak, bo reklama i rozgłos wokół produktu jest bardziej niż gwarantowany, ale… co z resztą? Jednoznacznie stwierdzić tego nie potrafię, ale chyba warto przetestować „coś” nowego? „Coś”, z czym mamy okazję się spotkać jedynie w najnowszej grze studia Relic Entertainment – Company of Heroes: Tales of Valor.

Chwała Bohaterom ?!

… Nie powiedziałbym. W kampanii dla pojedynczego gracza, w grze Tales of Valor, wcielimy się w Tiger Ace. Jednostka znana pod tą nazwą to nic innego, jak niemieckie, doborowe wojska pancerne, które biorą udział w operacjach na frontach II Wojny Światowej. Tak, doskonale czytacie! W nowym Company of Heroes wcielamy się właśnie w Niemców. Pewne zaskoczenie? Z pewnością, tym bardziej, że nieczęsto zdarza się nam stanąć po złej stronie mocy, a nie da się ukryć, że to Nasi zachodni sąsiedzi byli głównymi agresorami tamtych czasów. Dość oryginalny pomysł, który nie mógł się obejść bez echa. Schematy zostały ominięte, bariery zniszczone, teraz pozostaje nam już tylko dowodzić „Asami Tygrysów” i prowadzić nasz oddział ku zwycięstwu i chwale.

Już za czasów 8-bitowców wynaleziono "tego złego" gier komputerowych.


Nie da się ukryć, że jest to kolejny, wspaniały temat dla brukowców, dzięki któremu można poznęcać się trochę nad developerem. Ja jednak zajmę się całkowicie innym wątkiem, gdyż zawsze zastanawiała mnie przedziwna rola Niemców w podobnych grach. Przyznam się bez bicia, że w grach wideo wybiłem już tysiące, a może nawet miliony nazistów, hitlerowców, jak i prostych żołnierzy Wehrmachtu. No bo w jakiej grze nawiązującej do II Wojny Światowej tego nie robiliśmy? Ich tytuły pozliczać można na palcach u jednej ręki, więc nie będziemy się nawet nad nimi rozwodzić. Medal of Honor, Call of Duty, Wolfenstein, czy Brothers in Arms – to jedynie najbardziej znane serie gier, w których z deczka wyżyjemy się na Niemiaszkach. Co dziwniejsze, nasi przeciwnicy zawsze mają przewagę liczebną, lepsze uzbrojenie i doskonałą lokalizację defensywy. Mimo to, giną. Giną w zastraszająco szybkim tempie, po strzale, może dwóch, kiedy my na klatę przyjmujemy tony żelastwa, a i granaty nie robią nam krzywdy. Wiecie, czasem odnoszę wrażenie, że strzelam do nich niczym do kaczek (bez podtekstów, proszę!), i co prawda dostarcza mi to przyjemności i relaksu, ale zastanawiam się, czy nie powinienem oczekiwać czegoś więcej, albo doszukiwać się pewnych ukrytych sensów?

W czasach, kiedy gry wideo stają się wiodącym prym medium, warto się zastanowić nad celem tej branży. Wywierając duży wpływ na młodszym pokoleniu, konieczne jest, by dawały one coś więcej niż tylko dobrą zabawę. Muszą również przekazywać pewne wartości, czasem uświadamiać, ale przede wszystkim nie wolno im ukazywać faktów w nieprawdziwym świetle. Co się tyczy Drugiej Wojny Światowej…nigdy jeszcze się nie zawiodłem. Walczyłem w imię należytych ideałów i strzelałem w należytym kierunku. W którym, chyba wszyscy zdajecie sobie sprawę.

II Wojna Światowa w pełnej krasie.


„Coś” nowego.

Jak już wspominałem, w nowym Company of Heroes nie postrzelamy do żołnierzy Wehrmachtu, a co więcej - poprowadzimy nawet jeden z ich oddziałów ku zwycięstwu. Przyznać muszę, że Panowie z Relic Entertainment zaprezentowali nam bardzo ciekawe podejście do tematu. Warto jednak się zastanowić, czy będzie ono również zgodne z prawdą historyczną i przyjętymi przez społeczeństwo moralnymi zasadami? Przecież ostatecznie to właśnie Hitler wojnę przegrał i do dziś uznawany jest za wroga numer jeden lat 39-45 XX wieku. Ja osobiście nie bałbym się o morały, bo CoH służyć ma „głównie” zabawie, a nie edukacji wychowawczej. Dla mnie najważniejsze jest, by nie przekłamywać ważnej dla świata historii, o którą dbamy od ponad 60 wiosen. Nie wyobrażam sobie diametralnego odwrócenia ról, gdzie Naziści są mesjaszami, a Alianci faryzeuszami.

Na szczęście, nikt jeszcze nie posunął się do tak istotnych zmian, i myślę, że jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie zanim taką decyzję ktokolwiek podejmie. I może dobrze, bo choć gra jest tylko grą i pobawić zawsze się można, nie powinniśmy doprowadzić do sytuacji, gdy dziecko przed komputerem radośnie wrzaśnie: „Chwała Bohaterom!” na cześć wojsk Wehrmachtu. W przypadku Tales of Valor z pewnością do tego jeszcze nie dojdzie, i choć przebiliśmy kolejną barierę, życzyłbym sobie, żeby podobna sytuacja trwała jak najdłużej.

Autor: Feargus

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?