Platformy:

Jesteś na SwiatGry.pl» Publicystyka» Felietony» Afrykańskie Piksele, czyli o Czarny...

Informacje

  • Autor: Feargus
  • Dodano: 16 marzec 2009 21:05
  • Czytano: 8,617

Afrykańskie Piksele, czyli o Czarnym Lądzie, strzelaniu, odpowiedzialności i grach wideo.

Co przeciętny Polak wie o Afryce? Pewnie tylko tyle, że to dość duży kontynent zaludniony przez wielu czarnoskórych mieszkańców zwanych też niepolitycznie Murzynami. To, że jest tam nazbyt ciepło, a księża jeżdżą nawracać „dzikich” tubylców. Może jeszcze po ostatnich wydarzeniach zdaje sobie sprawę, że wrogowie cywilizacji - współcześni korsarze, atakują u wybrzeży Somalii (choć gdzie leży zagadkowa Somalia to już łamigłówka innego typu) bezbronne, przeładowane ropą tankowce. I pewnie niewiele więcej. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że przez liczbę czarnoskórych mieszkańców, niejeden z nas utożsamia Czarny Ląd z jakimś biedniejszym stanem USA. Szczególnie po niedawnej elekcji afroamerykańskiego prezydenta. Pozostaje zatem zapytać: jaką wiedzą na temat najgorętszego na świecie kontynentu dysponują przeciętni użytkownicy gier wideo? Identyczną jak pozostali? A może właśnie dzięki tym kilku pikselom znacznie poszerzoną?


Być może nigdy bym nie postawił tak sformułowanego pytania, gdyby nie fakt, iż ostatnio miałem przyjemność obcować z ubisoftowskim Far Cry 2. Z drugiej strony, za horyzontem majaczy kreowany na „hit stulecia” nowy, w pełni rasistowski Resident Evil. Jaki zatem obraz Afryki wyłania się z tych dwóch, bądź co bądź całkiem udanych (choć w wypadku RE 5 to ciągle spekulacje i bazowanie na filmikach i demie) pozycjach? Jak dla mnie, a pewnie w spostrzeżeniach nie będę odosobniony, ojczyzna człowieka pierwotnego to piękny i nienaruszony przez cywilizację kawał globu. Słońce, bezchmurna pogoda, nieokiełznane przestrzenie. To jak wieczne wakacje w Egipcie, choć bez piramid. Z jednej strony jak okiem sięgnąć rozpościera się prawie nieskończona plaża, z drugiej zielona i dzika przyroda. Żyć nie umierać. To jednak nie wszystko. Ile bowiem czasu można spędzić na kontemplowaniu kilku równikowych krzaczków i zmutowanej do granic możliwości piaskownicy? Czy nie lepiej, aby pozostały one w tle i cieszyły oko tylko w wyselekcjonowanych momentach?

Do zbliżonego wniosku z pewnością doszli twórcy dwóch wspomnianych przeze mnie tytułów. Nostalgia za urlopem w pięknej scenerii to jedno, ale trzeba pomyśleć jak urozmaicić turyście ten dość kosztowny wypoczynek. Wiec jak? A jaki jest najprostszy sposób? Safari? Karabiny? Strzelby i zapach czarnego prochu? Może za programistami pójdziemy jeszcze dalej. Po co uganiać się za niewinnymi zebrami czy porykującymi lwami? Lepiej od razu zapolować, niestety, na człowieka. W tym aspekcie Far Cry sprawdza się znakomicie, nowy RE zapowiada się również niezgorzej. Strzelanie bowiem do szarżującego jak rozwścieczony nosorożec przeciwnika daje w afrykańskiej scenerii podwójną radość. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie kilka „maleńkich” szczegółów. Krwawe diamenty. Junty wojskowe. Czystki etniczne. Oto prawdziwe oblicze afrykańskiego raju. Niestety wymieniać można w nieskończoność. Czy autorzy zdawali sobie sprawę z tych ważkich problemów trawiących odwzorowywane przez nich krajobrazy? Z pewnością. Doszli jednak do najprostszych na świecie wniosków. Po co psuć sobie finanse, a graczom zabawę, maltretując się odległymi opowieściami o ludzkim cierpieniu? W wypadku obu gier już same tytuły można odebrać symbolicznie. Odległy płacz; rezydujące (choć to nieścisłe tłumaczenie) zło. Ale to tylko tytuły. Niewiele znaczące dla polskiego i zagranicznego odbiorcy. Gra to przecież przede wszystkim zabawa. Dlatego też zdecydowanie ważniejsze od moralnego aspektu obcowania z nią, są klimat i uczestnictwo w niemal rzeczywistym konflikcie zbrojnym.



Czy zatem twierdzę, że podejmowanie tak ciężkich tematów przez wydawców gier jest karygodne? Oczywiście, że nie! Gdyby etyka była pierwszą zasadą teamów developerskich to nikt nigdy nie zagrałby w żadną strzelankę, w żadnego RPGa, ani nawet w zbyt kontaktową grę sportową. Oczywiście świadomi tych zależności twórcy obwarowali się zestawem „szlachetnego kondotiera” mówiąc, że dzięki podobnym tytułom problemy Czarnego Lądu docierają do coraz liczniejszej rzeszy odbiorców. Dzięki nim kolejny kawałek świata usłyszy o przemocy i biedzie w zapomnianych przez resztę regionów zakątkach naszej planety. Tyle tylko, że gracz zamiast rozdawać szczepionki głodującym dzieciom uczestniczy w iście sycącej, krwawej wojnie plemiennej. Dodatkowo, wcale nie żałując. Ja przynajmniej nie żałowałem, i nadal nie żałuję. Chodzi mi jednak o świadomość. O dotarcie do wnętrza gracza i uzmysłowienie mu, że każda pozycja to nie tylko bezmyślne „fragowanie” nadbiegających masowo oponentów. To także świadomość przyczyn i skutków. To odpowiedzialność. Analogiczna wiedza wcale nie musi psuć zabawy. Może tylko podnieść jej walory i nie ograniczyć rozgrywki do mimowolnego naciskania spustu.

Rozumiem, że rynek rządzi się swoimi prawami. I nie mam zamiaru ich negować. Zdaję sobie także sprawę, iż twórcy gier to nie UNICEF ani Caritas, a głównym celem jest, i zawsze będzie zysk. Tylko czy delektując się śmiercią w Afryce bez choćby cienia refleksji nie stajemy się kolejnymi, nieświadomymi odbiorcami „krwawych diamentów”? Czy przy okazji nie ustawiamy autorów w jednej linii z najemnikami i handlarzami bronią, czerpiącymi zyski ze spalonej słońcem krwi i kości słoniowej? To być może zbyt daleko idące wnioski, ale tylko świadomość problemu daje nadzieję na stawienie czoła dylematom, a nie mimowolne przejście obok nich. Powrócę więc do pytania ze wstępu: „Co przeciętny gracz wie o Afryce oprócz tego, że można w niej zdrowo postrzelać wśród przepięknych krajobrazów?”. Po Far Cry 2 ciągle się zastanawiam. Nadchodzący zaś Resident Evil 5 z pewnością nie da mi o tym zbyt szybko zapomnieć.


Autor: Stonewall

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?